Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Całun Turyński. Świadek zmartwychwstania

Paweł Łepkowski 16-04-2017, ostatnia aktualizacja 16-04-2017 00:00

Od lat fascynuje badaczy. Nikomu nie udało się dowieść, w jaki sposób powstał. Czy jest zaszyfrowaną wiadomością?

Czy człowiek z całunu to Jezus Chrystus?
źródło: AFP
Czy człowiek z całunu to Jezus Chrystus?

Całun Turyński jest najbardziej tajemniczym i jednocześnie najbardziej przebadanym artefaktem w dziejach ludzkości. Mimo trzech dekad intensywnych badań nikomu nie udało się dowieść, w jaki sposób powstał. Niedawno jednak pojawiła się teoria, która zyskuje sobie zwolenników wśród naukowców. Głosi ona, że Całun Turyński jest kwantowym hologramem.

W badania tego ręcznie tkanego płótna o wymiarach 437 cm x 112,5 cm zaangażowanych było ponad 200 największych autorytetów naukowych z całego świata, poczynając od specjalistów z medycyny sądowej, jak wybitny włoski profesor Pierluigi Bollone, a na specjalistach z NASA pracujących na co dzień nad badaniami obrazów tzw. głębokiego kosmosu kończąc. Do tej grupy dodać należy całą rzeszę naukowców, którzy badali tysiące zdjęć wysokiej rozdzielczości całunu. Ten niewielki kawałek płótna jest obiektem tylu prac badawczych, że powstała nawet osobna dziedzina nauki nazywana syndologią, której celem jest rozwiązanie zagadki tajemniczej tkaniny.

Mimo pojawiających się co jakiś czas spekulacji na temat istnienia rzekomych średniowiecznych lub renesansowych malarzy, którzy mieliby namalować całun, nikt nie jest obecnie w stanie rzetelnie udowodnić tego typu wymysłów. Całun Turyński jest zaszyfrowaną wiadomością dla nas. Odczytujemy ją jedynie dzięki rozwojowi techniki.

W 1978 r. całun został przeniesiony z turyńskiej katedry św. Jana Chrzciciela, w której znajduje się na co dzień, do przylegającego do niej pałacu królewskiego dynastii sabaudzkiej. Tam – w ramach programu STURP (Shroud of Turin Research Project) – został przekazany w ręce największych autorytetów naukowych lat 70. XX w. Naukowcy przeprowadzili wiele niezwykle precyzyjnych analiz. Metropolita Turynu wyraził zgodę na pobranie niewielkich próbek tkaniny. Wykonano ponad 6 tys. zdjęć. Wśród nich były setki zdjęć wykonanych metodami stosowanymi przez NASA – różnymi kolorami i za pomocą różnorodnych promieni. Pracami chemicznymi kierował profesor Raymond N. Rogers z Narodowego Laboratorium w Los Alamos.

Żadne z badań, poza datowaniem węglowym C14, nie wykazało, że wizerunek jest średniowiecznym fałszerstwem. Dopiero w 1988 r. – za zgodą kardynała Anastasia Ballestrero – mikrobiolog Giovanni Ringi oraz jego koledzy z USA i Wielkiej Brytanii przy zastosowaniu metody datowania opartego na radioizotopie węgla C14 ustalili datę powstania całunu na lata 1260–1390.

Obecnie naukowcy z tych samych ośrodków badawczych, które w 1988 r. ustaliły wiek całunu na ok. 750 lat, podchodzą bardzo sceptycznie do metody, którą zastosowali ich starsi koledzy 29 lat temu. Badacze zarzucają jej nieuwzględnienie kilku czynników poważnie fałszujących wyniki. Podkreślają także, że wiek tak starej tkaniny może być stosunkowo precyzyjnie ustalony dopiero po minimum dziesięciu próbach, podczas gdy w 1988 r. była wykonana tylko jedna. W 2009 r. prof. Giulio Fanati wykazał w sposób precyzyjny, że wyniki badań z 1988 r. są całkowicie błędne.

