Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Przesiadamy się na rowery elektryczne

Michał Duszczyk 30-04-2018, ostatnia aktualizacja 30-04-2018 09:56

Nad Wisłę dotarła moda na jednoślady, które wyposażone są w silniki i akumulatory. Można już mówić o początkach boomu.

Rynek e-rowerów nabiera rozpędu
źródło: Rzeczpospolita
Rynek e-rowerów nabiera rozpędu

Rynek e-rowerów w Europie wystrzelił. W Unii Europejskiej sprzedaje się ok. 20 mln rowerów rocznie, a te elektryczne odpowiadają średnio za 10 proc. rynku. W ciągu pięciu lat ich udział w sprzedaży ma się zwiększyć do 25 proc. W Polsce, gdzie dynamika tego raczkującego jeszcze rynku jest imponująca i – według różnych danych – sięga od 30 do 60 proc., trudno będzie jednak osiągnąć w krótkim czasie takie wyniki.

120 km na ładowaniu

Holendrzy kupują 900 tys. rowerów rocznie. Z tego (dane za 2015 r.) aż 270 tys. stanowią maszyny wspomagane elektrycznie. Tym samym kategoria e-bike, do której należy 29 proc. rynkowego tortu, stała się trzecią najpopularniejszą grupą produktów wśród holenderskich cyklistów, zaraz po rowerach miejskich oraz trekkingowych. W Polsce odsetek elektryków to ledwie 0,9 proc. (w 2016 r. kupiliśmy 10 tys. takich maszyn).

Dotychczasowe zainteresowanie elektrykami w naszym kraju było znikome, ale to efekt kilku czynników. – Przede wszystkim nie ma u nas tradycji rowerowej jak w innych krajach europejskich, gdzie – jak np. w Holandii – co chwila mija nas rowerzysta. Poza tym niezbędna jest rozbudowa infrastruktury miejskiej, dla której tego typu rozwiązania są przyszłością, a także lepszej edukacji na temat korzystnego wpływu rowerów elektrycznych na środowisko i na zdrowie poprzez ruch – wylicza Mariusz Kurek, prezes 4CV.

Potwierdza to Kristopher Kurowski z firmy Kross. Producent rowerów z Przasnysza wskazuje, że brakuje świadomości dotyczącej zalet takiego rozwiązania. A e-rower to wygodne rozwiązanie. Dodatkowe zasilanie ułatwia pedałowanie (silnik bierze na siebie nawet 80 proc. wysiłku związanego z jazdą), a w niektórych modelach całkowicie je zastępuje, np. gdy rowerzysta się zmęczy. Silnik o mocy do 250 watów zapewni jazdę z prędkością 25 km/godz.

– Na jednym ładowaniu można przejechać do 120 km. W przypadku systemu Shimano Steps, którego używamy, nawet po wyczerpaniu baterii silnik nie stawia oporu, więc pedałuje się równie łatwo – tłumaczy Arkadiusz Trzciński, kierownik marketingu firmy Kross.

Ładowanie akumulatora zajmuje ok. 4 godz. Do stanu 80 proc. można naładować go jednak w 2 godz.

Choć zalety te dostrzega coraz więcej fanów dwóch kółek, to barierą dla wielu wciąż może być cena.

Chińska powódź

Dane Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego wskazują, że przeciętnie Polak na zakup zwykłego roweru w 2016 r. wydał ok. 1,5 tys. zł. Tymczasem ceny elektryków zaczynają się od ok. 2 tys. zł. Choć to i tak znacznie mniej niż parę lat temu, wciąż jednak wiele modeli kosztuje 5–10 tys. zł. Wśród nich są choćby te Kawasaki. Za sprzęt japońskiego producenta trzeba zapłacić 6 tys. zł. – Rowery tej marki można zaliczyć do kategorii produktów ekskluzywnych – wyjaśnia Mariusz Kurek.

