Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Dealerzy przeciw Seatowi

05-02-2003, ostatnia aktualizacja 05-02-2003 02:31

Adam Ł. chciał się zabić w 2000 roku. Ryszard K. zastrzelił się rok później. Janusz K. próbował popełnić samobójstwo kilka miesięcy temu. Trzy osoby, trzy różne historie. Jedna śmierć. I jedno, co ich łączy. Wszyscy byli dealerami Seata. h1 {font: 10pt;font-weight:bold;font-family:sans-serif; line-height:12pt;}

Jeżeli w grupie czterdziestu paru osób, kilka próbuje targnąć się na życie, w tym jedna skutecznie, nie można mówić o przypadku - psycholog Katarzyna Wiejak nie ma wątpliwości. - To warunki zewnętrzne, konkretne zdarzenia, polityka firmy... Gdyby taka sytuacja miała miejsce np. w oddziale wojskowym, to należałoby go wziąć pod szczególny nadzór. Samobójcy

- Jak mógł sam strzelić sobie w plecy!? Gdy znaleźliśmy ciało, broń leżała kilka metrów dalej, na stole. Poza tym rozmawialiśmy godzinę przed zajściem i nie sprawiał wrażenia osoby, która chce się zabić... - mówią przyjaciele Ryszarda K. W Łomiankach Ryszard K. prowadził warsztat samochodowy przez kilkanaście lat. W 1995 r. został serwisantem Seata. Później przyszła pora na własny salon. Zastrzelił się 21 czerwca 2001 r. - Na rękach denata znaleziono ślady prochu. Lufa w momencie strzału była bezpośrednio przy ciele - przypomina sobie sprawę Jacek Pergałowski, prokurator rejonowy w Nowym Dworze Mazowieckim. Chociaż większość samobójców strzela sobie w głowę, w jego przypadku można przypuszczać, że było inaczej. Był myśliwym. Myśliwi nie strzelają zwierzynie w głowę, tylko w serce. Prokuratura w Nowym Dworze Mazowieckim śledztwo w tej sprawie umorzyła. Dlaczego jeden z najbardziej szanowanych obywateli podwarszawskich Łomianek 21 czerwca poczuł się jak zwierzyna? Wszystko szło świetnie aż do 2000 r., gdy podjął się wyremontowania ponad stu seatów zniszczonych gradobiciem. Naprawę zlecił blacharzom. Auta odebrała Iberia i... nie zapłaciła od razu. Ryszard K. został z milionowym długiem, gdyż tyle właśnie musiał wyasygnować blacharzom. Z dnia na dzień stał się bankrutem.

- Pamiętam, jak na kilka dni przed śmiercią przeklinał Iberię, ale miał nadzieję, że mu w końcu zapłaci - opowiada Leszek Górzyński, znajomy Ryszarda K. Krystian Poloczek, prezes zarządu Iberia Motor Company SA. W wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" mówił o sobie: - W Monachium uzyskałem dyplom na wydziale prawa. A gdy Hiszpania weszła do EWG i zniesiono tam cła, kupiłem auto z klimatyzacją i pojechałem do Barcelony. Sprzedaż przyniosła mi zysk tak znaczny, że zrezygnowałem z prawa na rzecz handlu samochodami. Ojciec mojego wspólnika, wiceprezes klubu FC Barcelona, po wygranym meczu z warszawską Legią powiedział mi: "Pochodzisz z Polski, my boimy się tam robić interesy, ale ty, to co innego". Dziś Poloczek siedzi w luksusowej siedzibie Iberii w Piastowie. Gdy pytam go o Ryszarda K., denerwuje się. - Nic mu nie jestem winien - przekonuje. Na potwierdzenie swych słów pokazuje nam faktury. te, które oglądałam zostały wystawione przez Iberię we wrześniu i październiku 2001 r., czyli wtedy, gdy dealer już nie żył. Bankruci czy szaleńcy? Nieszczęśliwie zakończyła się też współpraca z Seatem Janusza K., który próbował się zabić we wrześniu ub.r. W szpitalu psychiatrycznym spędził trzy miesiące. - Poza kilkuset tysiącami długów, nie mam już nic. Od 2002 r. miałem prowadzić salon samochodowy Seata. Iberia nakazała mi kupienie u siebie sprzętu, firmowych ubrań itp. Wydzierżawiłem plac, urządziłem cały salon, wyposażając go tym, co oferowała Iberia... Zadłużyłem się. Gdy wszystko już było gotowe, powiadomiono mnie telefonicznie, że żadnego salonu nie otworzę... Straciłem cały majątek, odeszła żona. Nie mam nic - płacze Janusz K. Krystian Poloczek twierdzi, że nic mu nie obiecywał. Oświadcza natomiast, że Janusz K. był kontrahentem Auto Barcelony, "której dłużnikiem jest do dnia dzisiejszego". W 2000 r. na życie próbował się także targnąć Adam Ł., właściciel salonu w Gdyni, który stał się bankrutem w 2000 r. Wtedy też przestał istnieć jego salon. Cały ubiegły rok, podobnie jak Janusz K., wymagał intensywnego leczenia psychiatrycznego. - Wciąż grożono mi zerwaniem umowy, raz jeden z wysłanników Iberii wymachiwał mi przed nosem bronią. Kazano mi płacić za faktury w terminach krótszych, niż w umowie, naliczając za każdy dzień zwłoki karne odsetki, część należności za samochody dawać w kopercie pod stołem, co podobno miało być związane z obniżeniem wartości celnej - twierdzi. W latach 1997-2001 zbankrutowało i straciło majątek kilkunastu dealerów Seata, pozostali w większości są już tylko udziałowcami w firmach. Z co najmniej dziesięcioma, dawniej niezależnymi salonami dealerskimi, teraz powiązany kapitałowo jest Krystian Poloczek. Należą do nich m.in. International Car Trading ze Śląska, Euromarketing z Lublina, Exter z Rzeszowa, Auto Śląsk z Nysy. Randka w ciemno Niezadowoleni ze współpracy z Iberią dealerzy przyznają, że błędem było podpisywanie umów, wedle których zobowiązali się m.in. w razie przekroczenia terminu płatności do płacenia 0.3 procent odsetek dziennie, co w skali rocznej daje aż 109 procent. Nikogo nie było na to stać. Faktem jest, że zgadzali się na podpisywanie w rocznych umowach zamówień na kilkaset samochodów, których nie byli w stanie sprzedać. Twierdzą jednak, że gdy nie chcieli tego robić, grożono im rozwiązaniem umowy dealerskiej. Iberia tymczasem przesyłała im jedną po drugiej faktury za samochody. - Terminy płatności były nikczemne, często nawet jedno-, dwudniowe. Dealerzy nie mieli czym płacić, bo faktury przychodziły zazwyczaj wcześniej, zanim do salonów docierały seaty. Potem zżerały ich odsetki. Bogaciła się za to Iberia. Gdy ktoś był niewypłacalny, musiał np. przepisać na Iberię udziały w swej firmie albo cały zakład - mówi chcący zachować anonimowość dealer seata. Księgowa prezesem