W 2005 r., kilka miesięcy przed swoją śmiercią, były szef zespołu chemików badających w 1978 r. tkaninę, wspomniany profesor Raymond N. Rogers, opublikował w prestiżowym piśmie naukowym „Thermochimica Acta" wyniki badań, które przeprowadził nad składem chemicznym Całunu Turyńskiego. Okazało się, że pobrane próbki do badań metodą rozpadu izotopu C14 zawierały aż 37 proc. waniliny. Tymczasem według badań z 2005 r. wanilina na pierwotnej tkaninie całunu uległa całkowitemu rozpadowi już wieki temu. Jej obecność na pobranych próbkach dowiodła, że nie były one fragmentami tkaniny całunu, ale przyszytych do nich łat.

W 1532 r. ogień niemal całkowicie strawił Świętą Kaplicę w Chambéry, mieście znajdującym się wówczas pod panowaniem dynastii sabaudzkiej, gdzie przechowywano całun. W 1534 r. opiekujące się tkaniną siostry klaryski wszyły w miejsca dziur po pożarze 16 łat płóciennych. Przy okazji zabezpieczyły tkaninę od spodu przez naszycie na nią płótna dokładnie zakrywającego drugą stronę tajemniczej tkaniny.

Trójwymiarowy

W 2010 r. miałem okazję przyjrzeć się Całunowi Turyńskiemu z niewielkiej odległości. Z bliska tkanina przypomina silnie zżółkłe od starości i nadpalone w wielu miejscach płótno żaglowe. Dopiero po oddaleniu się od płótna na kilka metrów można dostrzec wyraźny wizerunek brodatego mężczyzny w pozycji leżącej.

Raport naukowców wchodzących w skład STURP i wiele późniejszych badań potwierdzają w sposób bezdyskusyjny, że na tkaninie nie ma śladu barwników czy farb. Także liczne próby stosowania na podobne materiały środków chemicznych, naświetlań czy oddziaływań termicznych nie przyniosły nawet częściowo rezultatu zbliżonego do wizerunku na Całunie Turyńskim.

Wszelkie dyskusje na temat technik malarskich użytych do „namalowania" całunu czy spekulacje o udziale wielkich mistrzów renesansu w tworzeniu wizerunku uciął raport ogłoszony w grudniu 2011 r. przez włoskich naukowców z Narodowej Agencji Nowych Technik i Energii oraz Zrównoważonego Rozwoju Gospodarczego (wł. ENEA). Badacze przeprowadzili wnikliwe pięcioletnie badania nad tkaniną i doszli do zdumiewających wniosków. Badania dowiodły niezbicie, że obraz na Całunie Turyńskim tworzy „barwienie" grube na blisko 200 nanometrów. Przypominam, że nanometr jest równy jednej milionowej milimetra lub 10–9 m. Innymi słowy, owa grubość „barwienia" na Całunie Turyńskim jest blisko 5 tys. razy mniejsza od kropki na końcu tego zdania. Jest to wielkość tak mała, że służy opisowi odległości jedynie w skali cząsteczek lub długości fal światła widzialnego.

Wszelkie twierdzenia, że wizerunek taki mógł wykonać średniowieczny czy renesansowy fałszerz, są więc absurdalne. Włoscy naukowcy dowiedli bezsprzecznie, że średniowieczny lub renesansowy fałszerz musiałby się posłużyć w swojej pracy laserem ultrafioletowym o mocy 34 mld watów.

Czym zatem jest owa niezwykle cienka „warstwa barwienia"? Jak dowodzą naukowcy, warstwa taka odpowiada grubości ściany komórkowej pojedynczego włókna materiału. Oznacza to więc, że aby powstał wizerunek taki jak na Całunie Turyńskim, coś dziwnego musiało się stać z niezwykle cienką, pierwszą warstwą komórek płótna.

W latach 2001–2002 szwajcarska konserwator tekstyliów i tkanin Mechthild Flury-Lemberg dowiodła niezbicie, że płótno, z którego wykonano całun, ma jedyny w swoim rodzaju skośny splot jodełkowy typu trzy na trzy, którego sposób wykonania jest taki sam jak płótna pogrzebowe stosowane przy pochówku Żydów w Masadzie w latach 40–73 r. n.e.

Całun jest wykonany z lnu – rośliny, której aż 200 odmian pochodzi z rejonu Europy Wschodniej i basenu Morza Śródziemnego. Do produkcji tkanin od wieków stosuje się włókno długie tej rośliny, znajdujące się w środkowej części łodygi. To właśnie ściana komórkowa pojedynczego włókna tego materiału ma przebarwienie tworzące wizerunek.

Najnowsze teorie wskazują, że przebarwienie musiało powstać w wyniku bardzo gwałtownego zestarzenia się tej warstwy ściany komórkowej, która miała styczność z osobą ukrzyżowanego mężczyzny. Ta cieniutka warstwa komórkowa w niezwykle krótkim czasie została poddana takiemu oddziaływaniu, jakby ktoś precyzyjnie chciał ją oddzielić laserem od reszty normalnie starzejących się komórek. Czas takiej ekspozycji musiał być bardzo krótki, żeby nie zniszczyć dalszych warstw tkaniny. W ten sposób gwałtownie postarzałe komórki dały ciemniejszy odcień i utworzyły trójwymiarowy hologram. Celuloza w obrębie wizerunku uległa gwałtownemu rozkładowi. Jak podkreśla Marc Antonacci, członek kilku zespołów badających tkaninę, to zjawisko stworzyło bardzo subtelny, z bliska niemal niewidoczny wizerunek, który dzięki swoim specyficznym właściwościom współcześnie można przekształcić w obraz fotograficzny, a następnie w wizerunek trójwymiarowy.

Błąd ortograficzny

Sceptycy teorii głoszącej autentyczność Całunu Turyńskiego jako płótna pogrzebowego Chrystusa wystrzegają się jak ognia imienia Jezus w odniesieniu do postaci widocznej na tkaninie. Kiedy jednak głoszą strasznie naiwne teorie o autorstwie Leonarda da Vinci czy innego malarza, podkreślają, że człowiek ten miał jakiś ukryty cel w utworzeniu tego typu fałszywej relikwii. Zastanówmy się w takim razie, co musiał wiedzieć ów „geniusz" żyjący w czasach, w których jedynie ułamek populacji umiał czytać, medycyna opierała się bardziej na teologii niż na anatomii, a archeologia nie istniała.

Bez wątpienia fałszerz musiałby mieć dostęp do niezwykle precyzyjnych urządzeń, w tym najlepiej laserów o bardzo wysokiej mocy. Tym laserem w warunkach, jakie są dzisiaj niemożliwe do odtworzenia, stworzyłby idealny, daleko bardziej precyzyjny niż fotografia wizerunek człowieka ukrzyżowanego metodą rzymską, przyjętą w czasach panowania cesarza Tyberiusza. Istnieje zupełnie błędne przekonanie, że nasi przodkowie żyjący w średniowieczu mieli więcej wiadomości o epoce antycznej niż my teraz ze względu na krótszy dystans czasu. Nic bardziej mylnego. Jak dowodzi chociażby malarstwo średniowieczne i renesansowe, elity naukowe i artystyczne XII czy XIII w. nie miały pojęcia o szczegółach życia mieszkańców Judei i Samarii w I w. n.e. Dopiero liczne wykopaliska archeologiczne i precyzyjne współczesne badania naukowe ujawniły nam niezwykle skąpy wizerunek tej epoki. Nikt dzisiaj nie może zakwestionować, że postać widoczna na Całunie Turyńskim została umęczona z zastosowaniem rzymskich narzędzi kaźni i ukrzyżowana na sposób rzymski oraz pochowana zgodnie z tradycją obowiązującą Żydów w I wieku n.e. Drobne elementy całunu tworzą obraz zgodny z opisem ewangelicznym.

W 1979 r. dwaj włoscy naukowcy odkryli, że na oczach mężczyzny z całunu znajdują się unikalne monety, których hebrajska nazwa brzmi pruta. Pietro Ugolotii i Giovanni Tamburelli udowodnili, że monety te nazywane po grecku leptonami pochodzą z czasów panowania Tyberiusza i były bite pod rządami Poncjusza Piłata w Judei prawdopodobnie w latach 29–31 n.e. Kiedy odkryto monety, sceptycy autentyczności całunu zacierali dłonie. Na lewym oku postaci z całunu znajdowała się bowiem moneta z leptonem Piłata, bita tylko przez sześć miesięcy w 29 r. n.e., na której umieszczony został napis z dedykacją dla matki cesarza Tyberiusza. Tę monetę znano i była autentyczna. Jednak druga moneta zawierała błąd ortograficzny w greckim zwrocie „Tiberiou Caisaros" – Tyberiuszowi Cezarowi. Zamiast C powinno być K. Czyżby fałszerz się pomylił i nie dopatrzył szczegółu? Nie! Otóż dwa egzemplarze takiej monety odnaleziono w Jerozolimie – zawierały błąd ortograficzny, o którym średniowieczny fałszerz nie mógł wiedzieć, ponieważ zostały one znalezione podczas prac archeologicznych w XX w.

W roku 1982 zagadkę błędu wyjaśnił prof. Francis Filas z Uniwersytetu Loyola w Chicago. Filas zlecił Gamma Laboratorium w Chicago wykonanie fotografii jednego z oczodołów w 25-krotnym powiększeniu, następnie porównał lepton lituus z odbiciem monety w prawym oczodole postaci z całunu. Odnalazł między nimi aż 74 punkty styczne, co bezwzględnie dowiodło, że są to monety bite w tym samym czasie. To jak udowodnienie, że dwa odciski palców są ze sobą całkowicie zbieżne.

Profesor Filas dowiódł, że leptony Piłata biło kilku podwykonawców. Jeden z grawerów popełnił błąd ortograficzny, zapewne z powodu nieznajomości języka greckiego. W ten sposób pozostawił po sobie unikalny dowód ze swojej epoki, coś na wzór znaczka pocztowego z błędnej serii, ukazującego na przykład karawelę z czterema lub pięcioma masztami – obiekt marzeń wszystkich filatelistów. Zatem błąd ortograficzny na monecie okazał się jednym z najbardziej przekonujących dowodów, że mamy do czynienia z tkaniną pogrzebową z czasów Poncjusza Piłata.

Kwiaty wielkanocne

Jednego z najciekawszych odkryć na tym płótnie pogrzebowym dokonał fizyk optyczny Sam Pellicor. Po dokładnej analizie odbicia stóp doszedł do wniosku, że w tym miejscu znajduje się dużo zachowanych cząsteczek wapiennych. Człowiek z całunu miał nimi ubrudzone stopy i nogi. Kiedy szedł na miejsce kaźni, wielokrotnie upadał, a w jego skórę wbijały się okruchy kamieni. Został pochowany nieumyty – zgodnie z opisem.

Dr Joseph Kohlbeck, krystalograf optyczny z amerykańskiego Ośrodka Badawczego Hercules Aerospace w Utach, zidentyfikował na tkaninie w okolicach stóp powbijane cząsteczki argonitu (Travertine Aragonite), zwanego także trawertynem lub martwicą wapienną z domieszkami strontu i żelaza. Wybitna amerykańska archeolog dr Eugenia Louise Nitowski dowiodła, że jest to typowy i unikalny osad z Jerozolimy spotykany często w grobowcach z pierwszych wieków naszej ery.

Inne, równie ciekawe, odkrycie dotyczy 58 pyłków kwiatowych znalezionych na Całunie Turyńskim przez szwajcarskiego botanika i kryminologa dr. Maxa Freia. Wśród tych pyłków należy wyróżnić 28 należących do roślin rosnących wyłącznie w Izraelu i osiem na Bliskim Wschodzie.

Ale o ile pyłki mogą być sprawą dyskusyjną ze względu na ich zdolność przemieszczania się po dużych obszarach naszej planety, o tyle zupełnym zaskoczeniem było odkrycie w 1985 r. przez dr. Alana Whangera z amerykańskiego Duke University odbicia kwiatu znajdującego się w okolicach głowy postaci z całunu. Wcześniej hipotezę o takim śladzie wysnuł Oswald Scheuerman w 1983 r. Zdjęcia lepszej rozdzielczości wykazały, że na całunie znajduje się aż 28 odbić kwiatów. Zmarły był więc nimi przysypany przez osoby uczestniczące w jego szybkim pochówku. Dzięki technice nakładania obrazów dr Whanger zidentyfikował do 1989 r. 28 gatunków roślin odbitych na całunie. O konsultację poprosił światowej sławy izraelskiego profesora Avonoama Danina z Wydziału Botaniki na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie. Profesor Danin potwierdził, że spośród 28 gatunków 27 rośnie obecnie w bezpośredniej okolicy Jerozolimy, natomiast jeden występuje także nad brzegiem Morza Martwego.

