Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Niewolnicy w lokalach Warszawy

Izabela Kacprzak 05-04-2018, ostatnia aktualizacja 05-04-2018 10:04

Kilkaset złotych za 350 godzin pracy – tak w znanych restauracjach harowali Ukraińcy i Białorusini.

Ukraińcy i Białorusini niewolniczo pracowali w dziesięciu warszawskich lokalach
źródło: Shutterstock
Ukraińcy i Białorusini niewolniczo pracowali w dziesięciu warszawskich lokalach

Mieli zarabiać w Polsce 8–9 zł za godzinę. Zamiast tego za ciężką pracę po kilkanaście godzin dziennie dostawali miesięcznie 800 zł. Resztę zgarniali „pośrednicy", którzy werbowali Ukraińców i Białorusinów do pracy w warszawskich restauracjach.

– To przykład współczesnego niewolnictwa – mówi nam jeden ze śledczych warszawskiej prokuratury, która rozbiła grupę trudniącą się handlem ludźmi do przymusowej pracy.

45-letni Mirosław K., z zawodu mechanik samochodowy, znalazł łatwy sposób zarabiania ogromnych pieniędzy na pracy innych ludzi – cudzoziemców zza wschodniej granicy, którzy są poszukiwani do pracy w Polsce. W ściąganiu chętnych pomagał mu 33-letni Borys S., obywatel Ukrainy, informatyk i finansista po studiach, który sam zaczynał pracę dla K. w jednej z restauracji.

Obiecywali dużo. Na miejscu okazywało się, że warunki pracy różniły się od tych, w których zmuszeni byli pracować cudzoziemcy.

350 godzin

Zdaniem prokuratury Mirosław K. i Borys S. wyszukiwali za granicą ludzi w bardzo trudnej sytuacji życiowej i finansowej, którzy nie znali procedur obowiązujących w Polsce dotyczących zatrudniania obcokrajowców czy legalizacji ich pobytu. – Trafiali oni do lokali gastronomicznych na terenie Warszawy, gdzie byli wykorzystywani do wielogodzinnej pracy, po ponad 350 godzin w miesiącu – mówi prok. Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Mirosław K. oszukiwał pracowników na wynagrodzeniu. Albo nie płacił im pensji w terminie, albo jego wypłata była uzależniana od dalszego świadczenia pracy. – To powodowało, że pracownicy nie mogli odejść, bo straciliby ów „dług", jaki miał K. wobec nich – tłumaczy prok. Łapczyński.

K. i S. stosowali wobec zatrudnionych przemoc psychiczną, inwektywy, nakładali także kary finansowe w przypadku niepodporządkowania się poleceniom. Grozili wycofaniem oświadczeń o ich zatrudnieniu i wypełnieniem blankietów wekslowych i zawarciem umów pożyczek na ich dane osobowe. To nie wszystko, jak podkreśla prok. Łapczyński, „osoby zwerbowane do pracy zamieszkiwały w hotelach robotniczych oraz prywatnych mieszkaniach na terenie Warszawy wynajętych przez organizatorów procederu, co umożliwiało podejrzanym pełną kontrolę życia oraz podporządkowanie pracowników zza wschodniej granicy".

Niewolniczy proceder trwał od lipca 2015 r. do października 2016 r. – w sidła Mirosława K. i Borysa S. wpadło 15 obywateli Ukrainy i Białorusi. Udało się to ujawnić funkcjonariuszom Straży Granicznej Warszawa-Okęcie przy współpracy z prokuraturą.

Mirosław K. został zatrzymany w październiku 2016 r. – czeka na proces w areszcie.

Handel ludźmi

Borys S. poszedł na współpracę z prokuraturą – przyznał się do zarzutów i złożył obszerne wyjaśnia, w których opisał szczegóły przestępstw. Okazało się, że sam był ofiarą K. Pracę dla Mirosława K. rozpoczął w 2015 r. – początkowo jako pracownik fizyczny w restauracji. Po jakimś czasie pracodawca zaproponował mu pracę w charakterze nadzorcy nad pozostałymi pracownikami oraz werbownika ściągającego kolejne osoby do pracy.

Obaj są oskarżeni o zbrodnię handlu ludźmi i doprowadzenie do podpisania dokumentów uzależniających ekonomicznie pokrzywdzonych od oskarżonych – Prokuratura Okręgowa skierowała do Sądu Okręgowego w Warszawie akt oskarżenia przeciwko nim. Przestępstwo to jest zbrodnią zagrożoną karą pozbawienia wolności od 3 do 15 lat bez możliwości zawieszenia.

Borys S. został też oskarżony o przywłaszczenie paszportu innej osoby oraz ukrycie dokumentów, a Mirosław K. o podżeganie do składania fałszywych zeznań – nakłaniał pokrzywdzoną do złożenia przychylnych mu zeznań.

Mirosław K. nie przyznał się do zarzucanych mu przestępstw i skorzystał z prawa do odmowy złożenia wyjaśnień. Na poczet grożących kar i obowiązków naprawienia szkody prokurator dokonał zabezpieczenia majątkowego na kwotę prawie 50 tys. zł.

Na liście dziesięciu warszawskich lokali, które korzystały z pracy cudzoziemców ściąganych przez firmę Mirosława K., są również te bardzo znane, ale jak zapewnia prokuratura, ich właściciele nie mieli świadomości, że Mirosław K. nie płaci cudzoziemców za pracę i traktuje ich jak niewolników.

– Część z nich kiedy się o tym dowiedziała, zatrudniła cudzoziemców na normalne umowy o pracę – podkreśla prok. Łapczyński.

"Rzeczpospolita"