Na granicy dwóch stolic
Skąd jesteś, dokąd idziesz i jaki bagaż masz ze sobą? Te pytania usłyszą dziś przechodnie na moście Świętokrzyskim. Stanie tam symboliczny szlaban graniczny. Po co? Bo Wisła dzieli miasto.
W połowie długości mostu, po południowej stronie, o godz. 14 stanie biało-czerwony szlaban. Obok pięciu strażników granicznych i dwa – wyglądające równie groźnie – samochody urzędu celnego.
Tak powstanie granica dzieląca stolicę na prawo- i lewobrzeżną. Czy na pewno tylko symboliczna? Na to pytanie spróbują odpowiedzieć sami mieszkańcy. Wystarczy, że wezmą udział w sondzie uczestników warsztatów reportażu komórkowego „Dwa brzegi Wisły – jedna Warszawa”.
Tożsamość miasta: tradycja kontra kariera
Pomysłodawcą happeningu, którego efektem będzie film, jest Cezary Ciszewski, reżyser i szef fundacji Monte Wideo i Foto. Pokaz kręconego telefonami komórkowymi reportażu z tej akcji odbędzie się 6 sierpnia na barce „transFORM”, w pobliżu mostu. – Urodziłem się na Stalowej, a później długo mieszkałem na Targówku – mówi Ciszewski.
– Dziś mieszkam po lewej stronie rzeki i kiedy wracam w rodzinne strony, czuję się już jak gość, obcy z tej „drugiej strony”. Skąd bierze się to poczucie wyobcowania towarzyszące przekraczaniu rzeki?
– Wisła wciąż dzieli miasto, nie tylko geograficznie – uważa nastoletni Czarek Klimkowski z Bródna, który wraz z kolegą z osiedla Maćkiem Daciewiczem już wczoraj robił pierwsze sondy w happeningu.
– Pół dnia staliśmy na moście Gdańskim i pytaliśmy warszawiaków, czym różnią się prawa i lewa strona – opowiada. – Ci z prawej chętnie mówili o tradycji miejsca, w którym mieszkają, ci z lewej o swojej pracy lub karierze.
Podobne pytania usłyszą przechodnie na moście Świętokrzyskim. – Liczę, że podzielą się swoimi doświadczeniami i razem dotrzemy do tego, czym jest tożsamość naszego miasta – mówi Ciszewski.
Mosty: ponad wodą, ponad podziałami
Zdaniem profesora Bogdana Jałowieckiego, socjologa miasta i przestrzeni, tę tożsamość zawsze trudno było zdefiniować.
– Wszelkie podziały wynikają z historii – podkreśla. – Rzeka dzieliła nasze miasto od zawsze. Od średniowiecza po obu stronach życie rozwijało się osobno. Do ściślejszych kontaktów między mieszkańcami doszło dopiero w XVII wieku, gdy powstał pierwszy prowizoryczny most.
Relacje te zaczęły się pogłębiać dopiero dwa wieki później. W 1864 r. zbudowano pierwszy stalowy most, od nazwiska konstruktora zwany mostem Kierbedzia. Dziś, pomimo że takich przepraw jest siedem (a budowa ósmej już się rozpoczęła), dawne różnice się nie zatarły. – Rzeka nadal wyznacza granicę cywilizacyjną. Widać to także poza Warszawą. Prawa strona Wisły jest uboższa i przywiązana do tradycji, lewa bogatsza i bardziej rozwinięta – mówi Jałowiecki.
W tym zróżnicowaniu profesor nie dostrzega jednak niebezpieczeństw. – Mieszkam po lewej stronie. Tutaj jestem u siebie, czuję się pewnie. Na Pragę jeżdżę na wykłady, zakupy i to właściwie tyle. Ale przecież równie rzadko bywam na Woli i nikt się temu nie dziwi – mówi, dodając, że jego zdaniem zróżnicowanie to cecha każdej metropolii.
Jak wiele wody upłynie: oczekiwanie na połączenie
Lech Królikowski, varsavianista, który dzieciństwo spędził na Gocławiu, uważa, że właśnie przez brak zjednoczenia miasta Warszawie jeszcze daleko do miana prawdziwej metropolii.
– Pamiętam, jak do mojej matki przychodziły sąsiadki i mówiły, że wybierają się nie do centrum, tylko do Warszawy – wspomina. – Dziś pewnie niewielu tak powie, choć wielu nadal nie odczuwa potrzeby przechodzenia „na drugą stronę”.
Na Pradze życie toczy się wolniej. Tu ceni się więzy rodzinne i sąsiedzkie. Sprzyjają temu relacje międzypokoleniowe. – Po Powstaniu Warszawskim mieszkańców tej strony właściwie nie wysiedlano – podkreśla Królikowski.
Mieszkańcy „lewej” też niechętnie przekraczają mosty. Bo i po co? Na ich brzegu jest wszystko, czego potrzebują do robienia kariery czy kształcenia się. Nie przypadkiem są tu nawet wszystkie ministerstwa. – Ich przeniesienie przez rzekę, uregulowanie sytuacji własnościowej praskich kamienic, budowa II linii metra i mostów to sposoby na wyrównanie różnic, ale tylko tych społecznych i urbanistycznych – uważa varsavianista.
Ale powodem do przekraczania granic dla „lewostronnych” coraz częściej są wydarzenia artystyczne. Na starej Pradze, nawet przy owianych złą legendą ulicach Brzeskiej czy Lubelskiej, powstają galerie, kluby, restauracje. Przybywa też nowoczesnych osiedli. Czy to oznacza, że granica zaczyna się zacierać? – Zanim historyczne zaszłości się zatrą, upłynie jeszcze wiele wody w Wiśle – mówi profesor Jałowiecki.
Dodaj swoją opinię
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook