Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Plan Piłsudskiego

Leszek Moczulski 06-12-2017, ostatnia aktualizacja 06-12-2017 00:00

Sto lat przed Piłsudskim Tadeusz Kościuszko podyktował Józefowi Pawlikowskiemu broszurę „Czy Polacy mogą się wybić na niepodległość?". Tak powstała doktryna rozwijana przez następne stulecie.

Już w styczniu 1914 r. w Paryżu Piłsudski przewidywał, że Niemcy i Austro–Węgry pokonają Rosję, gdzie po klęsce militarnej wybuchnie rewolucja, a potem Francja, Wielka Brytania  i zapewne USA – zwyciężą mocarstwa centralne. Na zdjęciu Józef Piłsudski w okopach na Wołyniu
źródło: Fundacja rodziny Józefa Piłsudskiego
Już w styczniu 1914 r. w Paryżu Piłsudski przewidywał, że Niemcy i Austro–Węgry pokonają Rosję, gdzie po klęsce militarnej wybuchnie rewolucja, a potem Francja, Wielka Brytania i zapewne USA – zwyciężą mocarstwa centralne. Na zdjęciu Józef Piłsudski w okopach na Wołyniu

Utrwalił się pewien stereotyp poczynań Józefa Piłsudskiego w pierwszej wojnie światowej, określanych jako czyn zbrojny. Powstał on pod wpływem wspomnień uczestników o toczonych bojach. Główną rolę odegrała jednak propaganda stronnictw uznających się za realistyczne, podkreślająca, że walki strzelców i legionistów nie miały wpływu na wynik wojny. Co gorsza, romantyczny zryw z szabelką na księżyc był nie tylko bezmyślny, lecz także groźny, gdyż poważnym i uznanym politykom utrudniał należyte rozegranie już prawie zapomnianej sprawy polskiej.

Historia – choć niekoniecznie historiografia – osądziła to inaczej. Orientacje na zaborców skończyły się wraz z katastrofą imperiów Romanowów i Habsburgów. Orientacja na mocarstwa zachodnie nie ratowała nas przed Niemcami i Rosją. Pokój wersalski nie dał nam niepodległej państwowości, gdyż jeszcze przed rozpoczęciem Kongresu Pokojowego w Paryżu do grona jego uczestników – zwycięzców – zaliczono Polskę, odrodzoną własnym wysiłkiem.

Polska jako czynnik polityczny

Polityka to sztuka osiągania tego, co możliwe. Tym wydajniejsza, im oparta o bardziej rozwiniętą wyobraźnię. Warunkiem osiągnięcia zamierzonych celów jest ich wcześniejsze myślowe zobrazowanie. Sto lat przed Piłsudskim Tadeusz Kościuszko podyktował Józefowi Pawlikowskiemu broszurę „Czy Polacy mogą się wybić na niepodległość?". Tak powstała doktryna niepodległościowa, rozwijana przez następne stulecie. Wyznaczony cel był wyjątkowo trudny, podejmowane kilkakroć próby kończyły się klęskami. Zrozumienie istoty doktryny niepodległościowej, analiza doświadczeń wymagały ogromnego wysiłku intelektualnego. Dla innych doktryn i koncepcji nie było to potrzebne. Ich wspólnym prekursorem był Adam Jerzy Czartoryski, który w początkach wieku marzył, że pod berłem cara Aleksandra odbuduje się Rzeczpospolita. Słabszą, choć wcześniejszą wersją tej doktryny było przekonanie, że rewolucja, obalając trony, da wolność Polsce. W obu przypadkach politykę sprowadzano do prośby: pamiętajcie o nieszczęsnej Polsce. Jej sformułowanie nie wymagało większego wysiłku umysłowego.

