Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Groteskowy dzień bez auta

Konrad Majszyk 22-09-2009, ostatnia aktualizacja 23-09-2009 22:18

Najwyżsi rangą oficjele przyjechali do ratusza rowerami i autobusami. Ale kiedy odjechała telewizja, część przesiadła się do służbowych limuzyn z szoferami. A Ty co sądzisz o dniu bez samochodu?

Wiceprezydent Jacek Wojciechowicz na rowerze Clinton
autor: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa
Wiceprezydent Jacek Wojciechowicz na rowerze Clinton
Godz. 8. Wojewoda Jacek Kozłowski jako rowerzysta
autor: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa
Godz. 8. Wojewoda Jacek Kozłowski jako rowerzysta
Trasa Łazienkowska. Nowym buspasem jeżdżą samochody
autor: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa
Trasa Łazienkowska. Nowym buspasem jeżdżą samochody

Z okazji Europejskiego Dnia bez Samochodu właściciele aut mogli wczoraj jeździć komunikacją miejską za darmo (na podstawie dowodu rejestracyjnego). Urzędnicy chcieli pokazać, że przez jeden dzień w roku nie są „przyspawani” do foteli służbowych samochodów. Ale wyszło jak zwykle...

Wojewódzki show

O godz. 8 na dziedziniec ratusza na pl. Bankowym wjechał na rowerze wojewoda Jacek Kozłowski – w krótkich spodenkach, czapeczce z daszkiem i z plecakiem. To zaskakująca przemiana: 22 września rok temu przyjechał ekskluzywnym passatem (reporterowi „ŻW” tłumaczył, że boli go kolano). – Przyjechałem na pl. Bankowy z Pragi-Południe w 35 minut. Z roweru korzystam nie tylko w Dzień bez Samochodu – mówił lekko zziajany Jacek Kozłowski.

Chwilę wcześniej na dziedziniec wjechał jednak jego służbowy czarny passat. Przyprowadził go służbowy kierowca Kozłowskiego. Następnie dyskretnie czekał w odwodzie, aż dziennikarze skończą fotografować i filmować proekologicznego szefa.

Ok. godz. 10.15 medialna szopka dobiegła końca, a dziedziniec opustoszał. Passat stał już przed drzwiami urzędu. Przebrany w garnitur wojewoda w ułamku sekundy wsiadł do limuzyny. Na widok fotoreportera „ŻW” kierowca przyspieszył, a Kozłowski zasłonił twarz ręką.

– Wojewoda jechał na zaprzysiężenie nowego komendanta straży pożarnej przy ul. Chłodnej. Nie wypadało udać się tam rowerem i w stroju sportowym – tłumaczy rzeczniczka Ivetta Biały.

Służbowi kierowcy Urzędu Wojewódzkiego chyba jednak jeżdżą dużo i szybko. Dlaczego? W stojącym tuż obok volkswagenie udało nam się sfotografować klasyczny zestaw „antypolicyjny”: CB-radio i antyradar.

Ostra jazda z Wesołej

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz spędziła Dzień bez Samochodu na zjeździe prawniczym w Toruniu. Wcześniej wysłała jednak e-mail do urzędników z sugestią przesiadki na rower albo do komunikacji miejskiej.

Aż z Wesołej jechał więc na pl. Bankowy rowerem Clinton wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz. Na skrzyżowaniu Wału Miedzeszyńskiego z Fieldorfa dołączył do niego rzecznik Tomasz Andryszczyk. Dziennikarze powątpiewali w ich siły. Żartowali, żeby dowieźć im respirator. Ale ok. godz. 8.30 dotarli: Wojciechowicz na „góralu“, a Andryszczyk na kolarce.– Jak się jechało do pracy rowerem? – zapytaliśmy.

– Lepiej mi się jeździło, niż panu się pisze artykuły – wypalił Jacek Wojciechowicz (znów obrażony za krytyczny tekst).

Na dziedzińcu ratusza i parkingu na jego tyłach widzieliśmy jednak służbowego chevroleta Wojciechowicza z jego kierowcą. W ciągu dnia wyjeżdżał kilka razy. Kogo wiózł? I gdzie?

– Dla kierowców był to normalny dzień pracy. Załatwiali różne sprawy dla ratusza – twierdzi rzecznik urzędu Tomasz Andryszczyk.

Wiceprezydent Włodzimierz Paszyński o godz. 6.45 jechał ze stacji metra Natolin. Wiceprezydent Jarosław Kochaniak z metra przesiadał się do autobusu linii 116. Po zakończeniu przejażdżki rozmowny nie był.

– Czy nie brakuje panu samochodu? – pytali dziennikarze. – Nie – mruknął naburmuszony i schował się w budynku.

Dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego Leszek Ruta „spontanicznie” w towarzystwie telewizji jechał z rodzinnego Legionowa pociągiem.

Sprawdziliśmy. Dziedziniec ZTM przy ul. Senatorskiej był wczoraj zastawiony autami.

Z komunikacji skorzystała szefowa gabinetu prezydent miasta Renata Wiśniewska. Jej zastępcy Jarosławowi Jóźwiakowi na Bemowie zepsuł się autobus linii E-2. Jóźwiak przesiadł się do 190. Przypisane im auto było jednak w ratuszu.

– Politycy okłamują wyborców także w sprawie transportu publicznego – komentuje Jan Jakiel ze Stowarzyszenia Integracji Stołecznej Komunikacji. – Promują standardy, dopóki włączona jest kamera. Potem z reguły opada kurtyna fałszu.

—współpraca mm, mag

Pytania o…

Dlaczego w ramach Dnia bez Samochodu VIP-y jechały do pracy rowerami albo komunikacją miejską, a za nimi jak cień podążały auta z szoferami? W ten sposób miasto korkowało się jeszcze bardziej. Dla kogo ta szopka? Czy uważają państwo, że warszawiacy dadzą się na to nabrać?

Dlaczego z darmowych przejazdów mogli korzystać tylko właściciele aut (na podstawie dowodu rejestracyjnego)? Czy jeśli ktoś nie ma samochodu, jest dla ZTM gorszy? Czy „stałym klientom” ZTM w nagrodę nie mógł np. wydłużyć karty miejskiej o jeden dzień?

Dlaczego wbrew zapowiedziom nie na wszystkich stacjach metra skrajne bramki były wczoraj otwarte? Od czytelników „ŻW” dostaliśmy sygnał o zamkniętych bramkach na stacji metra Marymont.

Dlaczego buspas na Trasie Łazienkowskiej powstał metodą: „Maźnij no, Kaziu, linię na jezdni”? Dlaczego nie ma tam jeszcze kamer rejestrujących piratów?

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy