r e k l a m a

Warszawa brzmi seksownie

Anna Kilian 04-07-2008, ostatnia aktualizacja 07-07-2008 09:52

Wczorajszym, rewelacyjnym koncertem Seal rozpoczął w stolicy lato. W ciągu półtorej godziny wyemanował w stronę szalejącej publiczności tyle energii, radości i ciepła, że powinno jej wystarczyć do końca wakacji, nawet gdyby aura miała już nie dopisać.

autor zdjęcia: Dudek Jerzy
źródło: Fotorzepa
autor zdjęcia: Dudek Jerzy
źródło: Fotorzepa
autor zdjęcia: Dudek Jerzy
źródło: Fotorzepa

Już wiem, co powiedzieć przyjaciołom, kiedy wrócę do domu i zapytają mnie, jak było. Powiem wszystkim, że Warszawa jest i brzmi sexy – powiedział brytyjski piosenkarz w połowie koncertu. To nie był koniec miodów, które spłynęły z jego warg pod adresem Polaków. Kilkuminutową tyradą dowartościował wszystkich – starych, którzy walczyli z reżimem, i młodych, którzy są tu tacy wspaniali. Nie trzeba nadmieniać, że po tych słowach publiczność oszalała, choć i tak aplauz, jaki zaserwowała artyście, był z tych najżarliwszych.

Koncert w amfiteatrze parku im. Sowińskiego był trzecią wizytą brytyjskiej gwiazdy w Polsce. Pierwszy raz przyjechał tutaj 22 lata temu i, jak sam wczoraj przyznał, wówczas nie było tu nic.

Jego kariera zaczęła się w 1990 r. od piosenki „Killer” wyprodukowanej przez specjalistę od tanecznych rytmów – Adamskiego. Właśnie swoim pierwszym hitem Seal rozpoczął warszawski występ. Przyjechał nie tylko z trzyosobowym zespołem, ale i z żoną – supermodelką Victoria’s Secret Heidi Klum oraz jej przyjaciółkami. Niezwykle profesjonalnie zrealizowany koncert był jeszcze dynamiczniejszy dzięki znakomitym graficznym wizualizacjom.

Seal śpiewał niemal wśród publiczności – na specjalnym wybiegu przed sceną. Wykonał wszystkie największe przeboje: „Crazy”, „Human Beings”, „Latest Craze”, „Love’s Divine” oraz przede wszystkim – świetne taneczne piosenki ze swojego piątego, wydanego w ubiegłym roku, albumu „System”, m.in. „Amazing” i „Right Life”. Oczywiście, nie mogło zabraknąć wykonanej z pasją „Kiss From a Rose”.

Niestety, na scenie nie pojawiła się Heidi, by wraz z mężem odśpiewać „Wedding Day”, ale na to chyba specjalnie nikt nie liczył. Seal dysponuje jednym z najciekawszych głosów muzyki pop i słuchanie go na żywo daje jeszcze więcej przyjemności niż delektowanie się jego piosenkami w domowym zaciszu. To muzyka, którą należy przeżywać w tłumie, tańcząc i klaszcząc wraz z wokalistą, dla którego koncerty są najważniejsze.

Życie Warszawy