r e k l a m a

Koledzy pamiętają o zabitym policjancie

blik 09-02-2012, ostatnia aktualizacja 09-02-2012 01:15

W dru­gą rocz­ni­cę za­bój­stwa An­drze­ja Stru­ja ko­le­dzy uczczą je­go pa­mięć. Pod ko­niec lu­te­go Sąd Naj­wyż­szy roz­pa­trzy ka­sa­cję wy­ro­ku za­bój­ców policjanta

War­szaw­ski wy­wia­dow­ca An­drzej Struj zo­stał śmier­tel­nie pchnię­ty no­żem 10 lu­te­go 2010 r.  Po­li­cjant był wów­czas na urlo­pie. Nie miał broni ani na­wet kaj­da­nek. Wra­cał z za­ku­pów w cen­trum han­dlo­wym Fort Wo­la. Na przy­stan­ku zwró­cił uwa­gę pi­ją­cym pi­wo na­sto­lat­kom. To ro­ze­źli­ło jed­ne­go z nich.

Gdy funk­cjo­na­riusz wsiadł do tram­wa­ju, chło­pak ci­snął w po­jazd me­ta­lo­wym wkła­dem od ko­sza i wy­bił szy­bę. Po­li­cjant wy­sko­czył z „26", po­wa­lił chło­pa­ka na zie­mię (póź­niej oka­za­ło się, że był to Ma­te­usz No­wak) i pró­bo­wał go obez­wład­nić.

Z po­mo­cą na­sto­lat­ko­wi przy­szedł ko­le­ga Piotr Rów­ny. Zła­pał po­li­cjan­ta wpół, dzię­ki te­mu No­wak wy­swo­bo­dził się i za­czął za­da­wać cio­sy no­żem, któ­ry no­sił ze so­bą. Je­den z nich tra­fił po­li­cjan­ta w ser­ce. Chwilę póź­niej An­drzej Struj nie żył. Obaj za­bój­cy zdo­ła­li uciec, ale po kil­ku go­dzi­nach by­li w rę­kach po­li­cji.

W lu­tym ze­szłe­go ro­ku sąd ska­zał Ma­te­usza No­wa­ka na 25 lat wię­zie­nia, a je­go to­wa­rzy­sza – Pio­tra Rów­ne­go – na 15 lat.

W czerw­cu sąd apelacyjny utrzy­mał te wy­ro­ki.

W pią­tek mi­ja­ją dwa la­ta od tej zbrod­ni, któ­ra wstrzą­snę­ła ca­łą Pol­ską.

Ko­le­dzy za­bi­te­go po­li­cjan­ta – któ­ry był m.in. mo­de­ra­torem na po­li­cyj­nym fo­rum www.ifp.pl – za­mie­rza­ją uczcić je­go pa­mięć. Te­go dnia zbio­rą się na przy­stan­ku, gdzie zgi­nął An­drzej Struj, o godz. 9.45. Kwa­drans póź­niej zło­żą kwia­ty w miej­scu tra­ge­dii, po­tem po­ja­dą na grób swo­je­go ko­le­gi na Cmen­tarzu Pół­noc­nym, gdzie zło­żą kwia­ty i za­pa­lą zni­cze. „Nie or­ga­ni­zu­je­my żad­nych ofi­cjal­nych uro­czy­sto­ści, ale spo­ty­ka­my się nie­ofi­cjal­nie i pry­wat­nie. Wie­my, że każ­dy, kto czu­je ta­ką po­trze­bę w ser­cu, przy­je­dzie do War­sza­wy i bę­dzie tam z na­mi, a je­że­li nie bę­dzie mógł przy­je­chać, to bę­dzie tam z na­mi du­chem i my­śla­mi" – pi­szą na Ifp.pl.

Pod ko­niec lu­te­go wy­ro­kiem  za­bój­ców zaj­mie się Sąd Naj­wyż­szy. Ka­sa­cję zło­ży­li obroń­cy ska­za­nych. – Sąd dru­giej in­stan­cji nie roz­po­znał w spo­sób na­le­ży­ty skła­da­nych ar­gu­men­tów ape­la­cji. Pod­no­si­łem w niej kil­ka­na­ście kwe­stii – tłu­ma­czy nam Ra­do­sław Ba­szuk, obroń­ca Paw­ła Rów­ne­go. W są­dzie ape­la­cyj­nym chciał zwro­tu spra­wy do pierw­szej in­stan­cji. Uwa­żał bo­wiem, że je­go klient tyl­ko po­ma­gał No­wa­ko­wi oswo­bo­dzić się z uści­sku po­li­cjan­ta.

A gdy zo­ba­czył nóż w rę­ku ko­le­gi, po pro­stu uciekł.

Życie Warszawy