Jak wyglądały przejęcia salonów dealerskich? Były dealer Seata z Nysy nie jest już właścicielem swojej firmy i salonu. W 2001 r. przejęła je Iberia. - Pozbawili mnie wszystkiego. Nie boję się użyć określenia, że polityka tej firmy przypomina działanie mafii. Byłem szantażowany, zastraszany. Stosując różne groźby zmuszano mnie do podpisywania niekorzystnych dla mnie umów. W rezultacie pozbawiono mnie niemal całego majątku. Nie zamierzam jednak dłużej milczeć. Złożyłem do prokuratury wniosek o popełnieniu przez Iberię wielu przestępstw. Wiem, że dochodzenie może trwać całe lata, ale nie odpuszczę - mówi dealer (imię i nazwisko do wiadomości redakcji). Historia jego współpracy z Iberią jest tyleż barwna, co skomplikowana. Problemy zaczęły się w 1996 r., kiedy dał się namówić na wejście w spółkę i przekazanie 40 procent udziałów swojej firmy spółce Synergy, należącej do prezesa Iberii Krystiana Poloczka. - Wtedy praktycznie straciłem kontrolę nad firmą. Zaczęły wypływać z niej pieniądze, w dziwny sposób rosło zadłużenie wobec Iberii. Późniejsze badania biegłych księgowych wykazały, że w księgowości nic się nie zgadzało. W 2001 r. musiałem przekazać Iberii wszystkie swoje udziały. Zmuszono mnie, obciążając fikcyjnym długiem, a do tego dochodziła sprawa moich weksli, które były w dyspozycji Iberii. Aby je odzyskać, a tym samym nie ryzykować stratą m.in. domu, oddałem wszystkie udziały - opowiada. W swym wniosku do prokuratury oskarża nie tylko Iberię, ale także dawną księgową ze swojej spółki. - Była marionetką w rękach Iberii. Działała na szkodę mojej firmy. Mam nadzieję, że prokuratura wyciągnie wobec niej konsekwencje - twierdzi dealer. Tymczasem kobieta na piśmie stwierdziła, że nigdy nie była... księgową w firmie dealera, mimo że fakt zatrudnienia potwierdzają dokumenty, m.in. deklaracje ZUS, podpisy na fakturach itp. Zastanawiające jest także to, że owa księgowa po przejęciu firmy została mianowana jej nowym... prezesem. Strzały w okolicy Jabłonny Przez siedem lat byłem jednym z ważniejszych pracowników Auto-Barcelony. Moja współpraca z firmą skończyła się, gdy po raz kolejny odmówiłem podpisania faktury opiewającej na 1.7 mln zł. Ta faktura była fikcyjna, bo wystawiono ją za usługi Iberii dla Auto-Barcelony, największego sprzedawcy Seata w Polsce, które nigdy nie miały miejsca - tłumaczy Leszek Buczyński, do 2000 r. prezes Auto-Barcelony, z której zwolniono go w 2000 r. Kilka miesięcy wcześniej, gdy jechał z córką samochodem, strzelano do jego auta w okolicach Jabłonny. Nie zgłosił tego faktu policji. Nie potrafi tego wytłumaczyć, nikogo nie chce oskarżać. Tych historii z bronią jest więcej. Krystian Poloczek współpracuje z Jarosławem Kościuszką, prezesem firmy ochroniarskiej Securitas, byłym kapitanem milicji. To jego firma strzeże niczym twierdzy siedziby Iberii w Piastowie. Według jednego z byłych współpracowników Poloczka, to właśnie Jarosław Kościuszko jest prawą ręką prezesa Iberii. Jego podpis figuruje nawet na wypowiedzeniu umowy o pracę i świadectwie pracy jednego z pracowników zależnej od Krystiana Poloczka firmy Auto-Barcelona. W dokumencie z 20 stycznia 2000 r. jego podpis widnieje w rubryce "pracodawca". Byli dealerzy to właśnie Kościuszkę wskazują jako tego, któremu zdarzało się wywierać na nich naciski, gdy usiłowali sprzeciwić się w czymś Iberii. W pisemnej skardze właściciela salonu Auto Nord do Stowarzyszenia Dealerów Samochodów Marki Seat czytamy: "Jarosław Kościuszko demonstracyjnie obnosząc się z bronią palną, przedstawiając się jako pełnomocnik K. Poloczka, żądał zapłaty zgodnie z oświadczeniem notarialnym i przekazania mu mojego majątku". Autor tego oświadczenia wskazuje świadków całego zajścia. - Takie spotkanie rzeczywiście miało miejsce. Broń noszę na co dzień, bo to moje narzędzie pracy. A fakt, że ktoś postrzega to jako "obnoszenie się", pozostawiam bez komentarza - tłumaczy Kościuszko. Jak to robią inni

Czy nie jest zastanawiające, że podczas gdy Iberia staje się coraz bogatsza, jeden po drugim plajtują jej dealerzy? - mówi Piotr Kenig. - Jeśliby 10 procent dealerów nie dawało sobie rady, byłoby to naturalne, przy 20 można by się zastanawiać, ale jeżeli bankrutuje 70 procent, to znaczy, że coś jest nie tak - dodaje. Teraz Kenig prowadzi salon samochodowy innej dużej firmy. - Warunki, jakie stawia mi teraz producent, są nieporównywalnie lepsze niż Seata - mówi Kenig. - Po pierwsze, termin płatności wynosi 45 dni, a nie tak jak w Seacie, gdzie zdarzało się, że za samochody trzeba było płacić nawet w ciągu kilku dni. Nie ma też mowy o obowiązkowym udziale dealera w kampaniach reklamowych, targach itp. Leży to w gestii każdego z partnerów. Seat natomiast wystawiał faktury za najróżniejsze reklamy prasowe, radiowe, targi, w których nie brało się nawet udziału itp. Poza tym w przypadku Seata każdy dealer musiał sam płacić za oznakowanie salonu, czyli neony, plansze, chorągiewki. Musieliśmy to kupować od Iberii, chociaż gdzie indziej byłoby taniej. Firma, dla której teraz pracuję, tak nie postępuje, a do tego pokrywa 50 procent wydatku na promocję marki. A to niebagatelna suma, bo żeby oznakować salon, trzeba wydać przynajmniej 50 tys. zł - tłumaczy Piotr Kenig. Ofiarą Iberii padła również firma Zeork ze Skarżyska Kamiennej (jej salon dealerski przestał istnieć w 2000 r.). W 1999 r. zmuszono ją do zapłacenia 55 tys. zł za udział w targach Auto Tour Market. Problem w tym, że Zeork udziału w nich nie brała. Mało tego. Dealer musiał nabywać niepotrzebne mu materiały reklamowe. - Ciągle dosyłali mi faktury na kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy złotych za jakieś audycje, reklamy, targi itp. Wystawcą tych rachunków była Iberia. Nigdy na żadne moje prośby nie pokazano mi oryginalnych rachunków z redakcji, od organizatorów targów, żebym dowiedział się, ile owe reklamy i promocje tak naprawdę kosztowały - mówi jeden z byłych dealerów Seata.

