Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Z obawy o życie zezna za granicą

Grazyna Zawadka, Izabela Kacprzak 18-07-2017, ostatnia aktualizacja 18-07-2017 10:21

Prokuratura przesłucha kluczowego świadka w sprawie rzekomej korupcji w warszawskim ratuszu.

autor: Sławomir Mielnik
źródło: Fotorzepa

Chodzi o głośne śledztwo w sprawie domniemanego przyjęcia 2,5 mln zł przez urzędników za nieuchwalenie planu zagospodarowania działek na Saskiej Kępie w Warszawie. Po tym jak „Rzeczpospolita" w czerwcu wytknęła prokuraturze, że dotąd nie przesłuchała blogera mogącego mieć informacje o kardynalnym znaczeniu dla sprawy, które zainspirowały śledztwo, nastąpił zwrot – Robert Prystrom został wezwany na 18 lipca do złożenia zeznań.

– Jako świadek zostanie on przesłuchany prawdopodobnie za granicą, gdzie obecnie przebywa. Przygotowujemy wniosek o pomoc prawną zawierający zestaw pytań – mówi Andrzej Dubiel, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.

Robert Prystrom, bloger z Jeleniej Góry, to wieloletni współpracownik dewelopera zainteresowanego zbudowaniem osiedla na tzw. Kamionku. To według niego miało dojść do rzekomej korupcji, co w 2015 r. opisał na swoim blogu. Twierdził, że łapówka miała być wręczona stołecznym urzędnikom w 2008 r. W oparciu o jego informacje doniesienie o korupcji złożył Jan Śpiewak, szef stowarzyszenia, które tropi dziką reprywatyzację. Dzięki zeznaniom blogera uśpione śledztwo może nabrać tempa.

Robert Prystrom ok. dwa lata temu, gdy na blogu podzielił się swoją wiedzą, wyjechał z kraju i skrzętnie ukrywa miejsce pobytu.

„Wystąpiłem do prokuratora, żeby mnie przesłuchano za granicą z uwagi na zagrożenie mojego zdrowia i życia" – napisał w e-mailu do „Rzeczpospolitej", podkreślając, że jego przyjazd byłby „skrajnie niebezpieczny". „Wiedzą, że na mnie urządzono polowanie" – twierdzi Prystrom.

Czy zagrożenie jest realne i czy wzięto je pod uwagę, planując przesłuchanie blogera poza Polską?

– Tego nie komentujemy – ucina prok. Dubiel.

Śledczy badają dwa wątki: rzekomej korupcji i reaktywacji spółki w celu przejęcia wartego fortunę (według wyceny z 2003 r. – 142 mln zł) gruntu na tzw. Kamionku. 32 ha kiedyś należały do belgijskiej spółki Nowe Dzielnice, po wojnie przejęło je państwo. Pod koniec lat 90. o grunt wystąpiła spółka reaktywowana w oparciu o akcje kolekcjonerskie, podając się za spadkobiercę przedwojennego właściciela terenu. Następnie wystąpiła o zwrot ziemi, po czym prawa i roszczenia do niej sprzedała Projekt S (dziś Projekt Saska), w której udziały miała znana firma deweloperska.

Ratusz nie zrobił nic, by podważyć umowę – jej unieważnienie wywalczyła dopiero warszawska prokuratura, blokując oddanie ziemi bezprawnie wskrzeszonej spółce. Sprawa jest tym bardziej bulwersująca, że za mienie zabrane belgijskiej spółce rząd polski wypłacił 43 mln franków belgijskich odszkodowania.

Śledczy z Tarnobrzega badają kulisy bezprawnej reaktywacji Nowych Dzielnic – ustalają kto za nią stał i wykorzystał 474 akcje kolekcjonerskie do przejęcia ziemi. Ustalają także, czy za oddaniem terenu wskrzeszonej spółce stała tylko niekompetencja urzędników czy również łapówka. W 2008 r. radni nie przegłosowali bowiem nowego planu zagospodarowania dla tego terenu, co miało być korzystne dla dewelopera.

Prezydent stolicy zapewnia, że nigdy nie przyjęła żadnej łapówki.

"Rzeczpospolita"