Stanął mi przed oczami mecz z Portugalią
Jakub Błaszczykowski; prawy pomocnik reprezentacji Polski
Zapewne pan tego nie przyzna, ale – tak jak po meczu ze Słowenią – zasłużył pan na największe brawa. Gol i asysta z Czechami... Występ jak marzenie.
Jakub Błaszczykowski: Nigdy siebie nie oceniam, teraz też nie zrobię wyjątku. Liczy się zawsze drużyna, jej cel jest ważniejszy niż indywidualne popisy. Akurat w sobotę okazaliśmy się lepsi. Cieszmy się z tego, ale... nie za długo.
Czesi okazali się słabszym rywalem, niż sądzono.
Nieprawda. Grali dobrze, ale my również. Wygrała drużyna, która wykazała większą wolę walki. Byliśmy bardziej zdeterminowani. To piękne w futbolu, że czasami faworyci przegrywają.
Podobno gol na Stadionie Śląskim smakuje najbardziej. Tylko ten obiekt może pomieścić w Polsce 45 tysięcy widzów. I zawsze się zapełnia.
Każdy gol w reprezentacji jest tak samo ważny. Po to się gra w piłkę, żeby dawać z siebie wszystko dla kadry narodowej. Choć... nie ukrywam, że bardzo lubię stadion w Chorzowie. Zresztą nie tylko ja, o czym świadczą ostatnie wyniki reprezentacji na Śląsku. Obyśmy grali tu jak najczęściej. A wracając do mojej bramki – już przed meczem myślałem, że kopnę w taki sposób (zewnętrzną częścią stopy nad bramkarzem – przyp. red.).
Spotkanie z Czechami do złudzenia przypominało nam mecz z Portugalią. Ten sam stadion, dzień, wynik, nawet sędzia...
Przyznam, że mam lekkie déjá vu. Stanął mi przed oczami tamten mecz. Życzyłbym sobie, żeby powtórzyły się całe poprzednie eliminacje. Oby zwycięstwo nad Czechami było początkiem nowej świetnej passy reprezentacji. Przy okazji apeluję, żebyśmy nie popadali już w hurraoptymizm.
Przed meczem w Chorzowie miał pan kłopoty zdrowotne. Nie odnowił się żaden uraz? Pytamy pod kątem meczu ze Słowacją.
Na boisku pokazałem, że czuję się świetnie.
Eliminacje dopiero się zaczęły, a my już nie potrafimy wyobrazić sobie reprezentacji bez pana.
Wiem, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, ale nie chcę zapeszać. Tak naprawdę rozegrałem dopiero kilka niezłych meczów w reprezentacji. Dobrze układa mi się współpraca z selekcjonerem i... niech tak pozostanie.
Spotkanie w Chorzowie oglądał pana wujek, były piłkarz reprezentacji Jerzy Brzęczek. Pochwali pana po tym meczu, czy raczej coś wytknie?
Pewnie wbije mi jakąś szpileczkę (śmiech). Będzie pilnował, żebym nie poczuł się zbyt pewnie.
Cieszymy się z wielkiego sukcesu, ale już w środę trzeba znowu się zmobilizować na mecz z południowym sąsiadem – tym razem Słowacją.
Jak wspomniałem, nie ma czasu na euforię. Od niedzieli myślimy tylko o Słowacji.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON