Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Egzekucja w siłowni Paker

18-10-2003, ostatnia aktualizacja 18-10-2003 00:20

Na oczach świadków trzej mafijni egzekutorzy urządzili krwawa jatkę w gocławskiej siłowni. Zginęli Maciej S. "Konik" i Włodzimierz Ch. "Buła". Od roku ich nazwiska znajdowały się na gangsterskiej liście śmierci.

Siedziałem przy sztandze, gdy wbiegli ci dwaj. Ubrani chyba na ciemno, z pistoletami w rękach. Zaczęli strzelać do kolesiów siedzących w rogu. Nie interesowali się nikim innym tylko nimi. Postraszyli nas jeszcze bronią i wybiegli. Nikt się nawet nie ruszył - tak o strzelaninie w siłowni Paker opowiadał policjantom jeden ze świadków. Ciałami podziurawionych kulami mężczyzn targały pośmiertne drgawki. Chwilę później dwa samochody odjechały sprzed lokalu z piskiem opon. Jeszcze kilka godzin po zabójstwie na asfalcie widniały ślady spalonej gumy. Chłopcy z miasta Siłownia Paker przy ul. Brygady Pościgowej, gdzie doszło do egzekucji, od miesięcy cieszyła się dużym zainteresowaniem tzw. chłopców z miasta. Wczoraj przed godz 10 na ćwiczenia przyjechali dwaj gangsterzy z grupy żoliborskiej: 30-letni Maciej S. "Konik" i 35-letni Włodzimierz Ch. "Buła". Kilka dni temu wykupili miesięczny karnet na siłownię. Przed godz. 10.30 przed siłownię podjechały dwa auta. Wiadomo, że jednym z aut była srebrna nubira. Z samochodów wyskoczyli trzej rośli mężczyźni w kominiarkach. Wbiegli do lokalu. Jeden przystawił recepcjoniście pistolet do głowy. - Kładź się na ziemię, to nic ci się nie stanie - powiedział. Jego kompani wbiegli do salki z ćwiczącymi i wycelowali broń do "Buły" i "Konika". Wykonali wyrok, po czym uciekli. Wystrzelili kilkanaście pocisków. Kilka minut po strzelaninie zapadła decyzja o poderwaniu z ziemi śmigłowców. Dwa policyjne transportowce krążyły nad Gocławiem. W jednym grupa antyterrorystów wypatrywała morderców. Komandosi tylko czekali na sygnał od rozstawionych w okolicy posterunków. Na całej Pradze i drogach wylotowych z miasta stanęły blokady. Policjanci z kałasznikowami kontrolowali każde auto z podejrzanymi typami. Niestety, do wieczora nie udało się trafić na ślad zamachowców. Kilka godzin trwało zabezpieczanie śladów w siłowni. Technicy metr po metrze przeczesywali lokal, szukając najmniejszych nawet nitek czy włosów. Z pewnej odległości przyglądali im się młodzi mężczyźni w sportowych ubraniach. Usiłowali podsłuchiwać, o czym mówią policjanci i nerwowo rozmawiali przez telefony komórkowe. Mieszkańcy okolicznych bloków byli przerażeni. - Można się tego było spodziewać, bo zawsze przed siłownią stały luksusowe samochody - audi, bmw i volvo. Gangsterzy zawsze oznaczają kłopoty - mówi mężczyzna, który kilka minut przed strzelaniną przyjechał do pobliskiego sklepu. Zatrudnione tam sprzedawczynie utrzymują, że nic nie widziały i nic nie słyszały. Były śmiertelnie przerażone. Wśród gapiów krążyła plotka, że właścicielka lokalu ma pecha, bo na Mokotowie zastrzelono jej sąsiada. Żyli z wyrokiem Dopiero po kilku godzinach udało się ustalić, kim były ofiary. - Od kilku miesięcy działali w gangu żoliborskim. Przeszli do niego po konflikcie z grupą mokotowską. Obydwaj mieli bogate życiorysy. O starszym mówiło się, że wynajmował się jako cyngiel dla "Pruszkowa" . Odsiedział nawet dłuższy wyrok za udział w jakimś zabójstwie - opowiada jeden z policjantów. Zastrzeleni gangsterzy próbowali swoich sił w handlu bronią. Jednak ich głównym źródłem zarobków były narkotyki, kradzieże samochodów i haracze. Świadkowie, do których dotarliśmy, twierdzą, że "Buła" i "Konik" przyjeżdżali zawsze na siłownię z jeszcze jednym mężczyzną - prawdopodobnie Adamem K. "Kamykiem". Cała trójka od blisko dwóch lat żyła z wyrokami śmierci wydanymi przez Andrzeja H. "Korka", szefa gangu mokotowskiego. - Przez kilka miesięcy panował spokój, bo bossowie "Mokotowa", "Wołomina" i warszawskich gangów chcieli spokoju. W Pakerze zaczął się nowy sezon polowań. Będziemy znów mieli co sprzątać z ulic - mówią z przekąsem policjanci. Data: 18.10.2003
__Archiwum__