r e k l a m a

Oddziałom na ratunek

Ewa Zwierzchowska 30-07-2009, ostatnia aktualizacja 31-07-2009 12:36

Szpital Wolski ma wreszcie nowoczesny oddział ratunkowy. Klinika przy Lindleya czeka na niego już dziewięć lat. Wszystko przez brak pieniędzy.

Na oddziale ratunkowym  w Szpitalu Wolskim  pacjenci będą „segregowani” według pięciostopniowej skali pilności.  To zdecyduje, czy pomoc  lekarza otrzymają natychmiast (chory nagły), czy poczekają do 240 minut (chory ambulatoryjny)
autor: Kuba Kamiński
źródło: Fotorzepa
Na oddziale ratunkowym w Szpitalu Wolskim pacjenci będą „segregowani” według pięciostopniowej skali pilności. To zdecyduje, czy pomoc lekarza otrzymają natychmiast (chory nagły), czy poczekają do 240 minut (chory ambulatoryjny)

W żółto-pomarańczowym pawilonie przy ul. Kasprzaka 17 od soboty pacjenci będą mieć do dyspozycji m.in. 22 łóżka, dwie sale zabiegowe wyposażone w nowoczesny sprzęt oraz izolatkę. Chorymi w nagłym stanie zaopiekuje się zespół specjalistów, pielęgniarek i ratowników.

Rocznie będą w stanie przyjąć ponad 30 tys. pacjentów. Łączny koszt inwestycji to 13,6 mln zł, z czego 7,8 mln zł pochodzi z budżetu miasta. Do jesieni SOR otrzyma jeszcze sprzęt za ponad 5 mln zł. – Dzięki oddziałowi poprawi się jakość opieki nad pacjentami – mówi Marek Balicki, szef lecznicy.

Osiem to i tak za mało

Razem z Wolskim w stolicy działa łącznie osiem SOR-ów. Są m.in. przy Szpitalu Bielańskim, MSWiA przy ul. Wołoskiej oraz na Barskiej. – To jednak wciąż za mało w stosunku do potrzeb. Takie oddziały obsługują bowiem nie tylko mieszkańców stolicy, ale także przyjezdnych – mówią lekarze.

Tymczasem oddziały ratunkowe w stolicy powstają w bardzo wolnym tempie. Powód? Jak zwykle ten sam: brak pieniędzy.

– Stworzenie i wyposażenie takiego oddziału kosztuje wiele milionów. Szpitalom trudno jest je zdobyć – podkreśla Michał Borkowski, pełnomocnik wojewody ds. ratownictwa medycznego.

Ale dyrektorzy skarżą się również, że prowadzenie SOR-ów przynosi straty, np. szpital MSWiA dokłada dziennie 33 tys. zł do oddziału ratunkowego.

– Izby przyjęć i oddziały ratunkowe nie są dostatecznie finansowane. My zdecydowaliśmy się na SOR, bo nie mamy długów i zależy nam na tym, aby pacjenci mieli jak najlepsze warunki – zaznacza Marek Balicki.

Niechlubny rekord na skalę europejską

Ale jest szansa, że do 2011 r. w stolicy otworzą się trzy nowe oddziały ratunkowe. Najwcześniej – w Szpitalu Praskim. Nowością ma być tam możliwość odkażania pacjentów, zanim trafią na oddział.

Po dziewięciu latach od rozpoczęcia budowy, najwcześniej w 2011 roku. może ruszy centrum urazowe w szpitalu klinicznym przy Lindleya. To będzie jeden z najdłużej budowanych takich oddziałów w Europie. Powstaje już od 2001 r. W 2007 r. miało to być najnowocześniejsze w kraju centrum urazowe ze szpitalnym oddziałem ratunkowym. Za pierwszy milion z resortu zdrowia udało się zmodernizować już istniejącą część oraz kupić sprzęt. Kolejnej dotacji jednak nie było. Inwestycja stanęła, bo klinika nie miała za co jej dokończyć. Odnowione sale stały więc bezużyteczne.

W tym roku lecznica dostała z ministerstwa 4 mln zł na dalsze prace. Już w grudniu gotowy będzie dwukondygnacyjny budynek w stanie surowym. Pieniądze na kolejny etap prac (20 mln zł) mają pochodzić z funduszy unijnych i środków resortu zdrowia.

SOR planowany jest także w Szpitalu Czerniakowskim. – Przydałby się szczególnie pacjentom z Mokotowa – mówi Borkowski.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy