r e k l a m a

Powrót Pana Gumy

aba 16-12-2009, ostatnia aktualizacja 17-12-2009 08:06

Na ul. Stalowej stanął pomnik lokalnego alkoholika. Jego odsłonięcie wzbudziło ogromne emocje. – Praga to nie menele! – krzyczała grupa mieszkańców. Znaleźli się także gorący zwolennicy.

Chętnych do obejrzenia i dotknięcia Pana Gumy było bardzo wielu. Takiego tłumu mieszkańcy Stalowej dawno nie widzieli
autor: Anna Brzezińska
źródło: Życie Warszawy
Chętnych do obejrzenia i dotknięcia Pana Gumy było bardzo wielu. Takiego tłumu mieszkańcy Stalowej dawno nie widzieli
autor: Darek Golik
źródło: Fotorzepa
autor: Darek Golik
źródło: Fotorzepa

Ten pomnik ma tak samo kruchy kręgosłup moralny jak jego autorzy. Nie potrzebujemy go! – jeszcze przed odsłonięciem rzeźby krzyczał przez megafon jeden z przedstawicieli Komitetu Obrony Lokatorów. – Robią z nas meneli, uwłaczają naszej godności – wtórowała mu koleżanka z organizacji.

Kiwa się tak samo

Skąd ta ostra krytyka rzeźby, która stanęła wieczorem na rogu ul. Stalowej i Czynszowej? Pomnik, który przez protesty odsłonięto z ponadpółgodzinnym opóźnieniem, przedstawia ok. 30-letniego mężczyznę, który słynął głównie z nadużywania alkoholu.– Wystawał tutaj pod monopolem, taki zgarbiony, i zaczepiał ziomków – mówi około 13-letni Tomek, który wraz z kolegami z osiedla postanowił sprawdzić na własne oczy, czy pomnik

a Gumy przypomina pierwowzór. – No, tak samo się kiwa – mówił, potrącając zbudowaną na sprężynie konstrukcję „antybohatera”.Chętnych do obejrzenia pracy z bliska było więcej. Aby zbliżyć się choć na chwilę do Gumy, musieli przebijać się przez tłum, jakiego w tych okolicach dawno nie było. Wśród nich przewijali się dobrzy znajomi

a Gumy. Bronili swojego kolegi przed atakami sąsiadów. Niektórzy nawet własnym ciałem zasłaniali wystawiony mu pomnik. I ani przez chwilę nie patrzyli na rzeźbę z zakłopotaniem, jak na galeryjną sztukę, ale z głębokim przejęciem – jak na kawałek swojego życia.

Postawienie Gumy na postumencie to wspólna inicjatywa Grupy Pedagogiki i Animacji Społecznej Praga-Północ i Pawła Althamera. GPiAS od lat zajmuje się najtrudniejszą młodzieżą z tych okolic – dociera do tych, których wychowuje ulica, i pokazuje im, jak żyć.

Zamierzenie wspólnej pracy nastoletnich podopiecznych organizacji i słynącego z zaangażowanych społecznie projektów rzeźbiarza było proste. Zrobić razem rzeźbę, która będzie dobrze rozpoznawalna, powiązana z okolicą i stanie na ulicy. Z realizacją już nie było tak łatwo. Stworzenie pracy i umiejscowienie jej w otwartej przestrzeni zajęło niemal trzy lata. W tym czasie Guma zmarł.

Protest nie zaskoczył

– Liczyliśmy się z protestami. Mamy bowiem świadomość, że to projekt prowokacyjny – mówi Tomasz Szczepański, pedagog ulicy, twórca GPiAS. Emocjom, jakie wzbudziło odsłonięcie pracy, nie dziwiła się także obecna na nietypowym wernisażu Joanna Mytkowska, dyrektor Muzeum Sztuki Nowoczesnej, opiekuna rzeźby. – To dobrze, że ten projekt wzbudza dyskusje. Tak bywa, gdy sztuka wychodzi z galerii na ulicę – mówi. – Trzeba jednak przy tym wszystkim pamiętać, że pomysł tej pracy wyszedł od osób tu mieszkających.

Nie był też zdziwiony Althamer. Gdy emocje nieco opadły, prowadził przy pomniku długą dyskusję z mieszkańcami. Przekonywał ich, że Guma to symbol – znak ostrzegawczy, a nie bohater do naśladowania.Słowa artysty nie przekonały jednak wszystkich. – Ignoruje się nasze podstawowe potrzeby. Przez brak remontów nasze kamienice sypią się, a trwoni się pieniądze na sztukę – skarżył się Jakub Gawlikowicz z KOL, trzymając transparent z napisem: „Chcemy godnych warunków mieszkaniowych”.

– Pytanie, na ile protest dotyczy samej rzeźby, a na ile jest punktem wyjścia do dyskusji o warunkach życia na Pradze – mówi Mytkowska, która – jak podkreśla – problemy dzielnicy zna dobrze, bo sama w niej żyje. I pytanie jeszcze… jak długo rzeźba pozostanie na Stalowej.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy