Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jak skuszono urzędnika

Izabela Kacprzak, Grazyna Zawadka 06-02-2017, ostatnia aktualizacja 06-02-2017 07:34

Kulisy reprywatyzacji jednej z najdroższych działek w Warszawie i misternej intrygi adwokatów.

Od zwrotu działki pod przedwojennym adresem: Warszawa,  ul. Chmielna 70, zaczęła  się afera reprywatyzacyjna.
autor: Robert Gardziński
źródło: Fotorzepa
Od zwrotu działki pod przedwojennym adresem: Warszawa, ul. Chmielna 70, zaczęła się afera reprywatyzacyjna.

2,5-milionowa łapówka ukryta w udziałach w nieruchomości pod Zakopanem za zwrot cennej działki przy pl. Defilad w Warszawie – taką tezę postawiła wrocławska prokuratura i CBA w śledztwie dotyczącym bulwersującej reprywatyzacji w stolicy. Wagę dowodów śledczych właśnie ocenił sąd, dając zgodę na areszt czterech podejrzanych. „Rzeczpospolita" ujawnia kulisy misternej operacji, w której wzięli udział podejrzani: Robert N., adwokat zajmujący się roszczeniami reprywatyzacyjnymi w Warszawie, Jakub R., były już zastępca dyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami (BGN) w stołecznym ratuszu, jego rodzice Wojciech R. i Alina D. oraz właściciel firmy architektonicznej Mariusz L.

Zawoalowana łapówka

Działka przy pl. Defilad koło Pałacu Kultury i Nauki ma wartość wyjątkową. Przed wojną miała adres Chmielna 70, jej większościowym właścicielem był Duńczyk Martin Holger. Mecenas Robert N. w imieniu swoich mocodawców starał się w BGN o zwrot tego gruntu. Zdaniem prokuratury i CBA obietnicę łapówki N. złożył urzędnikowi między majem 2012 r. a grudniem 2013 r. Skąd to wiadomo?

15 listopada 2012 r. Jakub R. wydał decyzje o ustanowieniu użytkowania wieczystego dla działek przy pl. Defilad. Właścicielami gruntu stali się Grzegorz M., Marzena K. (siostra Roberta N.) i Janusz P. (znajomy Roberta N.). Dyrektor R. nie powinien wydać decyzji o zwrocie, bo Duńczykowi przyznano za grunt odszkodowanie od państwa. Informacja o tym, przesłana z Ministerstwa Finansów, od 2011 r. była w posiadaniu BGN.

Według śledczych na bezprawnej decyzji urzędnika miasto straciło 62 mln zł, ale na rynku grunt wart jest dwa razy więcej.

Tuż potem Jakub R. odszedł z urzędu. Łapówka, jaką miał przyjąć za wydanie decyzji, była zakamuflowana udziałami w nieruchomości w Kościelisku pod Zakopanem. Chodzi o willę Salamandra. – To posiadłość wyjątkowa, stanowiła część ogromnego kompleksu, który po wojnie należał do Skarbu Państwa i był w zarządzaniu Ministerstwa Obrony Narodowej – opowiada  Bohdan Pitoń, wójt Kościeliska. Od lat niszczała, aż zainteresował się nią Robert N.

Wyłudzona Salamandra

Jak Robert N. odnalazł mieszkających w Kanadzie i Londynie spadkobierców właścicieli willi – nie wiadomo. We wrześniu 2009 r. został pełnomocnikiem kanadyjskiej linii spadkobierców. Zaś Alina D. (matka Jakuba R.), z zawodu adwokat, została pełnomocnikiem ich brytyjskiej linii.

Choć mecenasi mieli działać w interesie klientów, to wspólnie działali przeciwko nim, by wyłudzić cenną nieruchomość – twierdzi prokuratura.

– Spadkobiercy nigdy nie byli w Kościelisku, nie znali wartości rynkowej posiadłości, procedur reprywatyzacyjnych. Łatwo było ich wprowadzić w błąd – mówi osoba znająca kulisy sprawy.

W efekcie spadkobierczyni z Kanady za 1,5 mln zł  sprzedała swoją część spadku. Przez podstawioną osobę (Mariusza L., architekta) kupili go rodzice Jakuba R. W istocie spadek był wart ok. 15 mln zł – twierdzą prokuratura i CBA.

