Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Biletowy absurd w ZTM

Janina Blikowska 20-09-2014, ostatnia aktualizacja 20-09-2014 00:00

Podczas zakupu 75-minutowego biletu jednorazowego przez komórkę trzeba podać numer linii, którą chcemy jechać. A przecież z takim biletem w ręku można się przesiadać.

Biletomat
autor: Pasterski Radosław
źródło: Fotorzepa
Biletomat

Pani Alicja na co dzień mieszka w Brukseli. Kilka dni temu przyjechała do Warszawy na uroczystości związane z 25. rocznicą powołania rządu Tadeusza Mazowieckiego.

Po stolicy poruszała się głównie komunikacją miejską. – Miałam kilka biletów jednorazowych. Gdy się skończyły, postanowiłam kupić kolejny przez komórkę w systemie Skycash, bo akurat nie było w pobliżu biletomatu – opowiada.  Podczas transakcji pojawił się problem. Czytelniczka musiała podać numer linii, którą miała zamiar jechać.

– A przecież  to bilet czasowy, tak jak 20-minutowy, przy którego zakupie nie trzeba takich informacji podawać  
– zauważa. I pyta: – Co będzie, jeśli kupię bilet na jedną linię, a pojadę zupełnie inną? Przecież z biletem 75-minutowym można się przesiadać. Czy w takim przypadku zostanę ukarana podczas kontroli?

ZTM upiera się przy sensowności swojego przepisu. Pasażerka jest innego zdania

Igor Krajnow z Zarządu Transportu Miejskiego tłumaczy, że przy zakupie biletów po 4,4 zł obowiązek podawania linii wynika z ich podwójnej roli. Z jednej strony można na podstawie takiego biletu jechać przez 75 minut, a z drugiej można z niego korzystać na jednej linii niezależnie od czasu trwania podróży – tłumaczy.

– Przecież gdy pasażer kasuje bilet czasowy, to w konkretnej linii. Informacja o tym jest wybijana podczas kasowania podobnie jak informacja o godzinie rozpoczęcia podróży, od której liczy się czas przejazdu – wyjaśnia Krajnow.

Zapewnia, że pasażerka, która kupiła bilet przez komórkę na konkretną linię, może rozpocząć podróż w zupełnie innej. – Liczy się czas podróży, a nie linia – wyjaśnia.

– Nałożony na pasażerów obowiązek jest bez sensu – upiera się jednak stanowczo pani Alicja.

Czytelnicy donoszą o innych problemach z biletami. Pani Bożena chciała kupić je w automacie na Młocinach. Ale okazało się, że urządzenie jest uszkodzone.

– Biletomat połknął monety, a nie wydał biletu. Co mam robić w takiej sytuacji? Czy mam szanse na reklamację? Gdzie się z nią udać? – pyta.

Zauważa, że w przypadku płatności kartą reklamacja jest prosta, bo karta jest podpisana.  – Jak mam udowodnić, że urządzenie połknęło moje pieniądze, a nie kogoś innego? – docieka.

Igor Krajnow odpowiada, że podczas płacenia gotówką w automacie też można złożyć reklamację, gdy nie dostaniemy biletu albo reszty.

– Taka osoba może zwrócić się z tym bezpośrednio do nas, do jednego z punktów obsługi pasażera, a my przekażemy sprawę dalej. Pasażer może też sam skontaktować się z operatorem maszyny. Numery kontaktowe są podane na automatach – zapewnia Krajnow.

Jak długo trwa załatwianie takiej reklamacji? – Nie jest to sprawa czasochłonna. Zajmuje raptem kilka dni. Sam miałem ostatnio taki przypadek i stąd wiem – mówi rzecznik Zarządu Transportu Miejskiego.

W stolicy jest ok. 2 tys. biletomatów, z czego prawie 1,4 tys. należy do firmy Mera System. Miesięcznie, jak podaje firma, sprzedaje się w nich 450 tys. biletów.

Dla porównania we Wrocławiu takich transakcji jest 1,4 mln miesięcznie. Najwięcej w całej Polsce.

Życie Warszawy