r e k l a m a

Działkowcy: Ogródki na własność? Ależ skąd, to próba cichej likwidacji

Monika Górecka-Czuryłło 18-04-2008, ostatnia aktualizacja 18-04-2008 22:05

„Uwłaszczyć działkowców” – to hasło, które padło w tym tygodniu w Sejmie. Zamiast wzbudzić entuzjazm, wywołało niepokój.

autor: Dudek Jerzy
źródło: Fotorzepa

Zgodnie z pomysłem działkowcy mieliby dostać swoje ogródki na własność. Wydawałoby się, że pomysł wywoła entuzjazm wśród działkowców. Wzbudził jednak niedowierzanie, a nawet lęk.

Obawa pierwsza: to zamach na nasz związek

Działkowcy podejrzewają, że pomysł uwłaszczenia to próba cichej likwidacji Polskiego Związku Działkowców zarządzającego ogrodami w stolicy. Zrzeszenie reprezentuje interesy ok. 30 tys. rodzin w Warszawie (tyle posiada w stolicy działki).

– Jak każdy dostanie na własność te 300-500 metrów ziemi, to związek nie będzie potrzebny. I kto nas będzie wówczas bronił przed zakusami miasta na nasze działki – pyta zdenerwowana Jadwiga Skrzepińska, szefowa ogrodu działkowego na Kole.

Dodaje, że związek zapewniał prawników, którzy reprezentowali działkowców zarówno w sądach – jak i negocjacjach finansowych z miastem. A pomoc prawna bardzo jest działkowcom potrzebna. Ponad 160 rodzin jest w sporze z miastem. W 2005 r. ratusz zażądał od nich wydania nieruchomości lub podpisania krótkoterminowych umów użytkowania ogrodów.

– Te pozwy uniemożliwiły nam zasiedzenie gruntu, na którym jesteśmy od kilkudziesięciu lat – przyznaje zdenerwowany szef warszawskiego oddziału Polskiego Związku Działkowców Antoni Kostrzewa. – Na krótkie umowy przystać nie mogliśmy. Po ich wygaśnięciu nie mielibyśmy żadnego prawa do gruntów.

Po protestach działkowców ratusz zawiesił sprawy na trzy lata. Teraz będzie je wznawiał. Jest już podpisany wniosek do sądu w tej sprawie. W ciągu dwóch, trzech miesięcy działkowcy mogą spodziewać się pozwów. Ratusz zapowiada, że w przypadku, gdy wygra, będzie wnioskował o eksmisję.

– Czy będą wykonywane na razie nie zdecydowaliśmy – mówi dyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami Marcin Bajko. Dodaje jednak, że póki ogrodu działkowego nie ma w miejscowym planie zagospodarowania, żadnych umów z działkowcami nie podpisze. Planów na razie nie ma. Studium, na podstawie którego przygotowywane są plany, zakłada zachowanie 50 proc. istniejących ogrodów, ale jako tzw. zieleni miejskiej.

Obawa druga: chcą zabrać nam ogródki

– Wszystkie pomysły, czy to miasta czy posłów, zmierzają do likwidacji ogrodów. Bądź oficjalnie w sądzie, bądź w sposób zawoalowany, jak pomysł z uwłaszczeniem – ubolewa Kostrzewa.

Działkowcy przyznają, że jeśliby do niego doszło, to wiele ogrodów mogłoby ulec likwidacji. – Deweloperzy zaproponowaliby wysokie ceny, ludzie by się na nie zgodzili i po ogrodzie – mówi Strzepińska.– Może pieniądze niektórych omamią – przypuszcza Ryszard Niedbała z ogrodu przy ul. Żwirki i Wigury. – W rejonie mojego ogródka deweloper kupi grunt za 1 tys. dolarów za mkw.

– To absurd – uspokaja Andrzej Brochocki z firmy doradczej Brochocki Nieruchomości. – Nie wyobrażam sobie dewelopera, ktory negocjuje z kilkoma setkami emerytów. To niewykonalne.

Działkowcy z niepokojem obserwują propozycje dotyczące zmian w ustawie o działkach. Obecna, w przypadku likwidacji ogrodu, zapewnia im zwrot kosztow tzw. naniesień, czyli roślin i domku, oraz przyznanie terenu zastępczego. Musi być na to zgoda Polskiego Związku Działkowców.

Życie Warszawy