Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Morderca popracuje za murem

Izabela Kacprzyk, Grazyna Zawadka 26-07-2017, ostatnia aktualizacja 26-07-2017 08:30

Minister wstrzymuje pracę poza więzieniem dla skazanych za najcięższe przestępstwa.

Obecnie pracuje niemal połowa osadzonych.
autor: Roman Bosiacki
źródło: Rzeczpospolita
Obecnie pracuje niemal połowa osadzonych.

Kontrola Ministerstwa Sprawiedliwości w Zakładzie Karnym we Włocławku i zakaz pracy dla skazanych za morderstwo, gwałty i pedofilię – to efekty głośnej publikacji „Rzeczpospolitej". Ujawniliśmy, że w maju, w ciągu zaledwie 11 dni podczas pracy na zewnątrz w ramach rządowego programu „Praca dla więźniów" uciekło dwóch skazanych. Jeden z nich odsiadywał wyrok za zabójstwo, drugi za oszustwa i kradzieże. Pracowali w systemie bez konwojenta.

Jak informuje nas Ministerstwo Sprawiedliwości, wiceszef resortu Patryk Jaki „zlecił niezwłoczną kontrolę procedur związanych z zatrudnieniem osadzonych poza terenem zakładu karnego i powtórną analizę i weryfikację skazanych zatrudnionych poza terenem zakładów karnych". – Czynności wyjaśniające w tej sprawie jeszcze trwają – informuje nas mjr Maciej Popławski z Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Bydgoszczy.

Według informacji „Rzeczpospolitej" w dniu naszej publikacji do wszystkich zakładów karnych resort skierował pismo zakazujące wysyłania do pracy bez konwoju osób skazanych za zabójstwa oraz rozboje. – Następnego dnia wycofano się jednak z restrykcji wobec osadzonych za rozboje, bo stanowią dużą grupę w polskich więzieniach, a zapotrzebowanie na ich pracę jest ogromne – mówi jeden z funkcjonariuszy więzienia.

Milena Domachowska z biura prasowego ministra sprawiedliwości potwierdza, że wiceminister Jaki zlecił „zatrudnianie osadzonych skazanych za najpoważniejsze przestępstwa przede wszystkim wewnątrz zakładów karnych".

Z ustaleń „Rzeczpospolitej" wynika, że uciekinier-zabójca (do dziś nieodnaleziony) nie powinien być wysyłany do pracy bez konwoju, bo nigdy nie był na przepustce. Z kolei drugi osadzony pochodził z miejscowości, w której pracował.

Rządowy program „Praca dla więźniów", który ruszył jesienią 2016 r., jest oczkiem w głowie wiceministra Patryka Jakiego. Zakłada, by jak najwięcej skazanych pracowało. „Osoby przebywające w więzieniach za jakiś czas wyjdą na wolność, a praca poza terenem zakładu karnego to najlepsza forma sprawdzenia ich funkcjonowania na wolności" – tłumaczy resort.

Ponadto część ich wynagrodzeń idzie m.in. na Fundusz Aktywizacji Zawodowej Skazanych, z którego opłaca się 35 proc. kosztów ich zatrudnienia oraz finansowanie budowy hal produkcyjnych, w których mają być zatrudniani osadzeni. Ma ich powstać w Polsce 40.

Obecnie pracuje blisko 35 tys. osób pozbawionych wolności – ponad połowa osadzonych. Zainteresowanie pracodawców jest ogromne. – Pracownika-więźnia można zwolnić bezzwłocznie, odpada więc konieczność zachowania terminów wypowiedzenia. Po przepracowaniu roku osadzonemu przysługuje 14 dni wolnych od pracy, a nie 26 jak w przypadku pracownika „wolnościowego". Wynagrodzenie przysługuje jedynie za faktycznie wykonaną pracę – opowiada jeden z funkcjonariuszy.

Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości w 2016 r. skazani przepracowali w skali kraju 4 mln 659 tys. roboczogodzin wartych ponad 51 mln złotych.

Wyjazdy do pracy poza mury więzienia są świetną okazją do ucieczek. W 2014 r. oddaliło się w ten sposób 244 więźniów, w 2015 r. – 179, w 2016 – 163. Do początku lipca tego roku – już 117.

Ministerstwo Sprawiedliwości zapewnia nas, że oddaleń skazanych z miejsca pracy poza zakładem karnym jest jedynie 0,2 proc. – Jest to jeden z najniższych odsetków od lat – twierdzi Domachowska.

"Rzeczpospolita"