Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Złamany przez drwala

Piotr Żelazny 09-01-2018, ostatnia aktualizacja 09-01-2018 08:29

Lider Legia zaczyna rok od ciekawych transferów.

Eduardo ma 35 lat, grał w reprezentacji Chorwacji, Arsenalu i Szachtarze Donieck. To piłkarz po przejściach
źródło: legia.com
Eduardo ma 35 lat, grał w reprezentacji Chorwacji, Arsenalu i Szachtarze Donieck. To piłkarz po przejściach

Okno transferowe otwarte jest krócej niż dziesięć dni, a Legia sprowadziła już czterech piłkarzy. Uwagę mediów i kibiców przykuwa przede wszystkim przybycie Brazylijczyka z chorwackim paszportem – Eduardo da Silvy, którego w 2007 roku Arsene Wenger kupował do Arsenalu jako następcę Thierry Henry'ego.

Nigdy nim nie został, ale nikt też nie wie, jak potoczyłyby się losy Eduardo i czy kiedykolwiek podpisałby umowę w Warszawie, gdyby nie koszmarna kontuzja, której doznał po zaledwie kilku miesiącach występów w Londynie.

Eduardo szybko stawał się ważnym zawodnikiem Arsenalu, dostawał coraz więcej szans od Wengera i potrafił je wykorzystywać. Gdy urazu doznał Robin van Persie, to właśnie pozyskany za 7,5 miliona funtów, wówczas 24-letni napastnik został partnerem Emmanuela Adebayora.

Na przełomie 2007 i 2008 roku Eduardo wystąpił w siedmiu meczach Premier League z rzędu, zdobył w nich trzy gole, miał trzy asysty. Trzy kolejne trafienia zaliczył w meczach pucharowych (plus dwie asysty) i gdy wydawało się, że Wenger wypatrzył kolejny diament, przyszedł fatalny mecz z Birmingham.

16 lutego 2008 roku po ataku mierzącego 193 cm i będącego uosobieniem starej angielskiej szkoły gry Martina Taylora, Eduardo doznał otwartego złamania lewego piszczela z przemieszczeniem. Taylor dostał oczywiście czerwoną kartkę, a Wenger i kilku ekspertów domagali się nawet, by został dożywotnio zdyskwalifikowany. Stacja SkySports uznała, że widok jest drastyczny i nie pokazała powtórek starcia napastnika z angielskim drwalem.

Eduardo wrócił do gry niemal równo rok po tamtym zdarzeniu. W meczu Pucharu Anglii zdobył dwie bramki i natychmiast doznał kolejnej kontuzji. Znacznie mniej poważnej, ale znów musiał pauzować. W marcu zagrał przeciwko Burnley (ponownie w Pucharze Anglii) i strzelił gola. W Premier League pojawił się jednak na boisku dopiero w pierwszej kolejce następnego sezonu – 2009/2010. Nie został jednak ani następcą Henry'ego, ani legendą Arsenalu. Karierę zrobił dopiero w Szachtarze Donieck – cztery mistrzostwa Ukrainy, cztery krajowe puchary, udział w Lidze Mistrzów – pojechał z reprezentacją Chorwacji na Euro 2012 i MŚ 2014, jednak w obu przypadkach był rezerwowym. Po mundialu ogłosił koniec kariery reprezentacyjnej.

Ostatnio był zawodnikiem Atletico Paranaense w Brazylii, ale niemal cały sezon leczył kontuzję. Za nieco ponad miesiąc będzie obchodził 35. urodziny. W tym wieku poprzedni wielki gwiazdor Legii Danijel Ljuboja żegnał się z ekstraklasą po dwuletnim pobycie w Warszawie.

Z pewnością zawodnika z taką przeszłością nie było w naszej lidze od dawna. Nie sposób jednak pozbyć się wrażenia, że gdyby wszystko było w porządku, to Eduardo kupony odcinałby w Chinach lub USA, a nie w Polsce.

Nowy piłkarz Legii na świat przyszedł w Bangu – przedmieściu Rio de Janeiro – jako nastolatek trafił do Zagrzebia i to właśnie przez chorwackie koneksje trafił do Legii. Trener Romeo Jozak i dyrektor sportowy Ivan Kepcija sięgnęli też po innych zawodników, których znają z Dinama i chorwackiej ligi. Umowę z mistrzem Polski podpisał też środkowy pomocnik i w ostatnich trzech sezonach kapitan Dinama – Domagoj Antolić.

27-letni sześciokrotny reprezentant Chorwacji miał w rundzie jesiennej najwyższą średnią notę spośród wszystkich piłkarzy tamtejszej ligi. Dla Legii może być znaczącym wzmocnieniem – dwukrotnie z Dinamem brał udział w fazie grupowej Ligi Mistrzów i Ligi Europy.

Ostatnio, gdy występujący na pozycji środkowego pomocnika kapitan Dinama przychodził do Warszawy, kosztował aż milion euro i wiele sobie po nim obiecywano. Dziś Ivica Vrdoljak, bo o nim mowa, karierę już zakończył i został menedżerem. To on pilotował transfer do Legii Czarnogórca, grającego ostatnio w HNK Rijeka – Marko Vesovicia.

To 26-letni prawy obrońca, który ma miejsce w reprezentacji (przeciwko Polsce wystąpił tylko w przegranym przez gospodarzy 1:2 meczu w rodzinnej Podgoricy). Vesović był przez pewien czas kolegą klubowym Kamila Glika w Torino, ale w przeciwieństwie do naszego rodaka Turynu nie podbił. Rozegrał zaledwie trzy mecze w bordowej koszulce.

Ostatnim jak na razie transferem mistrza Polski jest sprowadzenie z Montpellier 26-letniego środkowego obrońcy, byłego reprezentanta francuskiej młodzieżówki, Williama Rémy'ego. Francuz w sile wieku – nawet jeśli ostatnie półtora roku miał mniej udane i nie grał – decydujący się na przejście do naszej ekstraklasy to nie jest codzienność.

Legia przede wszystkim działa szybko – już przed wyjazdem na obóz przygotowawczy trener Jozak dysponuje nowymi zawodnikami. Kupuje tanio (Vesović i Antolić kosztowali razem poniżej miliona euro) i wydaje się, że wszyscy wymienieni powinni być wzmocnieniem zespołu.

Największy znak zapytania to oczywiście Eduardo, ale nawet jeśli Brazylijczyk z chorwackim paszportem nie rzuci kibiców na kolana swoją grą, to pod względem marketingowym sprowadzenie byłego napastnika Arsenalu wydaje się strzałem w dziesiątkę.

Z Legii piłkarze będą też odchodzić. Dominik Nagy wróci na Węgry (wypożyczenie), Tomasz Jodłowiec nie znajdzie się w kadrze na obóz na Florydzie, a Michał Pazdan ponoć jest blisko podpisania umowy we Francji.

Przy Łazienkowskiej czekają teraz na odpowiedź rywali w walce o tytuł.

"Rzeczpospolita"