Piłsudski urodził się i wychował w tradycji niepodległościowej. Do doktryny dorastał powoli. Żył w najbardziej umęczonej części historycznej Rzeczypospolitej, stąd wrogość do despotyzmu moskiewskiego, tęsknota za rewolucją. Głównym celem socjalizmu w Polsce jest odzyskania niepodległości – pisał. Okrutny los, który spotykał Polaków, powodował ucieczkę od niego różnych grup etnicznych i terytorialnych, tworzących własne narody. Zjawisko było szersze i Piłsudski doceniał, że rozrywało to imperium carskie „wedle szwów narodowościowych". Dopiero jednak po rewolucji 1905 r. dojrzał do pełnego rozumienia doktryny niepodległościowej. Przyjął trzy główne wnioski, które wynikały ze stuletnich doświadczeń: (1) cel można osiągnąć tylko przez powstanie powszechne, czyli wspólny czyn całego społeczeństwa; (2) działania należy podjąć w sprzyjającym momencie, a takim będzie wojna pomiędzy zaborcami; (3) bezpieczeństwo geopolityczne odbudowanego demokratycznego państwa może zapewnić tylko wspólne działanie narodów żyjących na historycznych ziemiach Rzeczypospolitej. Dość niepopularne słowo „powstanie" Piłsudski zastąpił słowem „rewolucja". Wybór terminu wojennego wymagał przygotowania formacji zbrojnych, inicjujących powstanie. Współdziałanie ludów zyskało z czasem nazwę „koncepcji federacyjnej".

Na podstawie tych założeń założenia powstał plan działania. Generalną strategię Piłsudski przedstawił w Paryżu w styczniu 1914 r. Wedle jego założeń, sprzecznych z przewidywanymi europejskich mężów stanu, w nadchodzącej wojnie zwycięstwo przechodzić będzie ze wschodu na zachód. Najpierw Niemcy i Austro-Węgry pokonają Rosję, gdzie po klęsce militarnej wybuchnie rewolucja, później mocarstwa zachodnia – Francja, Wielka Brytania, a zapewne i USA – zwyciężą mocarstwa centralne. To decyduje o kierunkach działania polskiego. W pierwszej fazie wojny poprzemy mocarstwa centralne przeciwko Rosji, a po wyzwoleniu centralnej części ziem polskich i wybuchu rosyjskiej rewolucji zwrócimy się przeciwko Niemcom i Austrii, po stronie mocarstw zachodnich.

Kluczowym elementem było dla Piłsudskiego samoujawnienie się Polski jako istotnego czynnika politycznego. Podstawą planu działań były szerokie studia strategiczne przyszłego Marszałka. Badał szczegółowo, jak będzie wyglądał początek konfliktu na ziemiach polskich. Wzajemnemu wypowiadaniu sobie wojny, co było wówczas powszechnie przyjętą regułą, towarzyszyć będzie ogłoszenie powszechnej mobilizacji. Jej przebieg oraz przewiezienie wojsk do rejonów koncentracji zajmie około dwóch tygodni. W tym czasie, nazywanym „pauzą strategiczną", nic się nie będzie działo. Po gorączkowym wzroście napięcia, ogarniającym narody, z dnia na dzień zapanuje spokój, cisza – i oczekiwanie na wielkie wydarzenia. Wtedy, w to nagle uspokojone oko cyklonu, niespodziewanie wejdzie sprawa polska. Nic nie przeszkodzi, aby dojrzeli ją nie tylko politycy, lecz również cała międzynarodowa opinia publiczna, rozhuśtana wcześniej. W listopadzie 1830 czy styczniu 1863 r. dość długo nie bardzo wiedziano, co się w tej Polsce dzieje. Teraz miano podać na tacy dawny zwrot Wyspiańskiego: upomina się o swoje Umarła!

Plany rosyjskie przewidywały, że koncentracja wojsk nastąpi na wschód od Wisły. W rzeczywistości przebiegała na linii Kowno – Grodno – Brześć nad Bugiem, twierdze wołyńskie; tylko jedna armia, na Lubelszczyźnie, wysunięta była do Wisły. Na zachód od tej rzeki pozostały zaledwie dwie dywizje kawalerii, które miały osłonić pobór rekruta i wycofać się na wschodni brzeg.

Plan Piłsudskiego był prosty. Inicjujący powstanie Strzelcy mieli wyruszyć kilka godzin wcześniej, niż rozpocznie się formalny konflikt rosyjsko-austriacki, równocześnie w Krakowie zostanie ogłoszone utworzenie Rządu Narodowego, który wypowiedział wojnę Rosji.

Mocarstwa zaborcze, a tym bardziej zachodnie, nie miały wobec Polski żadnych planów. Car odrzucił pomysł, aby na Priwislanskij Kraj rozciągnąć rosyjski samorząd, zaś szef c.k. Sztabu Generalnego gen. Conrad v. Hötzendorf wyjaśnił swemu niemieckiemu koledze gen. Moltkemu, że nie planuje jakiejś polskiej ruchawki. Potężny c.k. minister skarbu Leon Biliński przygotowywał projekt przebudowy monarchii w państwo trialistyczne, lecz trzeci człon miał być bałkano-słowiański, z centrum w Sarajewie. Gdy emisariusze Piłsudskiego dotarli do Francji, tylko Georges Clemenceau miał dla nich czas – i wyjaśnił, że ma wprawdzie wiele sympatii dla Polaków, lecz los Francji zależy od rosyjskiego zwycięstwa.

