r e k l a m a

Pieniądze do ZUS, nie do funduszy

Katarzyna Ostrowska 03-11-2009, ostatnia aktualizacja 03-11-2009 22:12

Rząd chce zmniejszyć składkę do OFE. Jak to wpłynie na emerytury?

– Większość środków przyszłych emerytów fundusze emerytalne inwestują w obligacje i pobierają za to opłaty. To absurdalna sytuacja. Teraz pół miliarda zł rocznie więcej będzie pracowało na emerytury – mówi Jacek Rostowski, minister finansów.

To jeden z argumentów, którym rząd uzasadnia propozycję zmian w systemie emerytalnym. Od przyszłego roku 60 proc. składki, która dziś wpływa do otwartych funduszy emerytalnych, ma zostawać w ZUS i być przeznaczana na wypłatę bieżących emerytur. Jednocześnie każdy ubezpieczony będzie miał w ZUS rachunek, na którym ma być zapisywana ta część jego składki. Co rok będzie ona waloryzowana o wskaźnik odpowiadający przeciętnemu oprocentowaniu obligacji skarbowych. Po latach kwota ta powiększałaby emeryturę ubezpieczonego.

Dziś co miesiąc trafia do OFE 7,3 proc. wynagrodzenia każdego z ponad 14 milionów ubezpieczonych. Fundusze do 40 proc. tych pieniędzy inwestują na giełdzie, a za resztę kupują rządowe obligacje.– Waloryzacja dawałaby taką samą efektywność jak zakup obligacji – zaznacza Rostowski. Jego zdaniem zyskać mają na tym przyszli emeryci, bo ZUS nie pobierze prowizji za zarządzanie. – To kwestionowanie reformy emerytalnej – mówi Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku.

Rządowy plan oznacza mniejsze zyski branży emerytalnej. – Przyszłe emerytury mogą być niższe, a ZUS może mieć kłopoty z wypłatą emerytur – mówi Ewa Lewicka, szefowa Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. Prawdziwą przyczyną planu ministra Rostowskiego są kłopoty budżetu. Gdyby zmiana weszła w życie, poprawiłaby się kondycja finansowa ZUS, mniejszy byłby deficyt finansów publicznych. – Pytanie tylko, czy w przyszłości nie zabraknie pieniędzy na emerytury? – zastanawiają się eksperci.

Życie Warszawy