r e k l a m a

Stu kontrolerów poszukiwanych. Mają ujawniać więcej gapowiczów

Agnieszka Grotek 11-05-2008, ostatnia aktualizacja 12-05-2008 17:20

W Warszawie bilety sprawdza ponad 100 kontrolerów. – To za mało – przyznaje Zarząd Transportu Miejskiego – Chcielibyśmy nawet dwukrotnie zwiększyć liczbę kontrolerów pomocników, bo zależy nam na ujawnieniu jak największej grupy gapowiczów – mówi Igor Krajnow, rzecznik warszawskiego ZTM.

autor zdjęcia: Dariusz Golik
źródło: Fotorzepa

Śląsk: o dobre imię kanara

W stolicy bilety sprawdza 64 kontrolerów etatowych i 71 pomocniczych (zatrudnieni na umowy-zlecenia). Ci drudzy to studenci i osoby, które już gdzieś na stałe pracują.

Kontrolerem może zostać pełnoletnia osoba, niekarana, o wysokiej kulturze osobistej, która przejdzie dwugodzinne szkolenie, poprawnie rozwiąże test i zda ustny egzamin. – Musi być kulturalna, komunikatywna i o stalowych nerwach – podkreśla Igor Krajnow. Młody kontroler przez 30 godzin sprawdza bilety w towarzystwie doświadczonego kolegi.

Później działa już sam. Nie ma pensji, jedynym jego wynagrodzeniem jest prowizja od ściąganych mandatów. Im więcej mandatów wypisze, tym więcej może zarobić – miesięcznie nawet 2 – 3 tysiące zł. Chętnych brakuje, bo to praca nieciesząca się prestiżem, bywa też niebezpieczna.

– Pasażerowie bywają wyjątkowo agresywni. Raz jeden o mały włos nie złamał mi nosa, bo chciałem mu wypisać mandat – mówi anonimowo kontroler.Podobne problemy są też w innych miastach. Dlatego na Śląsku właśnie rusza kampania zmieniająca stereotypowy wizerunek kontrolera – znienawidzonego przez pasażerów. Nazywa się „Spotkajmy się w autobusie. Spotkajmy się w tramwaju“.

– Chcemy pokazać, że to są ludzie życzliwi, otwarci na pasażerów – mówi Alodia Ostroch z Komunikacyjnego Związku Komunalnego Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. – Chodzi o to, by ludzie kupowali bilety, a nie o wystawianie jak największej liczby mandatów.

Warszawa: akcji nie będzie

Warszawa takiej akcji nie planuje. Choć w stolicy pasażerowie też skarżą się na kanarów. Miesięcznie do ZTM wpływa około 30 skarg, najczęściej na niezasadne wydanie mandatu.

– Czasami kontrolerzy są niepoważni. Człowiek nie zdąży skasować biletu, bo jak tylko wejdą do autobusu, od razu blokują kasowniki i spisują rzekomych gapowiczów – denerwuje się Aleksandra Nowak, pasażerka. – O kupnie biletu u kierowcy w takiej sytuacji w ogóle można zapomnieć, bo nawet nie zdąży się podejść do kabiny – dodaje Karolina Napierała.– Większość z tych skarg jest bezzasadna – kwituje rzecznik ZTM.W tym roku za swoje zachowanie pracy nie stracił żaden z kontrolerów. W ubiegłym wyrzucono dwóch (za łapówki).

Każdego miesiąca kontrolerzy w stolicy sprawdzają ponad 280 tys. pasażerów. Za jazdę bez biletu lub za brak dokumentów uprawniających do ulgi kontrolerzy wystawiają ok. 18 tys. mandatów. Gdyby wszystkie zostały zapłacone, do miejskiej kasy trafiałoby 2,16 mln zł. Jednak ściągnąć udaje się zaledwie 40 proc. tej kwoty.

Życie Warszawy