Rząd – fikcja, powstanie – naprawdę

Moment rozpoczęcia wojny był tajemnicą, lecz kpt. Rybak – polski patriota, nie austriacki, ryzykując własną karierę, ujawnił go Piłsudskiemu: 6 sierpnia, godzina 12. Tego dnia przed świtem Kompania Kadrowa opuściła Oleandry, okólną drogą przez jakieś wiochy, kryjąc się przed austriackimi szpiclami, o 9.00 rano pojawiła się na granicy na granicy w Michałowicach. Tadeusz Kasprzycki odczytał rozkaz: Rząd Narodowy wypowiedział wojnę Rosji, my rozpoczynamy powstanie!

Trzy godziny później Wiedeń i Petersburg znalazły się w stanie wojny. Następnego ranka węgierscy huzarzy przekraczają granicę. Nad Zbruczem, rozpoznając rosyjską koncentrację na Podolu. W Krakowie nie ma takiego pośpiechu, wojsko dopiero szykuje się, aby ruszyć w pole. Na kawiarnianych stolikach pojawiły się ulotki: Rząd Narodowy, wojna z Moskalem. Na spotkaniu z notablami, Piłsudski informuje: powstał rząd, Strzelcy przekroczyli granicę. Powstanie. Poseł do parlamentu W.L. Jaworski nie wierzy własnym uszom: – Jakie powstanie? W jakim celu?

Rząd nie powstał, Piłsudski wymyślił tę fikcję, lecz powstanie rozpoczęło się naprawdę. Wieczorem kompania Kasprzyckiego zajmuje Słomniki, pozostałe przekraczają granicę w nocy, dochodzą do Skały. Moskali nie ma. Przez cały pierwszy tydzień tylko dwie krótkie strzelaniny. Strzelcy maszerują na Kielce, zaraz za nimi, w wyzwolonych już miasteczkach, Komisarze Rządu Narodowego przejmują władzę cywilną, tworzą komisariaty rządowe. Zbierają się rady gminne i miejskie, trzeba organizować na nowo życie, zapewnić wojsku prowiant i kwatery. Z niczego powstaje państwo polskie.

Pierwsze wiadomości docierają do Petersburga już po dwóch, trzech dniach. Carscy ministrowie wiedzą dobrze, co myśleć o tych śmiesznych rządach narodowych, każde polskie powstanie to niepoważna ruchawka, ale straty ponoszone przez Imperium wielkie, kłopoty ciągną się latami. Matieżnikom trzeba dać natychmiastowy odpór. Car gotów na największe ustępstwa, nawet na wydanie manifestu do Polaków. Dumne słowa... Polacy!... marzenie ojców i dziadów waszych ziścić się może... żywe ciało Polski rozszarpano na kawały, ale dusza jej nie umarła... Pod berłem cesarza rosyjskiego... odrodzi się Polska, swobodna w swej wierze, języku i samorządzie... Podpisał Wielki Książę Mikołaj – wódz naczelny, który nie ma żadnych kompetencji politycznych. 14 sierpnia wiadomość idzie w świat. Tylko polskich polityków – członków rosyjskiej Dumy – nikt nie powiadomił.

Wieść, że car wskrzesza Polskę, działa jak uderzenie gromu. W Paryżu szał. Spontaniczne manifestacje, pochód z biało-czerwonymi flagami, tłum krzyczy vive La Pologne! Rząd zbiera się na nadzwyczajne posiedzenie, zatwierdza powstanie Legionu Polskiego. W Londynie, Rzymie, Waszyngtonie spokój, ale prasa informuje szeroko. W Berlinie też.

Wiedeń jest jeszcze szybszy. Biliński zmienia swoją koncepcję: trzecim członem monarchii będzie Polska. Bez trudu przekonuje cesarza, pozostali ministrowie też są za. Franciszek Józef zatwierdza projekt manifestu: pod jego berłem odrodzi się Królestwo Polskie z Sejmem w Warszawie.

Jest jeden kłopot, bardzo przykry. Ci Polacy zawsze psują wszystko swoją niesfornością! Po co ten Piłsudski jakieś sztuczki wyprawia – i to jeszcze przed frontem? Poradzić sobie z tym łatwo, lecz stanowcze działania mogą obrócić przeciwko wojsku całą Galicję. Gen. Conrad żąda rozwiązania politycznego, taką konieczność uznają polsko-austriaccy politycy. Walczyć z Rosjanami – proszę bardzo! Ale pod komendą c.k. armii. 16 sierpnia zbierają się w Krakowie galicyjscy mężowie stanu i po uzyskaniu zgody Naczelnego Dowództwa ogłaszają powstanie Naczelnego Komitetu Narodowego. Przejmie on pieczę nad Legionami Polskimi, walczącymi pod komendą austriacką.

Pojawiła się nowa trudność: trializm monarchii pomniejsza rangę Węgier. Budapeszt stanowczo zaprotestował, ogłoszenie manifestu cesarza odroczone ad Kalendas Graecas.

Powstanie trwa – dobry miesiąc. Po kilkudniowych walkach wokół Kielc, gdzie spod Puław wrócili Rosjanie, trwa formowanie państwa, obejmując coraz szersze dziedziny – od szkół po podatki. Piłsudski wprawdzie formalnie podporządkował się NKN-owi, lecz zachowuje samodzielność. Dopiero gdy nadchodzi rosyjski walec parowy, zarządza ewakuację. Powstanie się nie kończy, zostaje tylko przerwane.

Jego powrót wszystko zmienia

Pierwszy etap działań niepodległościowych był najważniejszy. Następne można przedstawić krócej. Legiony walczą, sprawa polska jest aktualna. Gdy Niemcy zajmują Warszawę, Piłsudski przerywa werbunek: trzeba oszczędzać polską krew. Jest to również nacisk na mocarstwa. Wbrew nadziejom Komendanta przywódcy obu orientacji są najdalsi od stanowczych działań, czekają na inicjatywę Wiednia i Petersburga. Rosjanie rozpoczynają rozmowy dopiero w 1915 r., gdy już utracili Kongresówkę. Nic z tego nie wychodzi. Austriacy podtrzymują koncepcję trialistyczną, lecz coraz bardziej cicho. Wprawdzie wszyscy wiedzą, że dobre rozegranie sprawy polskiej może być dla nich korzystne, lecz nie potrafią tego wykorzystać. Przecina wahania kanclerz Rzeszy – Bethmann-Hollweg. Od początku rozumie, że efektem wojny będzie odbudowa państwa polskiego, lecz nie zamierza tego przyśpieszać. Dopiero gdy konflikt znalazł się w impasie, podejmuje sprawę. Front zachodni zamarł w labiryncie okopów, Rosja już wojnę przegrała, ale Niemcy nie są w stanie zwyciężyć. Waszyngton chce zaproponować kompromis, lecz trudno znaleźć rozwiązanie, które wszystkich zadowoli. Ma je tylko Bethmann. Wedle później ukutego sformułowania to pokój bez aneksji i kontrybucji. Nikt nie straci ani grosza, nie zyska ani centymetra. Lecz nim dojdzie do rozejmu, należy odbudować Królestwo Polskie – co mogą uczynić tylko Niemcy. Sprawa jest i tak przesądzona, ostatnie dwa lata wykazały, jak silna i rosnąca jest determinacja Polaków. Rzesza uzyska na wschodzie bufor strategiczny i przyczółek ekspansji gospodarczej – będzie faktycznym zwycięzcą. Mocarstwa zachodnie nie mogą sprzeciwiać się odbudowie Polski, Rosja już ją utraciła.

Taka jest geneza manifestu dwóch cesarzy z 5 listopada 1916 r. Polska dostaje dwa lata, aby przygotować zręby państwowości. Koncepcję Bethmann-Hollwega niszczą prowojenne partie niemiecka i rosyjska, rękę do tego dokładają Francuzi i Polacy. Berlin zgłasza gotowość do rokowań, lecz pod naciskiem szefów Armii – generałów Hindenburga i Ludendorfa – nie przedstawia warunków. Prezydent USA Woodrow Wilson formułuje własne, w uzgodnieniu z Niemcami, zalicza do nich rekonstrukcję Polski. Obiecuje ją również car. W ciągu kilku tygodni sprawa polska wyniesiona zostaje wysoko. Związana jest to jednak z kompromisowym pokojem – co budzi gwałtowny atak rzeczników wojny aż do zwycięstwa. Zapał wojowniczych polityków rosyjskich podsyca Francja: Piotrogród sam określi przebieg swoich powojennych granic.

