r e k l a m a

Bociany lecą do stolicy

Ewa Zwierzchowska,Monika Górecka-Czuryłło 30-12-2009, ostatnia aktualizacja 31-12-2009 21:05

W stolicy urodziło się ponad pół tysiąca dzieci więcej niż rok temu. W 2010 r. ma być podobnie. Baby-boom trwa. Inwestycyjny dopiero się zaczyna. Cztery szpitale szykują nowe miejsca na przyjęcie maluchów.

Jedne panie są już szczęśliwymi mamami, inne jeszcze czekają na przytulenie maleństwa
autor: Darek Golik
źródło: Fotorzepa
Jedne panie są już szczęśliwymi mamami, inne jeszcze czekają na przytulenie maleństwa
Z roku na rok więcej małych warszawiaków. Liczba urodzeń w stolicy nadal rośnie. Ze statystyk wynika, że rodzi się tu niemal pięć procent wszystkich dzieci w kraju. Demografowie przewidują, że baby-boom potrwa jeszcze cztery lata.
źródło: Życie Warszawy
Z roku na rok więcej małych warszawiaków. Liczba urodzeń w stolicy nadal rośnie. Ze statystyk wynika, że rodzi się tu niemal pięć procent wszystkich dzieci w kraju. Demografowie przewidują, że baby-boom potrwa jeszcze cztery lata.

Pani Joasia Kosicka z Żoliborza jeszcze kilka lat temu myślała, że poprzestaną z mężem na dwójce dzieci. Ale w tym roku urodziła trzecie – córeczkę. – I okazuje się, że jesteśmy trendy, bo podobno „trójki” są modne – żartuje zadowolona mama. Modę na więcej niż jedno dziecko potwierdzają naukowcy.

– Poprzedni model, ostatnich 20 lat, nastawiony był na indywidualizm, karierę, wyścig szczurów. Dziecko rodziło się dobrze po 30 – wyjaśnia socjolog miasta dr Stanisław Nurek. – Teraz obserwujemy początek modelu zespołowego. Ludzie zaczynają zauważać, że ważna jest praca zespołowa. A rodzina też jest takim zespołem. Stąd moda na więcej niż dwoje dzieci. Nurek dodaje, że obserwuje się obniżenie wieku, kiedy rodzi się pierwsze dziecko. – Nie bez znaczenia dla liczby potomstwa jest też wzrost stopy życiowej – mówi.

Prawie połowa rodzących nie mieszka w stolicy. Przyjeżdżają, bo położnicy dokonują tu cudów: ratują wcześniaki, prowadzą ciąże z komplikacjami - mówi Wiesław Łagodziński, socjolog, rzecznik GUS

– Rodziny zakładają właśnie osoby z wyżu demograficznego, urodzone w latach 1980 – 1984 – dodaje rzecznik GUS Wiesław Łagodziński. – Przewidujemy, że liczba porodów będzie rosła jeszcze przez cztery lata. Statystyka potwierdza obserwację socjologów. W niektórych szpitalach padają wręcz rekordy. – W tym roku mieliśmy o 120 porodów więcej niż rok temu – przyznaje Wojciech Puzyna, dyrektor Szpitala św. Zofii. Przy Madalińskiego urodziło się o 500 dzieci więcej niż rok temu, a w Szpitalu Bielańskim o ponad 300.

– Gwałtowny wzrost liczby porodów w stolicy obserwujemy od trzech lat – potwierdza Janusz Siemaszko, dyrektor szpitala przy ul. Inflanckiej. Skąd taki boom?

Dyskretny urok stolicy

W pierwszych trzech kwartałach tego roku w Warszawie urodziło się ponad 15 tys. dzieci, prawie pięć procent wszystkich noworodków z całej Polski. Te liczby, zdaniem socjologów, wskazują na specyfikę stolicy.

– Warszawa przyciąga nowych ludzi z całej Polski – mówi rzecznik GUS Wiesław Łagodziński. – Kusi perspektywą rozwoju, dobrej pracy.

Choć zameldowanych jest 1,7 mln osób, szacuje się, że korzystających z różnych świadczeń, w tym z usług szpitalnych, jest ponad 3 mln. Wiele kobiet przyjeżdża tylko urodzić. Niektóre twierdzą wprost, że chcą, by dziecko miało jako miejsce urodzenia Warszawę, bo to dobrze wygląda w dokumentach.

– Rodziłam w marcu w szpitalu przy Starynkiewicza – opowiada Małgorzata Dzieciątek, mama półrocznego synka. – I byłam jedyną warszawianką na oddziale. Jedna pani przyjechała tu nawet z miejscowości oddalonej o ponad 100 km. Z badań wynika, że ok. 45 proc. wszystkich rodzących w stolicy pochodzi spoza Warszawy.

– Nie możemy odmówić im przyjęcia – mówi Stanisław Kusak, zastępca dyrektora Biura Polityki Zdrowotnej. – Chcą rodzić u nas, bo warunki na porodówkach są dużo lepsze niż w szpitalach powiatowych. Niektóre z nich, jak np. placówka przy ul. Inflanckiej, oferują też bezpłatne znieczulenie.

– Po wprowadzeniu tej oferty liczba rodzących z dwóch tysięcy rocznie wzrosła u nas do 4 tys. – mówi dyr. Siemaszko. Czy taki baby-boom wytrzymają stołeczne porodówki?

Nowe miejsca

– W stolicy nie ma większego problemu z miejscami dla rodzących – twierdzi Stanisław Kusak, zastępca dyrektora Biura Polityki Zdrowotnej. Pacjentki i dyrektorzy szpitali uważają inaczej. Prawie w każdym szpitalu położniczym ciężarne leżą na korytarzach.

– Musimy kłaść rodzące na innych oddziałach, na ginekologii, a nawet patologii ciąży. To powoduje, że zmniejsza się liczba wykonywanych tam operacji ginekologicznych, bo łóżka są zajęte – tłumaczy Wojciech Puzyna, dyrektor Szpitala św. Zofii.

Nie należy też do rzadkości odsyłanie ciężarnych do innych szpitali. Bywa, że nawet do Wołomina czy Ostrołęki. Np. w ub.r. Szpital św. Zofii odesłał 147 pań, ponad 3 proc. swoich pacjentek.

Po czterech latach nalotu bocianów władze miasta dostrzegły wreszcie problem. W tym roku zaczął się inwestycyjny boom w szpitalach położniczych. Miejsc dla rodzących przybędzie już w połowie 2010 r. Trwa rozbudowa szpitali przy ul. Inflanckiej, Żelaznej i Madalińskiego. – W przyszłym roku uruchomimy pawilon z nowoczesnym blokiem porodowym, z 15 łóżkami – mówi dyr. Siemaszko z Inflanckiej. W tym roku na budowę wydano 33 mln zł, w przyszłym planuje się przeznaczyć 27 mln.

Prawie 38 mln zł trafi do szpitala przy ul. Madalińskiego. Z tych pieniędzy powstanie całe Centrum Zdrowia Rodziny z 60 miejscami. Centrum ruszy w 2011 r. W tym samym roku nowy budynek zostanie oddany w Szpitalu św. Zofii. Liczba łóżek zwiększy się o 45, więc szpital będzie mógł przyjąć dwa razy tyle porodów co dziś. W kolejnych latach planowane są nowe miejsca w Szpitalu Bielańskim i niewybudowanym Szpitalu Południowym. Zaczął też już działać prywatny szpital Medicoveru. Przyjęto kilkanaście rodzących, choć poród kosztuje tu 12 tys. zł.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy