r e k l a m a

Babska wyprawa na Kilimandżaro

Natalia Bet 23-09-2009, ostatnia aktualizacja 24-09-2009 09:03

Jest ich trzynaście. Jutro znajdą się w Tanzanii, gdzie będą zdobywać najwyższy szczyt Afryki. Pomoże im w tym Małgorzata Foremniak.

autor: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa

Na pomysł zorganizowania podróży wpadły panie ze stołecznego stowarzyszenia Kilimandżaro. Na szczyt wejdą z alpinistą Leszkiem Cichym, pierwszym zdobywcą Mount Everest w porze zimowej.

Kilkanaście godzin w marszu

Wyprawa wyruszy jutro i potrwa dwa tygodnie. Uczestnicy wyprawy polecą z Warszawy do Amsterdamu, a potem do Afryki. Wejście na szczyt zajmie im 5 – 6 dni. Pokonają 80 km. Przejdą przez tropikalny las deszczowy, wrzosowiska, pustynię, tundrę i lodowce.

Trzeciego dnia od przekroczenia bram Parku Narodowego grupa wybierze się na wycieczkę do krateru Mawenzi. Później powróci do bazy noclegowej Horombo. Piątego dnia, chwilę po północy, rozpocznie się wielogodzinne podejście w kierunku krateru Kibo-Gillman's Point. Drugi tydzień wyprawy uczestniczki zarezerwowały m.in. na spotkania z mieszkankami Afryki.

Pogodowe anomalia to jedna z przygód, która może przydarzyć się podczas podróży. – Jedziemy w okresie suchym, więc nie powinno być opadów. Ale wbrew pozorom ta góra potrafi być bardzo zimna. Znajomy niedawno wrócił z Kilimandżaro i mówił, że w okolicach szczytu było – 15 stopni C. A cztery dni wcześniej my startujemy z dżungli, gdzie będzie 25 stopni C – podkreśla alpinista.– Problem może pojawić się też ostatniego dnia wyprawy, kiedy czekać nas będzie około 17 godzin marszu – dodaje.

Mąż też by chciał

W wyprawie weźmie udział Małgorzata Foremniak, której Afryka od dawna jest bliska. Jako ambasadorka Dobrej Woli UNICEF pojechała na Czarny Ląd w ramach kampanii "Przepustka do życia". – Niczego nie chcę nikomu udowadniać. Jak nie wejdę na górę, to nie wejdę – mówi aktorka. – Życie trzeba przeżywać, a idealnym sposobem na spotkanie z samym sobą jest próba wejścia na Kilimandżaro. Obawiam się tylko nieprzewidywalnych reakcji organizmu związanych z klimatem i wysokością – mówi z uśmiechem Foremniak.

Joanna Świecicka-Łyszczarz jest mamą trójki dzieci. Odkąd ma małą córeczkę, nie podróżuje zbyt często. Przed wyprawą do Afryki najwięcej oporów miała jej rodzina. - Mąż przede wszystkim był niezadowolony. Nie martwi się o mnie, bo wie, że dam sobie radę. Ale na co dzień dużo pracuję i nie mam czasu na domowe obowiązki. A teraz nie będzie mnie w domu przez dwa tygodnie. Znowu będzie musiał się wszystkim zajmować – mówi Joanna. – Tak naprawdę myślę, że mąż nam zazdrości. Też by chciał pojechać – dodaje.

Panie podkreślają, że na Kilimandżaro idą nie tylko dla siebie, ale także dla innych kobiet. - Chcemy, aby dzięki wyprawie mężczyźni inaczej na nas spojrzeli. Jesteśmy silne, odważne i robimy to, na co mamy ochotę – mówią.

Dodają też, że wyjazd to pestka w porównaniu z tym, co musiały przejść, aby przygotować projekt. Całą wyprawę sfinansowały z pieniędzy uzyskanych od sponsorów. Na ten cel potrzebowały 400 tys. zł. Przygotowania trwały cały rok.

Kilimandżaro leży w Tanzanii, niedaleko granicy z Kenią. Jest najwyższą górą w Afryce – 5895 m n.p.m. Jej szczyt nazywa się Uhuru Peak.

Stowarzyszenie Kilimandżaro to grupa kobiet w wieku od 30 do 55 lat, które zajmuje się organizowaniem bezpłatnych szkoleń dla pań.

Życie Warszawy