Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Prędkość w Polsce zabija

Wiktor Ferfecki 15-05-2017, ostatnia aktualizacja 15-05-2017 07:51

Wzrosła liczba śmiertelnych wypadków na polskich drogach. Powód? Likwidacja części fotoradarów.

Przyczyną wzrostu liczby wypadków była nadmierna prędkość. Liczba wypadków z udziałem pieszych się bowiem nie zmieniła.
źródło: Fotolia
Przyczyną wzrostu liczby wypadków była nadmierna prędkość. Liczba wypadków z udziałem pieszych się bowiem nie zmieniła.

W 2016 roku wskutek wypadków na polskich drogach śmierć poniosło 3026 osób, o 88 więcej niż przed rokiem – wynika z rządowego opracowania „Stan bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz działania realizowane w tym zakresie w 2016 roku". Dane są alarmujące, bo doszło do przełamania wieloletniej tendencji.

Od 2011 roku liczba zabitych na polskich drogach regularnie spadała. Podobnie było z liczbą ciężko rannych. Jednak w poprzednim roku było ich 12 109 , co oznacza wzrost aż o 909 osób.

Wskaźniki coraz dalej odbiegają od celów zawartych w Narodowym Programie Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Liczba ofiar śmiertelnych w 2016 roku przekroczyła zakładaną wartość o 15,8 proc., a liczba ciężko rannych o 43,1 proc.

Polska spada też w unijnych statystykach. Dwa lata temu, biorąc pod uwagę liczbę zabitych na 100 tys. mieszkańców, byliśmy w Europie na szóstym miejscu od końca, a w 2016 roku przesunęliśmy się o dwie pozycje w dół. Mniej bezpiecznie jest tylko na Łotwie, w Rumunii i Bułgarii.

Dlaczego rok 2016 był tak zły? Sekretariat Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, który przygotował rządowy raport, przedstawia trzy główne powody: wyłączenie w dniu 1 stycznia 2016 roku około 400 fotoradarów wykorzystywanych przez samorządy, znacznie częstszy wybór przez Polaków miejsc letniego wypoczynku na terenie kraju oraz stosunkowo korzystne ceny paliw.

Łukasz Zboralski, redaktor naczelny portalu BRD24.pl o bezpieczeństwie w ruchu drogowym, zgadza się, że wpływ na fatalne wyniki w 2016 roku mogło mieć kilka czynników. – Nastąpił szybki wzrost liczby osób, które uzyskały prawo jazdy, co miało związek z zapowiedzią zaostrzeniem egzaminów. Dochodzi do tego duże zwiększenie liczby zarejestrowanych po raz pierwszy, zazwyczaj używanych pojazdów. A więc na drogi ruszyło więcej niedoświadczonych kierowców – zauważa. – Jednak nie ma co ukrywać, że podstawowym powodem było prawdopodobnie odebranie fotoradarów samorządom – dodaje.

Decyzja zapadła pod koniec rządów PO. W efekcie na drogach pozostały tylko urządzenia obsługiwane przez Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD). Za zmianą głosowało 404 posłów ze wszystkich klubów. – Decyzji nie podjęliśmy pochopnie. Zorganizowałem na ten temat kilka posiedzeń komisji, podczas których przeprowadziliśmy głębokie debaty z udziałem profesorów, w oparciu o analizy m.in. Instytutu Transportu Samochodowego – mówi poseł PO Stanisław Żmijan, który w tamtym czasie szefował sejmowej Komisji Infrastruktury. – Uważam więc, że przyczyn pogorszenia stanu bezpieczeństwa na drogach w 2016 roku jest dużo więcej – dodaje.

O tym, że decydujący wpływ mogło mieć odebranie gminnych fotoradarów, mogą jednak świadczyć inne dane zawarte w raporcie. Wynika z niego, że nastąpił wyraźny wzrost wypadków śmiertelnych powodowanych przez kierowców, przy jednoczesnym spadku takich zdarzeń, w których winę ponoszą piesi. W grupie wszystkich wypadków zwiększył się udział tych spowodowanych niedostosowaniem prędkości do warunków w ruchu drogowym, oraz takich, których sprawcami byli motocykliści.

Zresztą o tym, że fotoradary są skuteczne, mówią badania zlecone przez Główny Inspektorat Transportu Drogowego. Wynika z nich, że w miejscach, gdzie zainstalowano takie urządzenia obsługiwane przez CANARD, liczba ofiar śmiertelnych spadła o 52 proc.

Wiceminister infrastruktury Jerzy Szmit mówi, że obecnie rząd stawia na zwiększenie liczby fotoradarów w gestii Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym. – Trwają rozmowy na temat przekazywania takich urządzeń, użytkowanych dotąd przez samorządy – dodaje.

Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa liczy też na to, że skutki zacznie przynosić Program Likwidacji Miejsc Niebezpiecznych, na który idzie kilkaset milionów złotych rocznie. Resort chce też zwiększyć bezpieczeństwo tzw. niechronionych uczestników ruchu. Dlatego zlecił niedawno opracowanie wytycznych do organizacji bezpiecznego ruchu rowerowego.

Zawieszono za to prace nad zniesieniem marginesu tolerancji fotoradarów, który dziś wynosi on ok. 10 km/godz. – Przez lata był trend, by podnosić kary i represyjnie egzekwować przepisy. Na pewno przyniosło to skutki, ale nadszedł czas, by poddać ten kierunek analizie – mówi Szmit.

Wiceminister dodaje, że jest optymistą. – Z danych za ten rok wynika, że trend wzrostowy nie jest utrzymany – podkreśla.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: w.ferfecki@rp.pl

"Rzeczpospolita"