Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Przydrożne smaki

Danuta Walewska 30-07-2017, ostatnia aktualizacja 30-07-2017 00:06

Przebudowa drogi oznacza często duże zmiany dla położonych wzdłuż niej restauracji. Brak odpowiedniego zjazdu z głównej trasy może wpłynąć na liczbę klientów.

Oprócz odnowienia dworca władze Pilawy chcą w jego pobliżu usytuować rynek
źródło: materiały prasowe
Oprócz odnowienia dworca władze Pilawy chcą w jego pobliżu usytuować rynek

Generalna Dyrekcja Dróg Publicznych informuje o nowych środkach na budowę dróg, w tym autostrad i ekspresówek. To bardzo dobra wiadomość, chociaż nie dla wszystkich.

Szybciej niż planowano ma zostać poprawiony między innymi odcinek drogi między Nowym Dworem Mazowieckim a Płońskiem. Dla kierowców, którzy jeżdżą z Warszawy i przez Warszawę do Gdańska, to doskonała wiadomość. Wreszcie skończą się korki, jazda po jednym pasie, brak możliwości wyprzedzania. Do celu dojedzie się szybciej.

Na postępy w budowie dróg z niepokojem patrzą jednak przedsiębiorcy, którzy zainwestowali w żywienie podróżnych. Mówią, że nie wiedzą, którędy przebiegnie droga, jak daleko od zjazdu z trasy szybkiego ruchu znajdzie się ich restauracja i zastanawiają się, czy dałoby się wynegocjować taki zjazd bliżej ich biznesu.

– Każdy, kto się do nas zwróci, może otrzymać mapę – zapewnia Jan Krynicki, rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg Publicznych i Autostrad. Ale nie ma takiej opcji, że przy każdej restauracji znajdzie się zjazd do niej. Bo jest to droga ekspresowa.

Jaki jest więc pomysł na utrzymanie biznesu? Tylko jeden. Po prostu bardzo dobre jedzenie z dbałością podawane w przydrożnych restauracjach, o co nie powinno być trudno, bo najczęściej są to nieduże biznesy, prowadzone przez rodziny. Albo przez silną osobowość. Wtedy dla pędzących ekspresówką nie będzie problemu, żeby zwolnić, odpowiednim zjazdem zjechać na drogę krajową bądź nawet lokalną i spokojnie zjeść cos dobrego.

Problemy restauracji przydrożnych położonych przy autostradach i ekspresówkach nie są kłopotem tylko Mazowsza. Tak samo było na Warmii na północnym odcinku E7. Tradycją w podróżach z Gdańska do Warszawy było zatrzymanie się na zupę rybną w „Sieje ryby we Frąknowie". Dojazd był idealny, bo knajpa była położona tuż przy drodze. Droga „odjechała", a „Sieje" nadal doskonale sobie radzą. Napis „Sieje ryby we Frąknowie" rozpoznają nie tylko dobrze poinformowani. Właściciele doskonale oznaczyli lokalizację i nie ma żadnej wątpliwości, w którym miejscu trzeba zjechać z ekspresówki. Pewnie takie rozwiązanie nie było tanie, ale sądząc po pełnym parkingu przed budynkiem restauracji, było warto. Nie tylko zresztą dla samej restauracji. Bo biznes tutaj pączkuje. Są panie, które uzbierały leśne poziomki i jagody, są grzybiarze. Zarabia nie tylko „Sieja".

Planujący drogi z prawdziwego zdarzenia w swoich strategicznych założeniach powinni wziąć pod uwagę drobną przedsiębiorczość, która żyje z tego, że jej biznes jest zlokalizowany przy drogach. Nie chodzi oczywiście o małe wózki czy przyczepki producentów, którzy teraz sprzedają w zakolach dróg maliny czy pomidory. Oni sobie znajdą miejsce. Ale o poinformowanie restauratorów, jaka czeka ich przyszłość. To nie jest zadanie niewykonalne.

"Rzeczpospolita"