Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Pułapka na właścicieli gruntów

Grazyna Zawadka 16-05-2017, ostatnia aktualizacja 16-05-2017 08:50

Brali milionowe pożyczki pod zastaw cudzej ziemi. Szajka wyłudzała nie tylko pieniądze, ale też dokumenty.

Oszuści podszywali się pod właścicieli i zaciągali pożyczki.
źródło: Fotolia
Oszuści podszywali się pod właścicieli i zaciągali pożyczki.

Działki z możliwością zabudowy, położone głównie w stolicy, padły łupem zorganizowanej grupy przestępczej, która dopuszczała się wyrafinowanego oszustwa. Sprawcy, podszywając się pod właścicieli nieruchomości i wykorzystując ich dane, zdobywali oryginalne dokumenty, po czym zaciągali pożyczki pod zastaw ziemi. W tym procederze poszkodowany jest zarówno legalny właściciel działki, jak osoba lub firma, która udzieliła pożyczki.

– Dotychczas zarzuty oszustwa wobec mienia znacznej i wielkiej wartości, a także posługiwania się podrobionymi dokumentami postawiliśmy 17 osobom, w tym mężczyźnie pełniącemu w procederze kierowniczą rolę – mówi „Rzeczpospolitej" Michał Dziekański, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Schemat działania sprawców zawsze był podobny. Szajka dzięki licznym, dotąd nieustalonym, kontaktom zdobywała dane o atrakcyjnej działce i jej właścicielu. Na jego nazwisko tzw. słupowi (podstawionej osobie) wyrabiano fałszywy dowód osobisty. Z takim dokumentem tożsamości „słup" szedł do sądów i urzędów, gdzie udając właściciela, pobierał wszystkie oryginalne dokumenty dotyczące nieruchomości – m.in. wypisy z ksiąg wieczystych czy mapy geodezyjne.

Jednocześnie grupa poszukiwała inwestora, który zgodzi się udzielić pożyczki zabezpieczonej nieruchomością. Kiedy to się udało, podpisywano umowę u notariusza.

– Osoba podstawiona przez grupę przestępczą podczas transakcji posługiwała się podrobionym dowodem osobistym, wykazywała się doskonałą wiedzą co do stanu prawnego nieruchomości, jej położenia i celu pożyczki. Takie przygotowanie nie budziło podejrzeń inwestorów oraz notariusza – mówi prokurator Dziekański.

Przestępcy odbierali pieniądze w gotówce lub trafiały one na ich konto, po czym znikali. Ustalonych rat nie spłacali, więc działki przechodziły na własność osób prywatnych lub instytucji finansowych, które udzielały pożyczek.

Wśród poszkodowanych jest m.in. Urszula L., mająca nieruchomość w dzielnicy Białołęka w Warszawie. Sprawcy zainteresowali się jej ziemią po tym, kiedy kobieta dała ogłoszenie o sprzedaży. W sobie znany sposób oszuści pozyskali personalia właścicielki, jej numer dowodu i zdobyli dokumenty dotyczące gruntu. Potem wzięli pożyczkę pod zastaw. Urszula L. o tym, że ktoś pojawił się na jej działce i udaje właściciela, dowiedziała się od sąsiadki.

Pod Urszulę L. podszyła się niejaka Bożena K., pełniąca rolę „słupa". Policja zatrzymała oszustkę z fałszywym dowodem i prawem jazdy, kiedy wraz z nadzorującą ją członkinią gangu jechały terenowym samochodem.

– Kobiety właśnie wracały po sfinalizowaniu transakcji. Usłyszały miedzy innymi zarzut oszustwa i wyłudzenia od notariusza poświadczającego nieprawdę aktu notarialnego dokumentującego transakcję przewłaszczenia nieruchomości – mówi Michał Dziekański. Niedawno kobiety zostały skazane.

Pieniądze – ok. 300 tys. zł – trafiły do członków szajki.

Co ciekawe, Urszula L. padła ofiarą podobnego przestępstwa także w 2010 r. – wtedy działkę bez jej wiedzy sprzedał jej fałszywy pełnomocnik.

Teraz się okazuje, że skala procederu jest szersza, a oszustw polegających na braniu pożyczek pod zastaw cudzych gruntów było więcej. Jedną z firm, które udzieliły pożyczki, gang usiłował oszukać na kwotę 4 mln zł. W przypadku osób prywatnych kwoty sięgały ok. 200–300 tys. zł. Legalni właściciele nie mieli pojęcia, że ich grunty są przedmiotem przestępczego obrotu. Teraz muszą składać wnioski o unieważnienie umów.

O kierowanie szajką jest podejrzany Sebastian R. – niekarany, ale powiązany ze zorganizowaną przestępczością.

Pierwsi członkowie grupy wpadli jesienią 2016 r., kolejni w tym roku. To nie koniec.

– Śledztwo jest rozwojowe, a podszywanie się pod właścicieli nieruchomości to tylko jeden z jego wątków – podsumowuje prok. Dziekański. ©℗

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: g.zawadka@rp.pl

"Rzeczpospolita"