Europę, w tym Polskę, zalewają jednak tańsze produkty z Azji. Tam produkcją i eksportem takiego sprzętu zajmuje się już ponad 100 firm. Na nasz kontynent co roku trafiają setki tysięcy chińskich e-rowerów takich producentów, jak Battle-Fushida, Aima czy Tianjin Golden Wheel. Ten import to z jednej strony motor napędowy dla elektromobilności, z drugiej zaś strony zagrożenie dla lokalnych producentów. Wystarczy wspomnieć, że w 2016 r. spoza Unii Europejskiej na Stary Kontynent sprowadzono ponad 1 mln elektryków.

Oficjalnych statystyk o imporcie z Chin nie ma. Europejskie Stowarzyszenie Producentów Rowerów (EBMA) podaje jednak, że tylko od listopada ub.r. do lutego 2018 r. przywóz elektryków z tego kierunku wzrósł o nawet ponad 200 proc. Komisja Europejska od grudnia 2017 r. prowadzi dochodzenie mające ustalić, czy chińscy eksporterzy nie czerpią korzyści z nieuzasadnionych subsydiów rządowych.

Na razie mowa jest o zalewie chińskich jednośladów, ale wkrótce to może być powódź. EBMA twierdzi bowiem, że spora część importu trafia do magazynów. Rodzima konkurencja nie obawia się jednak o utratę rynku na rzecz tanich produktów z Azji. – Wydaje się, że pierwsza fala rowerów elektrycznych, które trafiły na rynek i pochodzą z marketów, już za nami. Osoby, które zraziły się do tanich e-bike'ów w cenie 2,5 tys. zł, wiedzą, że za tę kwotę nie można kupić dobrej jakości produktu – mówi Arkadiusz Trzciński z Krossa.

Odporne na kryzys

Specjaliści fenomen rosnącej popularności elektryków tłumaczą nie tylko zaletami takich maszyn, ale również tym, że segment e-bike zyskał na problemach tradycyjnych rowerów. – E-rowery okazały się odporne na wielki holenderski kryzys sprzedażowy jednośladów, który odnotowano po raz pierwszy od wielu lat. Sprzedaż rowerów spadła tam o 5–7 proc., ale segment e-bike zanotował minimalne zwiększenie popytu – wyjaśnia Mariusz Kurek.

To nakręciło boom. Dziś wachlarz maszyn dostępnych na rynku jest bogaty. – W porównaniu z 2017 r. producenci rozszerzyli ofertę rowerów elektrycznych o modele bardziej zaawansowane technologicznie. Jest to bez wątpienia segment bardzo obiecujący – zapewnia Michał Mystkowski, rzecznik MediaExpert.

Według niego zainteresowanie produktami tego typu będzie szczególnie tam, gdzie istnieje rozwinięta infrastruktura rowerowa. – Wraz z jej rozwojem oraz dzięki modzie na aktywność, szczególnie wśród seniorów, e-rowery będą cieszyć się coraz większą popularnością – dodaje.

Firma 4CV spodziewa się, że w br. sprzedaż elektryków wzrośnie czterokrotnie. Zaś badania TNS Polska pokazują, że 74 proc. proc. Polaków jest skłonnych do przesiadki z roweru tradycyjnego na elektryczny.

Opinia

Łukasz Łyżwa, Xiaomi Business Unit Director, ABC Data

Rower z napędem nożnym i wsparciem e-silnika to naturalna ścieżka rozwoju dla jednośladów. Takie rowery są już dostępne na rynku w wersjach miejskich, górskich i trekkingowych i wraz z rosnącym zakorkowaniem miast na całym świecie, także w Polsce, będą coraz częściej wybierane jako alternatywny środek transportu. Typowym scenariuszem użytkowania jest korzystanie z silnika elektrycznego w drodze do pracy, by uniknąć zmęczenia i spocenia, zaś w drodze powrotnej – napędzanie roweru siłą mięśni.

"Rzeczpospolita"