r e k l a m a

Seans jak w lodówce

Anna Brzezińska,Monika Górecka-Czuryłło 03-07-2009, ostatnia aktualizacja 04-07-2009 16:35

Nawet na omdlenie może narazić się widz, jeśli wejdzie z upalnej ulicy do klimatyzowanego kina. A już na ból gardła czy katar na pewno. Bo klimatyzacja w upały zawodzi. Robi z kina lodówkę albo saunę.

Jeszcze przed tygodniem po wyjściu z Kinoteki widzowie potrzebowali kilku minut, by odtajać
autor: Kuba Kamiński
źródło: Fotorzepa
Jeszcze przed tygodniem po wyjściu z Kinoteki widzowie potrzebowali kilku minut, by odtajać

Przez różnice temperatur nawet w upał można nabawić się w kinie kataru albo zmęczyć się duchotą – skarży się Marta Stachomska, stały gość Cinema City w Arkadii. Nauczona doświadczeniem na filmowe poranki przychodzi ze swetrem dla dziecka w torebce. Na wieczorne seanse zaś ubiera się „na cebulkę”. – Dzięki temu, tak jak na środowym seansie „Coco Chanel”, gdzie było niemal tak gorąco jak na dworze, mogłam w każdej chwili coś z siebie zdjąć.

Ale czy letnia wizyta w kinie naprawdę musi wymagać takiego ekwipunku?

W kinie jak w autobusie

Okazuje się, że w upalne dni problemy z regulacją klimatyzacji mają niemal wszystkie kina.

– Temperatura zmienia się w zależności od zapełnienia sali – tłumaczy Iwona Kuźnik z Cinema City. – Nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć liczbę widzów. Wiadomo, że zimniej będzie, jeśli przyjdzie pięć osób, a cieplej jeśli 300 – tłumaczy i zachęca do zgłaszania niedogodności obsłudze.

To nie zawsze jednak odnosi skutek. Na wszelkie zmiany parametrów klimatyzatory reagują powolnie. Czasem potrzebują nawet 2 – 3 godzin.

– Różnice w odczuwaniu temperatury mogą się zdarzyć – mówi Łukasz Łoboda, dyrektor kompleksu Multikino Złote Tarasy. W jego kinie w ciepłe dni maszyny ustawione są na 18 – 19 stopni. Nie oznacza to, że tyle jest w środku. Bywa za gorąco.

– To tak jak w autobusie. Gdy ktoś otworzy drzwi albo w środku jest po prostu dużo ludzi, od razu robi się znacznie cieplej – tłumaczy Łoboda.

Góra dla zmarzlaków

Goście Kinoteki najczęściej narzekają zaś na chłód.

– W największej sali człowiek przestaje się skupiać na filmie. Myśli tylko o tym, jak opanować dreszcze – mówi Tomasz Mazurek, który w ubiegłym tygodniu wybrał się do pałacowego kina z całą rodziną.

– Wynajmujemy pomieszczenia od Pałacu Kultury i Nauki – tłumaczy Daniel Michna, specjalista od marketingu kina. – W odpowiedzi na sygnały od widzów od razu kontaktujemy się z zarządcą. Musimy jednak trzymać się tutejszych procedur i reakcja nie zawsze może być natychmiastowa.

Agnieszka Kaszuba, kierowniczka piątkowej zmiany w Kinotece, uspokaja: – Owszem, jeszcze przed tygodniem były kłopoty z regulacją klimatyzacji. Teraz problem został już usunięty i temperatura nie powinna nikomu przeszkadzać.

A jak samemu uniknąć dyskomfortu na sali kinowej? Możliwości nie ma zbyt wielu.

– Wiadomo, że zgodnie z prawami fizyki zawsze nieco cieplej jest w wyższych rzędach – Łoboda próbuje znaleźć rozwiązanie dla zmarzlaków. – Ci, którym jest za duszno, mogą zaś zająć dolne fotele – poleca Kuźnik. Warto też kupując bilet, sprawdzić, ile osób jest już na sali. Bo więcej znaczy cieplej.

Można nawet zemdleć

Zdaniem lekarzy, zamiana foteli to za mało. Korzystając z klimatyzowanych pomieszczeń, trzeba zawsze zachować ostrożność.

– Zbyt duża różnica temperatur to szok dla organizmu. Nasz termoregulator w mózgu wariuje. To jak skok z rozgrzanej plaży do zimnej wody. Nagłe ochłodzenie powoduje skurcz naczyń krwionośnych, spadek ciśnienia, co w rezultacie może spowodować nawet omdlenie – mówi dr Paweł Grzesiowski, szef Narodowego Instytutu Leków.

Dodaje, że nagłe wychłodzenie powoduje, że organizm ma niską odporność, a to raj dla bakterii. – I często zdarza się, że po jednym seansie wychodzimy z kina z bólem gardła.

Lekarze zalecają, by różnica temperatur między dworem a klimatyzowanym wnętrzem nie była większa niż 3 – 6 st. C.

A co, jeśli te normy nie są przestrzegane?

– Za stan urządzeń odpowiada właściciel obiektu. My kontrolujemy, jeśli mamy sygnał o nieprawidłowościach. Ale w kinach ludzie jak dotąd skarżyli się tylko na hałas – mówi Wiesław Rozbicki, rzecznik mazowieckiego sanepidu.

Także szefowa Federacji Konsumentów Małgorzata Niepokulczycka rozkłada ręce.

– Oglądanie filmu w kinie to konsumpcja zbiorowa i skarżyć jej raczej nie możemy – tłumaczy. – A poza tym jedni lubią ciepło, inni zimno. Trudno byłoby udowodnić nieprawidłowości.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy



-->