Kilka dni później wybucha w Rosji rewolucja. Niedługo później cesarz Wilhelm II ustępuje przed generałami i godzi na rozpoczęcie nieograniczonej wojny podwodnej. Toną amerykańskie statki, Wilson wypowiada wojnę Rzeszy.

Reakcja polska na te wydarzenia jest potrójna. Zebrani w Lozannie politycy potępiają niemiecką inicjatywę wskrzeszenia Polski. Rzecznicy współdziałania z mocarstwami centralnymi starają się przyśpieszyć wydarzenia i utworzyć armię polską, która przejmie poważną część frontu wschodniego, umożliwiając translokację dywizji niemieckich na zachód, gdzie rozstrzygną los wojny. Piłsudski opóźnia, a po wybuchu rewolucji w Rosji przeprowadza zaplanowaną z dawna operację polityczną: za aliantami zachodnimi, przeciw zaborcom i okupantom. Nadaje jej charakter wysoce emocjonalnych, głośny i dramatyczny: wymusza na Niemcach faktyczną rezygnację z budowy armii polskiej, internowanie większości legionistów, własne aresztowanie. To dowody wystarczające, aby wykazać, że Polska staje przeciwko Niemcom. Wzmacnia je przechodząca do konspiracji Polska Organizacja Wojskowa, rozbudowywana przez następne półtora roku, jako główna siła ostatniej fazy powstania.

W Rzeszy generałowie przejmują ster polityki. Przemian w Polsce nie są jednak w stanie odwrócić. Powstaje Rada Regencyjna, rząd, samorządy miejskie i wiejskie, sądownictwo, szkolnictwo, rozwija się życie kulturalne, społeczne i polityczne. Tylko ograniczona do minimum armia polska nie może zakończyć formowania. Generałowie nie chcą zbroić potencjalnego wroga. Pragną, aby formujące się państwo było jak najmniejsze. Polska ma być na zachodzie okrojona na rzecz Prus, na wschodzie otoczona nowymi, proberlińskimi państwami: niemiecką Kurlandią, Litwą i Ukraina, która w styczniu 1918 r., w tych samych dniach, gdy bolszewicy zdobywają Kijów, otrzymuje Chełmszczyznę i południowe Podlasie.

Wojna zbliżą się ku końcowi, lecz czarne chmury zbierają się nad Polską. Wszystkie realistyczne plany okazują się nierealne. Upadek Rosji kończy z orientacją moskiewską, traktat w Brześciu wiedeńską i berlińską. W październiku 1918 bolszewicy ruszają na zachód, odzyskać okupowane ziemie imperium, Ukraińcy tworzą własne państwo we wschodniej Galicji, Czesi szykują się do zajęcia Śląska Cieszyńskiego. Wreszcie, 11 listopada przed świtem, w Rethondes podpisano rozejm, kończący wojnę. Wehrmacht ma wycofać się za Ren, lecz w przedwojennych granicach Rosji, poczynając od Drwęcy i Prosny, pozostać, aby zapewnić porządek. Pokonane za zachodzie Niemcy pozostają panem sytuacji na wschodzie.

W Polsce bezhołowie coraz większe. Nieudolny pucz narodowej demokracji pada, lecz Rada Regencyjna nie jest w stanie utworzyć nowego rządu. W Galicji powstaje drugi rząd – Komisja Likwidacyjna, w Lublinie trzeci – ludowy. W Zagłębiu – i nie tylko, tworzą się Rady Delegatów Robotniczych.

Powrót Piłsudskiego z Magdeburga wszystko zmienia. W tym czasie, gdy negocjatorzy w Rethondes składają ostatnie podpisy, oddziały POW rozpoczynają ostatni akt powstania. Przebiega prawie bezkrwawo, Niemcy oddają broń, wynoszą się do Rzeszy.

Tydzień później rząd niepodległej Rzeczypospolitej wydaje dekret o wyborach do Sejmu. Polska pierwsza w świecie daje równe prawa kobietom. ©℗

Leszek Moczulski, profesor, historyk, Wyższa Szkoła Stosunków Międzynarodowych i Komunikacji Społecznej w Chełmie, twórca KPN

Plus Minus