Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Basen jak kukułcze jajo

Monika Górecka-Czuryłło 13-11-2008, ostatnia aktualizacja 14-11-2008 17:08

Będzie eleganckie osiedle z basenem – kusiło J.W. Construction przyszłych mieszkańców Dąbrówki Wiślanej. Osiedle gotowe, basen nie. W dodatku deweloper oddał grunt pod nim miastu. Sprawa skończy się w sądzie.

autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa

Przy zakupie mieszkania obiecywano, że basen ma być gotowy lada dzień. A tu nic – mówi mieszkaniec osiedla przy ul. Aluzyjnej Krzysztof Łebek.
– Stoi jakiś budynek, podobno basen. Ale korzystać z niego nie można – wtóruje mu inny. Kilka tysięcy osób z Dąbrówki Wiślanej czuje się oszukanych.

Kukułcze jajo dla miasta

W aktach notarialnych zawieranych z mieszkańcami kilka lat temu firma J.W. Construction zobowiązywała się do wybudowania i oddania basenu do użytku. Osiedle powstawało i basen też. Wprawdzie dziwnie mały – o wymiarach ok. 4 m na 10 m – ale do pluskania dzieci by starczył. Gotowa jest bryła. Nie ma szatni, żadnej wewnętrznej infrastruktury. I oczywiście wody.

Niespodziewanie dwa lata temu J.W. Construction oddało miastu grunt pod inwestycję. Zrobiło darowiznę, nie pytając o zgodę. Stało się to na dwa dni przed zmianą przepisów – teraz zgoda miasta na takie podarunki jest niezbędna.

– Dostaliśmy takie kukułcze jajo. Nawet nie basen, tylko jakąś wannę kąpielową – denerwuje się burmistrz Białołęki Jacek Kaznowski. – Żeby go uruchomić, potrzebujemy ok 15 – 20 mln zł. Po pierwsze – nie mamy pieniędzy, a po drugie – po co dzielnicy taki mały basen w zamkniętym osiedlu – mówi. I dodaje, że nawet dokumentacji nie ma. A i wykładni prawnej, jak do tego „jaja” podejść, na razie brak.

Ratusz przyznaje, że pozbycie się gruntu to sprytne posunięcie dewelopera. – Nie musi kończyć budowy, nie będzie ponosił żadnych kosztów eksploatacji obiektu – mówi dyrektor miejskiego Biura Gospodarki Nieruchomościami Marcin Bajko. Dlaczego J.W. Construction oddało miastu grunt z kawałkiem obiektu?

– Przecież nigdy nie zamierzaliśmy nim administrować. Eksploatacja będzie należała do mieszkańców, którzy wykupili udziały, i do miasta – mówią urzędnicy dewelopera. – A teraz miasto dostało obiekt, będzie zarządzał nim Białołęcki Ośrodek Sportu. Chyba to korzyść dla dzielnicy?

Finał w sądzie

J.W. Construction zastrzega, że wcale nie wycofuje się z dokończenia budowy i oddania basenu do użytku. Tylko że nie jest właścicielem gruntu i nie może wystąpić np. o podłączenie mediów. – Prosiliśmy miasto, byśmy mogli zrobić to w ich imieniu, ale nie dostaliśmy odpowiedzi. Mamy związane ręce – mówią przedstawiciele firmy. Białołęccy urzędnicy są zbulwersowani: najpierw grunt oddali, a teraz mówią, że mają związane ręce.

– Sytuacja jest patowa. Mamy kikut, nie nasz, nie wiadomo kto go skończy, kto może eksploatować – wylicza Kaznowski.

Ale ratusz szuka wyjścia. – Niech dzielnica ogłosi przetarg na dzierżawę obiektu. Przecież można tu zrobić np. klub fitness, niekoniecznie basen – podpowiada dyr. Bajko. Ale dodaje, że miasto szykuje pozew do sądu przeciwko deweloperowi. – Wprowadził ludzi w błąd. A oddając nam obiekt, tak naprawdę uzyskał nienależne korzyści, bo nie płaci np. za eksploatację. To wszystko jest do wyliczenia – zapowiada dyrektor.


Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy