r e k l a m a

Została ranna... w IKEA

Agata Sabała , Janina Blikowska 03-07-2009, ostatnia aktualizacja 05-07-2009 12:47

Klientka IKEA w Jankach ma przeciętą nogę, bo nagle upadło na nią lustro. Sklep nie poczuwa się do winy. Prawnicy radzą kobiecie walkę o odszkodowanie w sądzie.

Danuta Caban jest rozgoryczona sposobem, w jaki potraktowano ją w IKEA
autor zdjęcia: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
Danuta Caban jest rozgoryczona sposobem, w jaki potraktowano ją w IKEA

Zakupy w sklepie meblowym mogły zakończyć się tragicznie. Państwo Cabanowie wybrali się tam po meble, a trafili do szpitala. – Oglądałam szafę, kiedy zza niej wypadło lustro – relacjonuje Danuta Caban. – Nie widziałam go, zupełnie się tego nie spodziewałam. Odskoczyłam, gdy poczułam ukłucie – mówi kobieta.

Lustro o szerokości 20 cm i długie na prawie dwa metry rozcięło jej nogę od pachwiny do kolana.

– Ktoś postawił je niezabezpieczone. Natychmiast zawołaliśmy pracownika działu, który opatrzył żonie nogę – mówi Grzegorz Caban.

Problem zaczął się, kiedy małżeństwo chciało dostać od sklepu zaświadczenie o wypadku. – Zobaczyłem, że pracownik zabiera lustro i gdzieś z nim idzie – mówi Grzegorz Caban. – Poprosiłem szefa ochrony o spisanie notatki, żebyśmy mieli jakiś ślad o wypadku. Ale nikt nie chciał nam go wystawić – tłumaczy.

Pan Grzegorz wezwał więc policję, przyjechała też po telefonie obsługi sklepu karetka. – Lekarz powiedział, że gdyby lustro uderzyło mnie dziesięć centymetrów dalej, przecięłoby tętnicę – mówi pani Danuta. – Sklep zachował się nie w porządku. Nikt nie zaproponował mi nawet wody do picia, a szef ochrony nie chciał się przedstawić, krzyczał, uciekał. A przecież skoro zajmuje się takimi sprawami, powinien być przyzwyczajony, że klient może się zdenerwować i reagować kulturalnie.

Procedury IKEA

IKEA tłumaczy, że pracownicy zachowali się, jak należy: założyli opatrunek, wezwali karetkę. – Nie mamy obowiązku wystawiać zaświadczenia o wypadku – mówi Aleksandra Sikora, rzecznik IKEA. Dodaje, że nie było żadnych świadków zdarzenia, więc sklep musi sprawdzić, jak do niego doszło.

IKEA ma procedury postępowania w takich sprawach. Klient ma opisać sytuację i wysłać listem poleconym do kierownika sklepu. Ten w ciągu dwóch tygodni udzieli odpowiedzi. Co dzieje się później? Nie wiadomo. – Klienci nie wysyłają do nas takich pism – przyznaje Sikora.

Wezwana na miejsce policja wysłuchała relacji obu stron, ale nie zajmuje się sprawą.

– Kobieta nie miała poważniejszych obrażeń, więc ten wypadek nie kwalifikuje się do wszczęcia postępowania karnego – mówi oficer. Poszkodowana nie zdecydowała się na oficjalne złożenie zawiadomienia.

Za zaniedbania do sądu

Klientce zostaje więc postępowanie na drodze cywilnej. – Jeżeli doznała uszczerbku na zdrowiu i potrafi tego dowieść przed sądem, to może wystąpić o odszkodowanie – tłumaczy Małgorzata Niepokulczycka z Federacji Konsumentów.

Potwierdza to mec. Juliusz Janas: – Niewątpliwie sklep ponosi odpowiedzialność za to, co się stało. Z tego, co słyszę, doszło tam do zaniedbania – mówi. Dodaje, że to sprzedawcy odpowiadają za bezpieczeństwo klientów. – Nie może być tak, że ktoś wybiera się na zakupy i tam zostaje zraniony – tłumaczy mecenas Janas.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy