r e k l a m a

Zarzuty dla stoczniowców za zadymę

ar 15-03-2010, ostatnia aktualizacja 15-03-2010 22:32

Warszawska prokuratura postawiła zarzuty czynnej napaści na policjantów wobec trzech uczestników manifestacji z kwietnia ub.r.

Podczas manifestacji przed Złotymi Tarasami doszło do starć z policją
autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
Podczas manifestacji przed Złotymi Tarasami doszło do starć z policją

W czasie demonstracji doszło do starć z policją. Poszkodowanych zostało ponad 25 osób, w tym pięciu funkcjonariuszy.

Jak poinformował rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej Mateusz Martyniuk, dwóch uczestników manifestacji - Karol G. oraz Zbigniew S. - usłyszało zarzuty w poniedziałek, w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Śródmieście Północ, w której stawili się na wezwanie śledczych. Trzeci podejrzany - Robert P., wezwany również na poniedziałek, nie pojawił się w prokuraturze.

Karol G., który jest wiceprzewodniczącym "Solidarności" w Stoczni Gdańsk, powiedział, że dwaj pozostali podejrzani to także pracownicy gdańskiej stoczni i członkowie "S". Każdemu z nich za czynną napaść na policjanta grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

Jak wyjaśnił Martyniuk, według prokuratorów trójka podejrzanych działała "wspólnie i w porozumieniu" również z innymi uczestnikami manifestacji, których prokuratorom nie udało się ustalić. Rzecznik wyjaśnił, że podejrzani posługiwali się niebezpiecznymi narzędziami: petardami, płonącą kukłą, kamieniami, drzewcami od flag i transparentów.

Jak dodał Martyniuk, Karol G. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i odmówił złożenia wyjaśnień.

Karol G. nie chciał ustosunkować się do postawionych mu zarzutów. - We wtorek zwołamy konferencję prasową, wtedy będę komentował - powiedział wiceprzewodniczący stoczniowej "S".

W obronie związkowca wystąpił w poniedziałek Jacek Kurski eurodeputowany i szef pomorskiego PiS. W oświadczeniu napisał m.in., że "pomorskie Prawo i Sprawiedliwość stanowczo protestuje, by w wolnej Polsce szykanować tak zasłużonych w walce o wolność i demokrację ludzi".

"Stosowane metody, w szczególności kwalifikacja czynu, przypominają mroczne czasy PRL, gdy walczący o godność ludzie pracy skazywani byli przez dyspozycyjne wobec komunistycznej władzy sądy" - napisał też w oświadczeniu Kurski dodając, że PiS ma "powody sądzić, że 20 lat po upadku komunizmu taka sytuacja możliwa jest tylko dzięki wytwarzaniu przez rządzącą Platformę Obywatelską klimatu nagonki i szczucia społeczeństwa przeciw związkom zawodowym".

Kurski zadeklarował też "pomoc i wsparcie" dla samego G. oraz innych osób, którym przedstawiono zarzuty.

29 kwietnia ub.r. kilkuset związkowców protestowało przed Pałacem Kultury i Nauki w obronie Stoczni Gdańsk i swoich miejsc pracy. W tym czasie w PKiN odbywał się kongres Europejskiej Partii Ludowej. Stoczniowcy rzucali petardy, palili opony, spalili również kukłę przedstawiającą premiera Donalda Tuska.

Podczas manifestacji doszło do starć demonstrantów z policją. Funkcjonariusze użyli pałek i gazu pieprzowego. W wyniku starć poszkodowanych zostało ponad 25 osób, w tym pięciu policjantów. Według stoczniowców, interwencja policji była brutalna. W wydanym oświadczeniu przewodniczący NSZZ "Solidarność" Janusz Śniadek potępił działania policji.

Sprawą demonstracji zajęła się Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście Północ.

Tuż po zajściach własną komisję powołał też komendant główny policji gen. insp. Andrzej Matejuk. Komisja zapoznała się m.in. z nagraniem z kamer policyjnych, kamer monitoringu oraz zarejestrowanych nagrań ze środków masowego przekazu, a także z zapisami rozmów radiowych i telefonicznych pomiędzy funkcjonariuszami uczestniczącymi w akcji.

W maju ub.r. komisja orzekła, że działania policjantów podczas demonstracji stoczniowców były zgodne z prawem, a użyte środki adekwatne do zagrożeń i zachowań osób, które łamały prawo.

PAP