Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Nie chcę zemsty

Stefan Szczepłek 15-02-2017, ostatnia aktualizacja 15-02-2017 10:40

Miroslav Radović, apastnik Legii o meczu z Ajaxem Amsterdam.

autor: Nowak Piotr
źródło: Fotorzepa
autor: Grzegorz Rutkowski
źródło: Fotorzepa

Rz: Dokładnie przed dwoma laty Legia też grała z Ajaxem, ale wtedy nie wyszedł pan na boisko. Teraz w 1/16 finału Ligi Europejskiej będzie pan w Warszawie jej kapitanem. Myślał pan, że tak może być?

Miroslav Radović: Ktoś tam na górze czuwa i postanowił dać mi jeszcze jedną szansę. Chociaż, prawdę mówiąc, nie pan Bóg odebrał mi ją wtedy, tylko trener. To była przedziwna sytuacja, ponieważ wszyscy w klubie wiedzieli o moim wyjeździe do Chin, z wyjątkiem trenera Henninga Berga. Kiedy dotarło to do niego dwie godziny przed meczem, podjął decyzję, że nie będę nawet rezerwowym. Jechałem więc do Amsterdamu jako podstawowy zawodnik, a na miejscu oglądałem mecz z trybun. To była największa przykrość, jaka mnie spotkała.

Szkoda, tym bardziej że Legia grała całkiem nieźle, miała kilka sytuacji, tylko nie zdołała ich wykorzystać. Jak mogą wyglądać najbliższe mecze z Ajaxem?

My jesteśmy inną drużyną i Ajax też. Słyszę, że to Holendrzy są faworytami. Ja tak nie uważam. Myślę, że Ajax gra na poziomie Sportingu Lizbona, który przecież pokonaliśmy. Jeśli rozegramy na Łazienkowskiej dobry mecz, to do rewanżu przystąpimy w lepszej sytuacji. Zadecydują detale. Dzisiejsza Legia jest lepsza od tej sprzed dwóch lat dzięki temu, że zdobyliśmy doświadczenie w Lidze Mistrzów. Nawet bolesne porażki czegoś nas nauczyły. Wspominam szczególnie zwycięstwo nad Sportingiem, odniesione wtedy, gdy musieliśmy wygrać, by zająć trzecie miejsce w grupie Ligi Mistrzów. Ale remis z Realem bez wsparcia publiczności też jest cenny. Takie sytuacje cementują drużynę.

Ale dziś Legia ma inny skład niż jesienią. Kto będzie strzelał bramki, kiedy nie ma już Nemanji Nikolicia i Aleksandara Prijovicia?

To jest niewątpliwie duża strata. Jednak Tomas Necid w ataku wydaje się pasować do zespołu. Dużo biega, pracuje, powinien wypełnić lukę.

Ale może nie zdążyć zgrać się z kolegami. Podczas meczu z Arką widzieliśmy, że wasza gra nie zawsze dobrze wyglądała.

W Gdyni panowały specyficzne warunki. Od kiedy gram w Polsce, nigdy nie biegałem po gorszym boisku. Nic nie można było zrobić, akcje się rwały. Ale nawet w takich warunkach pokonaliśmy Arkę, dobrze rozpoczynając sezon. Na naszej głównej płycie jeszcze w tym roku nie trenowaliśmy, właśnie dlatego, że jest przygotowywana na czwartkowy mecz. Będzie równa jak stół.

Ajax gra na takich boiskach cały czas. Czy może mieć znaczenie fakt, że wasz przeciwnik rozegrał w tym roku już pięć meczów ligowych, a wy tylko jeden?

Mam nadzieję, że nie. Niewątpliwe tych pięć gier pozwoliło Holendrom złapać rytm. Ale to jeden z tych detali, o których wspominam.

Z tamtej drużyny sprzed dwóch lat w kadrze Legii zostało tylko sześciu zawodników: Jakub Rzeźniczak, Łukasz Broź, Michał Kucharczyk, Tomasz Jodłowiec, Guilherme i Arkadiusz Malarz. Czy czujecie coś takiego jak chęć rewanżu?

W Ajaxie nie ma Arkadiusza Milika, który w dwóch meczach wbił nam trzy bramki. Ich drużyna też się zmienia. Nie sądzę, żeby ktoś myślał o tym w kategoriach rewanżu czy zemsty, nawet ja. Jest nowy mecz i każdy chce go wygrać. A że w Legii w ciągu ostatnich dwóch lat doszło do zbyt wielu zmian trenerów i transferów piłkarzy, to inna sprawa. To nie sprzyjało stabilizacji.

A przeszłość Ajaxu ma jakieś znaczenie? Jaka jest pańska pierwsza myśl kiedy pada nazwa Ajax Amsterdam?

Drużyna z lat 90., która wygrała Ligę Mistrzów, pokonując w finale Milan. Z trenerem Louisem van Gaalem, Edwinem van der Sarem w bramce, Clarence'em Seedorfem, Frankiem Rijkaardem, Edgarem Davidsem, Markiem Overmarsem, Jarim Litmanenem, Patrickiem Kluivertem. To była drużyna mojego dzieciństwa.

To teraz wybiegnie pan przeciw ich następcom z opaską kapitańską na rękawie...

Jeśli Kuba Rzeźniczak nie będzie mógł grać. To wielki zaszczyt i motywacja. Kapitanami Legii powinni być właśnie zawodnicy, którzy spędzili w klubie wiele lat i identyfikują się z nim. Nie tacy, którzy ledwo przyszli, jeszcze nie zorientowali się, gdzie są, nie rozumieją wszystkiego, co się do nich mówi, a już trener obdarza ich tą godnością. Jacek Magiera to rozumie. Od kiedy przyszedł, wszystko się w drużynie zmieniło. Zaczęliśmy inaczej oddychać i od razu przełożyło się to na wyniki.

Dla pana Legia jest najważniejsza?

Wyjeżdżając do Chin, a potem grając w Olimpii Lublana i Partizanie Belgrad, wiedziałem, że tu wrócę. Jeśli nie jako piłkarz, to kibic. Moja żona nawet mówi, że częściej oglądam Legię niż swoje dzieci. Warszawa jest moim miejscem i zapewne zostanę tu po zakończeniu kariery, jak wielu innych zawodników, w tym mój rodak Aleksandar Vuković. Legia coś nam dała i my jej też. Przed miesiącem skończyłem 33 lata. Nie czuję tego wieku, w Gdyni podczas meczu przebiegłem 12 kilometrów, czyli znacznie powyżej mojej przeciętnej. I żyję. Ale tak zawsze nie będzie. W ubiegłym roku grałem w trzech różnych klubach. Jak na moją potrzebę stabilizacji to nieco za dużo. Warszawa jest dobrym miejscem i na grę, i na odpoczynek.

— rozmawiał Stefan Szczepłek

"Rzeczpospolita"