Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jak „Uzi” trząsł bankiem

Grazyna Zawadka, Izabela Kacprzak 23-06-2017, ostatnia aktualizacja 23-06-2017 10:05

„Mózg" wyłudzeń Dariusz U. i byłe kierownictwo Banku Spółdzielczego w Nadarzynie oskarżeni.

autor: Marcin Zubrzycki
źródło: Fotorzepa

Prokuratura skierowała do sądu pierwszy akt oskarżenia w sprawie gigantycznych wyłudzeń kredytów z Banku Spółdzielczego w Nadarzynie.

Na pierwszy ogień wzięła 11 osób z byłego kierownictwa banku, które lekką ręką przydzielały miliony, oraz przedstawicieli spółek wyłudzających kredyty. W tym gronie są także zaangażowani w ten proceder rzeczoznawcy.

– Działania oskarżonych doprowadziły do wyrządzenia szkody majątkowej w wielkich rozmiarach w majątku Banku Spółdzielczego w Nadarzynie, w wysokości ponad 38 mln zł – mówi „Rzeczpospolitej" Agnieszka Zabłocka-Konopka, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Warszawie.

Miliony wyciekają

Ta prokuratura, przy udziale CBA, prowadzi wielowątkowe śledztwo dotyczące wyprowadzenia z dwóch banków: Spółdzielczego w Nadarzynie i SK Banku w Wołominie, łącznie ponad 2,7 mld zł. Dokonywano tego przez sieć spółek, a „mózgiem" procederu – według śledczych – był Dariusz U. ps. Uzi, człowiek o rozległych znajomościach.

Szedł jak burza – w banku w Nadarzynie składał wnioski o kredyty i gwarancje na różne projekty inwestycyjne dla swoich spółek. Niemal z automatu akceptowało je szefostwo banku, choć wyceny nieruchomości, pod których zastaw udzielano kredytów, przewyższały nawet kilkaset razy ich prawdziwą wartość.

Jak wielkie były to dysproporcje, świadczy jeden z przypadków przywołany w akcie oskarżenia – nieruchomość wartą 51 tys. zł rzeczoznawca wycenił na blisko 16 mln zł.

Działki i budynki, pod które brano kredyty, były rozrzucone po kraju. – Położone w woj. śląskim, warmińsko-mazurskim, dolnośląskim i kujawsko-pomorskim – wylicza prok. Zabłocka-Konopka. – Najczęściej były odległe od miast i obejmowały pola, łąki, kopalnie żwiru i torfu, zabytki w postaci budynków pałacowych – dodaje rzeczniczka.

Żyłą złota były gwarancje bankowe. Np. jedna ze spółek U. dzięki takiej gwarancji dostała z banku blisko 3 mln zł.

Nadużycia były możliwe dzięki władzom banku, które współdziałały w oszustami – uważają śledczy. – Nie badano należycie sytuacji finansowej wnioskodawców, ich faktycznej zdolności kredytowej i tego, czy są w stanie spłacić kredyty – podkreślają.

Obecny akt oskarżenia objął więc m.in. byłą prezes banku w Nadarzynie Wiesławę R. oraz Annę P., p.o. prezesa zarządu banku.

Dariusz U. w proceder wciągnął też swoje dzieci – córkę Katarzynę i syna Sebastiana, reprezentujących spółki, które wyłudzały środki. Oboje przyznali się do zarzutów – Katarzynę objęto aktem oskarżenia (przyznała się tuż przed posłaniem go do sądu), Sebastian U. chce wyroku bez procesu.

„Dojenie" banku nie byłoby możliwe, gdyby nie rzeczoznawcy, którzy w operatach zawyżali wartość gruntów zabezpieczających kredyty. Oskarżenie objęło Witolda P., Krystynę M. oraz Elizę D.

– Wszyscy oskarżeni działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej – mówi prok. Agnieszka Zabłocka-Konopka.

Gdzie się podziały zagarnięte miliony – śledczy ustalają. Bank w Nadarzynie i SK Bank w Wołominie upadły.

Dariusz U. – jak wynika z aktu oskarżenia – ma 27 zarzutów, w tym wyłudzenia środków znacznych rozmiarów.

Jemu i pozostałym grozi do dziesięciu lat więzienia.

Biznesowy Midas

W czym tkwi tajemnica wielkich wpływów Dariusza U.? – Chwalił się szerokimi kontaktami towarzysko-biznesowymi sięgającymi Komisji Nadzoru Finansowego – mówili świadkowie i podejrzani, którzy śledczym przyznali się do nadużyć. – Dotąd nie udało się procesowo potwierdzić, czy U. istotnie miał wpływy w KNF – mówi jeden ze śledczych.

56-letni dziś Dariusz U., z wykształcenia technik energetyk, to właściciel lub prezes kilkunastu spółek, głównie wydmuszek, na które brał kredyty. Według „Gazety Finansowej" U., ps. Uzi, to były oficer Wojskowych Służb Informacyjnych, który był z pierwszym polskim kontyngentem wojskowym w Sarajewie.

Jak jeden człowiek za pomocą sieci spółek wyciągnął z małego banku w Nadarzynie miliony złotych na fałszywe gwarancje i zastawy? – Spółdzielcze banki prowadzą inną politykę wobec klienta, który przedstawia się jako duży, prężny biznesmen, dodatkowo opowiadający o szerokich kontaktach w służbach i nadzorze finansowym. Taki klient strategiczny jest „dopieszczany", np. od razu poznaje prezesów i radę nadzorczą. Tak było i tutaj – tłumaczy Krzysztof Galimski, dziennikarz „Gazety Finansowej" i autor wielu publikacji na temat Dariusza U.

Opinia „biznesowego Midasa" zaczęła się kruszyć, kiedy spółki U. zaczęły zalegać ze spłatami rat. – Wtedy pokazywał swoją drugą, mniej przyjemną twarz. Na przykład prezesowi SK Banku w Wołominie wprost powiedział, że stanie mu się krzywda, jeśli nie przywróci do pracy wiceprezes, która była jego partnerką i odpowiadała za kredyty – mówi Galimski. W SK Banku w Wołominie U. miał zachowywać się jak u siebie.

Dariusz U. w śledztwie nie przyznał się do zarzutów – kwestionuje swoją winę i sprawstwo kierownicze.

Do sądu trafił też wniosek prokuratury o wydanie wyroku skazującego bez rozprawy wobec ośmiu osób (jest wśród nich była wiceprezes banku w Nadarzynie Barbara K. i syn Dariusza U.), którzy przyznali się do zarzutów.

Śledztwo dotyczące obu banków trwa – dotąd 33 osoby mają zarzuty. To nie koniec – zapowiada prokuratura.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorek: i.kacprzak@rp.pl, g.zawadka@rp.pl

"Rzeczpospolita"