Zwierzęta z dzikiego lasu, które zagrały w praskiej fabryce
Fabryka Trzciny bywała już bardziej przepełniona. Rzadko jednak zdarzało się, by była równie roztańczona, jak podczas niedzielnego koncertu Animal Collective.
Fryzury gości, zdradzające wielogodzinny kontakt z nożycami modnych fryzjerów, niepokoiły. Podobnie ubrania skrojone pod dyktando popularnych magazynów lifestyle’owych. Obficie raczący się piwem tłumek bardziej sprawiał wrażenie zlotu pracowników agencji reklamowej niż fanów jednego z najciekawszych zespołów amerykańskiej sceny alternatywnej. Cóż, alternatywa jest modna, a Animal Collective należą do najjaśniej świecących jej gwiazd.
Tak czy inaczej prawdziwą przyjemnością było zobaczyć, jak nienaganne koafiury stają dęba, gdy ze sceny popłynęły pierwsze dźwięki supportującego Amerykanów Karla Bauera vel Axotla. Był to naprawdę mocny występ. Axotl wydobył ze swojego elektronicznego arsenału ciężkie, mechaniczne dźwięki, w których tradycja industrialu walczyła o lepsze z niepokojącą illbientową przestrzenią.
Wrażenie robiły zwłaszcza momenty, w których Bauer sięgał po skrzypce. Ich skrajnie przesterowane, kąsające uszy brzmienie Paganiniego przyprawiłoby zapewne publiczność o nagłą arytmię serca. Ale większa jej część po kilku minutach umknęła spod sceny na z góry upatrzone pozycje przy barze.
Na sali pozostali tylko najbardziej odporni na axotlowy hałas. I mieli okazję jako pierwsi zobaczyć, jak na scenę – bez zbędnych wstępów i powitań – wkroczył Animal Collective.
Na żywo muzyka tej znakomitej kapeli nabiera zupełnie nowego kolorytu. Nagrania są pełne neofolkowych detali i awangardowych zawiłości. Na scenie zamieniają się zaś w dynamiczne, momentami wręcz taneczne kawałki o pulsie i głębi brzmienia zbliżającej się do dubu. Ciekawe, że utwory z kilku sporo się od siebie różniących płyt w koncertowym zawirowaniu zlewały się ze sobą w jednorodną dźwiękową magmę. Trochę taneczno-pulsującą, trochę psychodeliczną, przede wszystkim jednak porywającą posmakiem absolutnej oryginalności.
I ludzie to kupili. Od początku do końca parkiet Fabryki Trzciny drżał od podrygujących rytmicznie ciał, publiczność usiłowała odśpiewywać co bardziej melodyjne motywy, a każdy kolejny utwór nagradzała wrzawą i oklaskami. Zasłużonymi.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON