Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Lotnisko Chopina tonie w korkach

Danuta Walewska 25-09-2017, ostatnia aktualizacja 25-09-2017 10:58

Zanim ruszy nowy megaport w Stanisławowie, warszawskie Okęcie musi znacznie zwiększyć przepustowość.

autor: Guz Rafał
źródło: Fotorzepa
źródło: Rzeczpospolita

W połowie 2027 roku ma wylądować pierwszy samolot w Centralnym Porcie Komunikacyjnym w Stanisławowie w gminie Baranów (przy trasie A2 z Warszawy do Łodzi). Koszt tej inwestycji to 30,9–34,9 mld złotych. Do tego czasu rolę centralnego lotniska Polski będzie nadal pełnił warszawski port im. Chopina. Nie jest wykluczone, że po przeniesieniu operacji do Stanisławowa, Lotnisko Chopina pozostanie portem wojskowym. Ostateczna decyzja nie została jeszcze podjęta.

Tymczasem według danych Airport Council International (ACI) Warszawa jest jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się lotnisk europejskich. Na trwającej obecnie konferencji lotniczej Routes 2017 w Barcelonie, gdzie spotykają się przedstawiciele lotnisk i linii lotniczych, jak wynika z informacji organizatorów jednym z 610 uczestniczących tam lotnisk szukających nowych chętnych do latania jest właśnie Port im. Chopina. Wiadomo również, że najdalej w przyszłym roku kolejne rejsy długodystansowe, najpewniej do Delhi i Singapuru, a może nawet dalej do Indonezji, ogłosi LOT.

Przedstawiciele linii lotniczych już teraz narzekają, że podczas dwóch szczytów odlotów i przylotów rano i popołudniu, kiedy odlatują i przylatują samoloty z rejsów długodystansowych zatykają się okienka kontroli paszportowej. – Kiedy zbliża się nasza godzina odlotu, odprawiają się także pasażerowie Qatar Airways i „atlantyki" LOT-u. Przy odprawie paszportowej robi się duży tłok – przyznaje Maciej Pyrka, przedstawiciel dubajskich linii Emirates. Na przepustowość stołecznego portu nieustannie narzeka też Rafał Milczarski, prezes LOT-u. Jego pasażerowie przesiadają się w Warszawie na rejsy krótko- i średniodystansowe, a polski przewoźnik reklamuje się jako umożliwiający jedną z najkrótszych przesiadek w Europie z niezbędnym czasem minimalnym 30 minut. Tymczasem do samej kontroli paszportowej czasami trzeba stać właśnie tyle. LOT w tej sytuacji robi, co może, wyławia swoich pasażerów z kolejek. Ale to wszystko są rozwiązania czasowe.

Tak jak zwiększenie w tym roku z 10 do 18 liczby okienek kontroli paszportowej dla pasażerów odlatujących poza strefę Schengen, których samoloty odlatują z wyjść umieszczonych przy rękawach. Wiadomo, że planowane jest też zwiększenie liczby stanowisk dla pasażerów spoza strefy Schengen, którzy z samolotów są dowożeni autobusami. Od wiosny jest w planach reorganizacja pirsu północnego, gdzie mają być odprawiane wyłączne rejsy długodystansowe i przebudowa południowego. Jak ujawnił „Rzeczpospolitej" Mariusz Szpikowski, naczelny dyrektor Lotniska Chopina, zmienić ma się też organizacja ruchu lotniczego, co zwiększy liczbę operacji z 38–40 na godzinę obecnie do nawet 50–52. Te zmiany związane są również z planowanym od sezonu letniego 2018 roku zamknięciem stołecznego portu w godz. 23.30–5.30, czyli w godzinach, kiedy wykonywana jest większość lotów czarterowych, ale kiedy lata również np. skandynawski SAS.

Na wszystkie inwestycje, już nie tylko związane ze zwiększeniem przepustowości, stołeczny port przeznaczył w budżecie ponad 200 mln złotych.

Mikołaj Wild, pełnomocnik ds. budowy Centralnego portu Komunikacyjnego

Jednym ze „sprawców" kłopotów Okęcia jest dynamiczny rozwój PLL LOT. I wiadomo, że ruch lotniczy w naszym regionie rośnie tak dynamicznie, że Lotnisko Chopina w ciągu najbliższych lat nie będzie już w stanie go obsłużyć. Przy tym analizy mówią, że wzrost na Lotnisku Chopina, choć jest imponujący, bo w ciągu 8 miesięcy był to skok o prawie jedną czwartą, to mógłby być jeszcze większy. W tej sytuacji w latach 2019–2020 lotnisko w Warszawie napotka bardzo poważne problemy z przepustowością. Zresztą ta przepustowość wynosząca obecnie 20 mln pasażerów jest moim zdaniem bardzo optymistyczna. Zakłada, że ruch lotniczy rozłożony byłby równomiernie przez całą dobę, tymczasem w nocy samoloty stamtąd praktycznie nie latają.

"Rzeczpospolita"