Iberia tłumaczy tymczasem, że zgodnie z umową każdy dealer był zobowiązany do promowania marki Seat i udziału w akcjach reklamowych. Jednak zupełnie inaczej politykę Iberii oceniają obecni dealerzy Seata, m.in. Wojciech Woja, właściciel salonu Auto-Woja w Gostyniu. - Prowadzę salon od 1996 r. i nie mam problemów z Iberią. Wiem, że wielu dealerów z nią wojuje, ale przecież zawsze we współpracy między firmami są jakieś plusy i minusy. Mnie osobiście ta współpraca pasuje, i naprawdę nieźle mi się wiedzie jako dealerowi - mówi Wojciech Woja. Byli partnerzy Iberii śmieją się z tych słów. - Może akurat firma tego pana ma jakieś specjalne względy. My bez przerwy zmuszani byliśmy do płacenia. Doszło do tego, że żaden z nas nie zarabiał ani złotówki. Rosło tylko zadłużenie wobec Iberii. Moglibyśmy mieć zysk z naszej kilkuprocentowej marży ze sprzedaży aut, ale jej praktycznie nie było. Te kilkaset złotych zysku pochłaniały obowiązkowe wydatki narzucane przez Iberię, np. kupowanie różnych gadżetów dodawanych do samochodów: telewizorów, rowerów, a nawet... pontonów. Tak więc na samochodach zysku często praktycznie nie było. Stowarzyszenie kontra Iberia W 2000 r. dealerzy Seata postanowili zjednoczyć swe siły. Powołali Stowarzyszenie Dealerów Samochodów Marki Seat. Twierdzą, że Iberia nakazywała im wypisanie się ze stowarzyszenia. 30 października 2000 r. stowarzyszenie wystąpiło w związku z tym do prokuratury. We wniosku czytamy "Od kilku miesięcy członkowie naszego stowarzyszenia są zastraszani i szantażowani przez pracowników Iberia Motor Company. (...) Przejawiają się one: w groźbach telefonicznych i osobistych (...). Groźby te zawierają ostrzeżenia, że w wypadku niewystąpienia ze stowarzyszenia, nastąpi z nami rozwiązanie umowy dealerskiej, naliczanie karnych odsetek, niedostarczanie samochodów do sprzedaży itp.(...), nasyłaniu niepotrzebnych kontroli do siedzib dealerów członków stowarzyszenia, sporządzaniu sprawozdań z tych kontroli nie odpowiadających rzeczywistości, fakturowaniu niechodliwych i nie zamawianych aut i innych materiałów (...)". W 2001 r. prokuratura umorzyła postępowanie w tej sprawie, uzasadniając to "znikomą szkodliwością społeczną" zarzucanych Iberii czynów. Właściciele salonów, m.in. Action w Radomiu i Auto Ruch w Tarnowie (oba już nie istnieją) uważają, że to właśnie wskutek przystąpienia do stowarzyszenia Iberia wystawiła im ocenę negatywną. Taką samą otrzymał też prowadzący w latach 1995-2000 sprzedaż seatów prezes stowarzyszenia Piotr Kenig. Jako dealer tej firmy ma na swoim koncie 11 wyróżnień od Iberii i samego prezydenta sieci Seat, w tym dwukrotny tytuł "Golden Dealera" i za najlepszy salon w Polsce. Mimo to w 2000 r. Kenig umowę dealerską stracił. Byli dealerzy Seata założyli w sądach kilkadziesiąt spraw przeciw Iberii. Wiele z nich przegrali, wiele czeka dopiero na rozstrzygnięcie. Iberia nie była im dłużna. Wytoczyła wiele spraw przeciw dealerom. Zarzuca im m.in. niewywiązywanie się z umów. - Ci, którzy stracili umowy, na pewno sami są sobie winni, gdyż nie sprostali kryteriom stawianym przez importera. Jako pierwsi zrobiliśmy po prostu porządek w sieci dealerskiej. Dzięki temu przodujemy na rynku, rygorystycznie dbając o jakość, profesjonalizm w naszych salonach - tłumaczy Krystian Poloczek. Uważa wszelkie zarzuty za pomówienia. - To ich osobista zemsta za to, że nie mogą być już dealerami, chociaż na pewno bardzo by tego chcieli - twierdzi Poloczek. P {font: 10pt;font-family:sans-serif; text-indent:0.25in;} h1 { font:10 pt;font-weight:bold;}
__Archiwum__