Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Przemoc w komendzie na Wilczej

Grazyna Zawadka 26-10-2017, ostatnia aktualizacja 26-10-2017 12:04

Bili zatrzymanego po piętach, choć był już skuty kajdankami. Czterej policjanci staną za to przed sądem.

autor: Roman Bosiacki
źródło: Fotorzepa
Policjanci z komendy przy ul. Wilczej w Warszawie  nadużywali władzy – twierdzi prokuratura
źródło: google maps
Policjanci z komendy przy ul. Wilczej w Warszawie nadużywali władzy – twierdzi prokuratura

Przypadki nadużycia władzy przez policjantów rzadko wychodzą na jaw, a tylko nieliczne kończą się prokuratorskimi zarzutami. W tej sprawie Prokuratura Okręgowa w Warszawie zgromadziła dowody świadczące o tym, że funkcjonariusze potraktowali zatrzymanego mężczyznę w sposób, który nie mieści się w kanonach pracy policyjnej, ale wręcz jest przestępstwem.

– Czterej policjanci zostali oskarżeni o przekroczenie uprawnień służbowych i pobicie zatrzymanego, czym spowodowali uszczerbek na jego zdrowiu – mówi „Rzeczpospolitej" Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

„Rzeczpospolita" poznała ustalenia aktu oskarżenia.

Pałką w podeszwy stóp

Historia wydaje się prozaiczna, a zaczęła się niewinnie.

Był maj 2013 roku. Martin C. (menedżer) w gronie znajomych świętował urodziny brata. Towarzystwo najpierw biesiadowało w lokalu opodal mostu Poniatowskiego w Warszawie, a około północy ruszyło w stronę pobliskiej stacji benzynowej. Była chwilowo zamknięta.

Rozbawieni ludzie, czekając na otwarcie stacji, zaczęli śpiewać. Przyjechała straż miejska, a po niej policja. Ta ostatnia stwierdziła, że grupa zachowywała się „wulgarnie i arogancko", więc wezwano kolejne załogi (przyjechało w sumie po kilku strażników i policjantów).

Martin C. dostał mandat za zakłócanie spokoju, zakuto go w kajdanki i przewieziono do komendy rejonowej przy ul. Wilczej. Tam – jak wynika z aktu oskarżenia – miało dojść do skandalicznych zachowań.

Policjanci kazali mężczyźnie uklęknąć tyłem i zaczęli go bić pałką w podeszwy stóp. Wcześniej polecili mu zdjąć buty, był tylko w skarpetkach.

Prokuratura nie ma wątpliwości, że funkcjonariusze dopuścili się przestępstwa. Rozporządzenie RM z 1990 r. o warunkach użycia środków przymusu bezpośredniego mówi wprost, że nie wolno uderzać pałką m.in. w „nieumięśnione oraz szczególnie wrażliwe części ciała". Ani bić nią osób zakutych w kajdanki. A te Martin C. miał na rękach, zresztą zapięte z tyłu.

Efektem policyjnej „interwencji" były zasinienia skóry, krwiak, obrzęk jednej ze stóp pokrzywdzonego.

Policjanci nie przyznali się do zarzutu. Aby ustalić przebieg wydarzeń i zweryfikować ich linię obrony, prokurator wykonał drobiazgową pracę – ściągnął monitoring ze stacji benzynowej, sprawdził policyjne notatniki, zapisy z rejestratora rozmów służbowych. Zgromadził trzy opinie biegłych, którzy orzekli, że obrażenia u ofiary powstały wskutek uderzeń twardym narzędziem – mogła nim być pałka.

Według prokuratora funkcjonariusze nakłamali w policyjnych notatnikach. – Twierdzili, że kiedy miało dojść do bicia Martina C., wykonywali czynności wobec zatrzymanego tego dnia cudzoziemca – mówi jeden ze śledczych.

Nie było łatwo to zweryfikować, bo obcokrajowiec – obywatel Danii – wyjechał z Polski.

Śledczy skierowali więc wniosek o zagraniczną pomoc prawną, a przesłuchany Duńczyk zeznał, że feralnego dnia przesiedział kilka godzin w pomieszczeniu komendy, ale nikt go nie pilnował. To podważyło alibi policjantów.

To młodzi policjanci

O nadużycie uprawnień zostali oskarżeni Michał B. oraz współdziałający Robert R., Krzysztof K. i Daniel S. – gdy doszło do feralnych zdarzeń, pracowali w służbie patrolowej w komendzie przy ul. Wilczej. Czy nadal są w tej jednostce – nie udało się potwierdzić.

Jaka jest skala agresji w policji – nie wiadomo. W tym przypadku jedynie dociekliwość prokuratora sprawiła, że sprawa znajdzie finał w sądzie.

– Jak na 100-tysięczną formację nadużycia uprawnień przez policjantów są sporadyczne. Każdy taki przypadek eliminujemy – zapewnia Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji.

W sprawie szokujące jest to, że – o ile sąd uzna ich winę – wszyscy oskarżeni to młodzi policjanci, obecnie po 30.

Ta sprawa jest szokująca także z innego powodu: pokazuje, że użycie dwóch środków przymusu – np. kajdanek i pałki czy kajdanek i paralizatora (jak było w przypadku Igora Stachowiaka na komisariacie we Wrocławiu, co skończyło się śmiercią)– nie jest aż tak niespotykane.

"Rzeczpospolita"