Jeden kwiat z tej grupy stanowi kolejny argument za autentycznością całunu. To Capparis aegyptia rosnący w Jerozolimie i kwitnący na wiosnę. Otwiera swoje płatki około południa i rozwiera je całkowicie pół godziny przed zachodem słońca. Izraelscy botanicy dowiedli, że na całunie znajduje się Capparis aegyptia zerwana między godziną 15 a 16. Badania te wykazały także, że kwiaty zerwano ok. 36 godzin wcześniej, zanim odbiły się na wizerunku. Były więc schowane do grobu wraz z ciałem ok. 1,5 doby wcześniej. Jeżeli więc weźmiemy pod uwagę opis ewangeliczny i fakt, że zostały złożone do grobu w piątek około godziny 17 wraz z ciałem Chrystusa, to odbiły się między północą a 5 rano w niedzielę. Co ciekawe, kwitnienie tych kwiatów przypada wyłącznie na marzec i kwiecień.

„Ujrzał i uwierzył"

Argumentów za autentycznością Całunu Turyńskiego jako płótna, w które owinięto ciało Jezusa Chrystusa po śmierci, są setki. W przypadku każdej innej tkaniny tak gigantyczny materiał dowodowy spowodowałby bezsprzeczne uznanie jego autentyczności i stanowił niezbity i niepodważalny dowód naukowy oraz historyczny potwierdzający opis ewangeliczny śmierci Jezusa z Nazaretu. Im bowiem wnikliwiej bada się szczegóły tej tkaniny, tym bardziej potwierdza się fakt, że bezsprzecznie pochodzi z I wieku n.e.

A jednak w tym jedynym przypadku część świata nauki, mając tak potężny materiał dowodowy, zwyczajnie nie dopuszcza do siebie wiadomości, że opis ewangeliczny może być prawdziwy. Otwiera się tym samym pole do wypowiedzi dla licznych konfabulantów, którzy nadal tworzą bardzo naiwne teorie o rzekomym średniowiecznym fałszerstwie lub malowidle stworzonym przez Leonarda da Vinci. Z oczywistych przyczyn nie sposób w jednym artykule przedstawić wyników setek prac naukowych nad całunem z wykorzystaniem genetyki, anatomopatologii, chemii, biochemii, fizyki, botaniki, archeologii, historii Izraela i chrześcijaństwa, historii sztuki i tkactwa, matematyki, optyki, informatyki i wielu innych nauk, na kryminalistyce kończąc.

Czym jest więc Całun Turyński? Dlaczego budzi lęki jednych i wzmacnia wiarę innych? Ponieważ to namacalny dowód wielkiej zbrodni popełnionej na wyjątkowej osobie. Całun nie był potrzebny ludziom epoki średniowiecza do wzmocnienia ich żarliwości religijnej. To zaszyfrowana wiadomość dla nas – ludzi epoki fizyki kwantowej i internetu – przekonanych o potędze naszego rozumu. Wiadomość, którą odczytujemy jedynie dzięki rozwojowi techniki.

Znamienne, że wielu naukowców, niegdyś zadeklarowanych ateistów lub wyznawców innych wyznań, którzy prowadzili przez lata badania nad całunem, nawróciło się na chrześcijaństwo.

Tak uczynił na przykład amerykański fotograf pochodzenia żydowskiego Barrie Schwartz, który jako zadeklarowany sceptyk przystąpił do projektu STURP w 1978 r. Jego historia przypomina tę, która 2000 lat temu przydarzyła się ulubionemu uczniowi Jezusa: trzeciego dnia po ukrzyżowaniu Jan z Piotrem udali się do grobu. Pierwszy dobiegł Piotr. Wewnątrz ujrzał jedynie leżące płótna oraz chustę, którą położono na głowie Jezusa w dniu pogrzebu. Wtedy dobiegł i Jan, wszedł za Piotrem do pustego grobu. „Ujrzał i uwierzył".

"Rzeczpospolita"