Spadkobierczyni miała zostać oszukana, i to perfidnie – wynika z ustaleń śledczych. Była przekonana, że pozbywa się tylko swoich udziałów w połowie nieruchomości w Kościelisku. Ale wprowadzona w błąd sprzedała cały należący do niej spadek – także swój udział w cennym gruncie w Warszawie i dużo warte roszczenia odszkodowawcze za bezumowne korzystanie z gruntu w Tatrach.

Identyczny manewr wykonano wobec trójki spadkobierców z Londynu – tu połowę udziałów w nieruchomości w Kościelisku kupił za 1 mln 450 tys. zł adwokat Robert N. To nie koniec. Brytyjscy spadkobiercy – twierdzą śledczy – wprowadzeni w błąd przez swoją pełnomocniczkę, zbyli na rzecz męża Aliny D. – Wojciecha R. (czyli ojca stołecznego urzędnika), roszczenia odszkodowawcze za bezumowne korzystanie z nieruchomości w Tatrach i roszczenia do działki w stolicy. Roszczenia warte ponad 10,5 mln zł były sprzedawane za ...60 tys. zł.

Tego samego dnia Alina D. odkupiła te roszczenia od męża i sprzedała je synowi. Prokuratura szacuje, że brytyjscy spadkobiercy stracili łącznie 27 mln zł.

Cała piątka – adwokaci, urzędnik i jego ojciec oraz architekt w roli „słupa" – mają m.in. zarzuty oszustwa. Mecenas Robert N. także zarzut wręczenia łapówki, a urzędnik Jakub R. – jej przyjęcia.

Fałszywka w sądzie

Rodzice urzędnika połowę posiadłości w Kościelisku sprzedali synowi (za 960 tys. zł, choć jej wartość wynosiła ok. 4,5 mln zł).

W grudniu 2013 r. nowi właściciele Salamandry Jakub R. i Robert N. sprzedali ją za 8,8 mln zł zakopiańskiemu biznesmenowi, który z procederem nie miał nic wspólnego. Choć mieli równe udziały w nieruchomości, to pieniądze z transakcji podzielili nierówno. Robert N. otrzymał 1,9 mln zł, a Jakub R. – 6,9 mln zł. To nie miało „żadnego ekonomicznego uzasadnienia" – twierdzą śledczy.

Urzędnik otrzymał na czysto 2,5 mln zł więcej niż mecenas. To według śledczych była łapówka za decyzje dotyczące działek przy pl. Defilad.

Apetyt podejrzanych – adwokatów Aliny D. i Roberta N. – mógł być większy. Śledczy wykryli, że podczas procesu o spadek po drugiej żonie generała Tadeusza Kasprzyckiego (jego córka była właścicielem willi przed wojną), który się toczył przed sądem w Warszawie, jedno z pełnomocnictw było sfałszowane. Podrobić je miał Robert N., a okazać w sądzie Alina D.

Jak odkryto, że to fałszywka? Spadkobierczyni w dniu rzekomego podpisania pełnomocnictwa nie była w Warszawie, nie miała  kontaktu z mecenasem N. i nawet nie wiedziała, że toczy się sprawa o taki spadek. W dodatku podany na pełnomocnictwie z datą 2011 r. adres spadkobierczyni był od 2008 r. nieaktualny.

To wersja prokuratury. Jakie jest stanowisko podejrzanych – nie wiadomo. Wyjaśnień odmówił tylko Jakub R.

Jesienią 2016 r. sąd zakazał sprzedaży gruntu przy pl. Defilad. Po wybuchu afery troje jego właścicieli zadeklarowało, że są gotowi go zwrócić.

Mec. Grzegorz Majewski zawiesił się w funkcji dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej, a Marzena K. odeszła z resortu sprawiedliwości – ciążą na niej zarzuty składania fałszywych oświadczeń majątkowych. Nie wpisała do nich m.in. posiadania gruntu przy pl. Defilad.

CBA nie powiedziało ostatniego słowa. Prokurator generalny Zbigniew Ziobro zapowiedział, że „należy się spodziewać kolejnych zatrzymań".

"Rzeczpospolita"