Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Zyskowne transporty Hitlera

Piotr Jendroszczyk 21-11-2009, ostatnia aktualizacja 22-11-2009 10:26

Niemieckie koleje zarobiły na deportacjach równowartość pół miliarda euro – wynika z nowej ekspertyzy.

Reichsbahn przywiozła do Auschwitz ponad milion osób
źródło: AFP
Reichsbahn przywiozła do Auschwitz ponad milion osób

Zima 1944/1945. Transport kolejowy więźniów z Auschwitz jedzie do obozu Mauthausen. – Pogoda była koszmarna. Straszliwy mróz, śnieg, deszcz i wiatr, a nas wieźli na otwartej platformie! Kilkaset osób stłoczonych na niewielkiej przestrzeni. Ludzie padali jak muchy – opowiada „Rz” prof. Israel Gutman z Yad Vashem, były więzień niemieckich obozów.

Niemcom się nie spieszyło i transport stawał na bocznicach, aby przepuścić inne pociągi. Za próbę ucieczki esesmani mordowali z zimną krwią. – Najgorszy był głód. W pociągu nie wydawano nam jedzenia. Pamiętam, że nad ranem przekraczaliśmy granicę Rzeszy z Protektoratem Czech i Moraw. Ludzie idący do pracy zaczęli nam rzucać swoje drugie śniadania. Kanapki, jabłka, co kto miał. To nas uratowało – mówi.

Okazuje się, że niemieckie koleje nie tylko brały udział w masowych deportacjach ludności cywilnej, ale również czerpały z tego olbrzymie zyski. Jak ocenia niemiecka organizacja Pociąg Pamięci, koleje zarobiły w ten sposób równowartość co najmniej 445 milionów euro. Suma ta po doliczeniu odsetek może wzrosnąć do miliarda.

Tajne konta „W”

– Do dziś koleje nie zwróciły tych pieniędzy. W 2008 roku parlament poprosił rząd, aby wyjaśnił tę sprawę. Rząd stwierdził jednak, że nie ma danych na temat wywiezionych i sumy, jaką zarobiła kolej. Dlatego zdecydowaliśmy się sami przygotować ekspertyzę – mówi jeden z pracowników Pociągu Pamięci.

Jedno nie ulega wątpliwości – niemiecka kolej nigdy nie dała zadośćuczynienia wywiezionym. A często musieli oni sami płacić za własną deportację. Niejednokrotnie działo się to za pośrednictwem zakładanych przez SS kont „W” (od Wanderung – wędrówka). Trafiające na nie pieniądze były wcześniej odbierane deportowanym lub pochodziły z zysków ze sprzedaży ich mienia.

Kolej pobierała swoją opłatę zgodnie ze ściśle wyznaczonym taryfikatorem, np. 2 fenigi za przejechany kilometr. Dzieci poniżej dziesięciu lat jechały za pół ceny, a poniżej czterech lat – za darmo. Jak obliczyli pracownicy Pociągu Pamięci, na deportacji polskich Żydów koleje zarobiły równowartość ponad 100 milionów euro, a na wywózce Polaków – m.in. z Zamojszczyzny w latach 1942 – 1943 – ponad 20 milionów.

Problem w tym, że dzisiejsze niemieckie koleje (Deutsche Bahn) nie uważają się za prawnego spadkobiercę kolei z czasów Trzeciej Rzeszy (Reichsbahn). – Mienie kolei zostało przejęte po wojnie przez państwo, a dopiero później powstała Deutsche Bahn. Żądania odszkodowawcze autorów ekspertyzy powinny być więc skierowane do władz państwowych, a nie do nas – mówi „Rz” rzecznik kolei Jens Oliver Voss.

Jednocześnie podkreśla, że Deutsche Bahn nie uchyla się od „odpowiedzialności moralnej”. Według niego firma uczestniczyła w ostatnich latach w zbiórce funduszy na rzecz ofiar pracy niewolniczej, utrzymuje w Niemczech kilka miejsc pamięci, a w muzeum kolejowym w Norymberdze „wyczerpująco przedstawiono sprawę deportacji”.

Czytaj więcej na www.rp.pl

"Rzeczpospolita"