Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Konkursy kontrolowane

Izabela Kraj 27-01-2009, ostatnia aktualizacja 27-01-2009 00:27

Konkursy na wybrane stanowiska w ratuszu były fikcją – potwierdza opublikowany właśnie raport Najwyższej Izby Kontroli.

Hanna Gronkiewicz-Waltz i jej rzecznik Tomasz Andryszczyk
autor: Jerzy Dudek
źródło: Życie Warszawy
Hanna Gronkiewicz-Waltz i jej rzecznik Tomasz Andryszczyk

Kontrolerzy zarzucają władzom stolicy, że aż jedna czwarta konkursów z lat 2006 – 2008 nie została przeprowadzona prawidłowo.

„Ratusz m.in. łamał zasadę jawności i otwartości konkursów” – czytamy w raporcie. W jednych przypadkach wymagania wobec kandydatów były zawyżane, w innych zatrudniano na wysokich stanowiskach osoby bez odpowiednich kwalifikacji. W kolejnych warunki konkursu były dostosowywane do konkretnych kandydatów.

Chodzi głównie o zaufane osoby prezydent Warszawy, które Hanna Gronkiewicz-Waltz w 2006 r. ściągnęła ze sobą do ratusza i powierzyła im obowiązki p.o. dyrektorów czy p.o. wicedyrektorów biur. W większości nie mogły one zostać pełnoprawnymi szefami, bo nie miały doświadczenia w samorządzie.

NIK podaje kilka przykładów opisywanych wcześniej w mediach, gdzie warunki konkursu były niemal przepisane z CV przyszłych zwycięzców. Np. że kandydat na stanowisko ds. zapewnienia funkcji reprezentacyjnych prezydenta musiał znać francuski i angielski oraz mieć dyplom nauk politycznych. Wygrał rzecznik ratusza Tomasz Andryszczyk. Kandydat na stanowisko ds. koordynowania kontaktów prezydenta z radą miasta musiał mieć wykształcenie prawnicze, dwa lata stażu pracy i pół roku w administracji. Wygrał wicedyrektor gabinetu prezydenta Jarosław Jóźwiak.

Inny przykład: radca prawny w gabinecie prezydenta musiał wylegitymować się już m.in. 12-letnim doświadczeniem w pracy. Jowita Dzierzgowska, która wygrała, miała wtedy w CV 12,5 roku stażu pracy.

Wątpliwości dotyczyły też m.in. konkursów, które wygrali np. Ewa Gawor, szefowa Biura Bezpieczeństwa (nie wymagano od niej znajomości języków i umiejętności obsługi komputera, choć na 13 innych dyrektorskich stanowiskach było to konieczne).

Bohaterowie raportu NIK bagatelizują przedstawione zarzuty. – To tylko „uchybienia formalne”. Konkursy były przeprowadzone prawidłowo i wygrały w nich osoby najlepsze. Nigdy nie było przecież zarzutów co do ich fachowości i merytoryczności – stwierdza rzecznik ratusza Tomasz Andryszczyk.

To, co ustalili kontrolerzy NIK, dziś już się nieco zdewaluowało. Od 1 stycznia, m.in. na wniosek stołecznego ratusza, Sejm zmienił przepisy dotyczące zatrudniania urzędników w samorządzie. Teraz prezydent nie musi już ogłaszać konkursów, by awansować urzędnika z głównego specjalisty na dyrektora biura. Może to zrobić samodzielnie. Nie jest też wymagany dwuletni staż pracy w samorządzie. Jednak warszawskie PiS nie zamierza pozostawić wyników kontroli bez echa.

– Dajemy pani prezydent czas do marca na zlikwidowanie nieprawidłowości wskazanych przez NIK. Jeśli nie, wezwiemy dyrektorów do dymisji – zapowiada radny miasta Maciej Maciejowski.

Życie Warszawy