r e k l a m a

Ukraina w czasach zarazy

Tatiana Serwetnyk 01-11-2009, ostatnia aktualizacja 01-11-2009 20:41

Epidemia grypy zagraża bezpieczeństwu narodowemu kraju – ostrzega prezydent Wiktor Juszczenko.

Maski to  towar deficytowy. Ukraiński rząd zadecydował, że ich ceny na terenie całego kraju mają być identyczne, podobnie jak leków przeciwgrypowych
źródło: PAP/EPA
Maski to towar deficytowy. Ukraiński rząd zadecydował, że ich ceny na terenie całego kraju mają być identyczne, podobnie jak leków przeciwgrypowych

Dotychczasowy bilans epidemii grypy, która szerzy się na zachodzie Ukrainy, to 53 zmarłych, a 185 tysięcy zarażonych. Najtrudniejsza sytuacja panuje w graniczącym z Polską obwodzie lwowskim. Na wirusowe zapalenie płuc i powikłania po grypie w regionie tym zmarły 24 osoby. Choruje zaś 69 tysięcy, w tym 26 tys. dzieci.

Jedynie u niewielkiego odsetka zarażonych potwierdzono świńską grypę. W sobotę premier Julia Tymoszenko mówiła, że wirusa A/H1N1 ma 14 osób. Wcześniej Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony (RNBiO), podległa prezydentowi Wiktorowi Juszczence, informowała, że chodzi o 16 osób, z czego cztery miały umrzeć.

Zmarło również czterech lekarzy, którzy zajmowali się chorymi. Władze w Kijowie apelują do ludzi, aby nosili maski ochronne. – W ten sposób inne państwa powstrzymują epidemię. Proszę, byście zakładali je w pracy i w domu. Jeśli potraficie uszyć je z gazy własnoręcznie, zróbcie je i przekażcie swoim sąsiadom – wzywała Tymoszenko. O noszenie masek apelują także duchowni. – Tłumaczą, że to żaden wstyd przyjść w masce do cerkwi na nabożeństwo – mówi Jurko Zarucki, sekretarz tarnopolskiej rady obwodowej. – Apele skutkują. Widzę, że coraz więcej ludzi na ulicach zakrywa twarz. Ja też noszę maskę.

– Gdy w naszym mieście pojawiły się pierwsze doniesienia o epidemii, wybuchła panika. W kolejce po leki trzeba było stać po kilka godzin. Lekarstwa drożały z dnia na dzień – opowiada pani Lusia, 50-letnia mieszkanka Lwowa. Premier Tymoszenko obiecuje, że podwyżki leków już się nie powtórzą. Od dziś w aptekach w całym kraju ceny masek i leków przeciw grypie mają być kontrolowane.

Walka z epidemią grypy odbywa się w cieniu kampanii przed wyborami prezydenckimi zaplanowanymi na 17 stycznia. Przywódca prorosyjskiej Partii Regionów Wiktor Janukowycz ostrzega Tymoszenko (swoją główną rywalkę), że jeśli zaraza dotrze do Kijowa, będzie to jej „zasługa”.

– Premier wiedziała, że na zachodzie kraju wybuchła epidemia. Mimo to ściągnęła na wiec wyborczy do Kijowa 100 tysięcy ludzi. Mam jednak nadzieję, że wirus ominie stolicę – twierdził Janukowycz.

Szef parlamentarnej frakcji komunistycznej Petro Symonenko zbiera natomiast podpisy z żądaniem dymisji rządu za „nieudolną walkę z infekcją”. Niektórzy eksperci w Kijowie przewidują, że w związku z zagrożeniem władze wprowadzą stan wyjątkowy, a wybory zostaną odroczone.

– To byłoby dobre rozwiązanie głównie dla prezydenta Juszczenki, który dziś cieszy się zaledwie kilkuprocentowym poparciem – mówił „Rzeczpospolitej” Ołeh Soskin, szef kijowskiego Instytutu Transformacji Społeczeństwa. – Dziwi mnie natomiast decyzja Tymoszenko o zakazie zebrań publicznych. Moim zdaniem, w ten sposób premier używa epidemii grypy do walki z rywalami politycznymi. Nie będą oni bowiem mogli zwoływać wieców wyborczych.

– Gdyby stan wyjątkowy faktycznie został wprowadzony, w wyborach wygrałby polityk, który znalazłby najskuteczniejsze wyjście z sytuacji. Bez względu na obecne sondaże – mówił portalowi Zaxid.net politolog Dmytro Wydrin.

W dekrecie podpisanym w sobotę Juszczenko uznał, że epidemia grypy zagraża bezpieczeństwu Ukrainy. Zaapelował o pomoc do innych państw, w tym Polski, USA i Rosji. Prezydent zobowiązał Ministerstwo Obrony, by do walki z epidemią skierowało śmigłowce. MSZ zwróci się zaś o wsparcie także do Światowej Organizacji Zdrowia, UE i NATO.

Tymczasem tam, gdzie brakuje leków, do łask wracają domowe sposoby leczenia. W koszarach do jadłospisu wprowadzono czosnek i cebulę.

Życie Warszawy