Chcą budować w lesie
Nieruchomości. Dziadek miał parcelę budowlaną. Wnuk w tym miejscu budować nie może. Został z lasem. Miejscy urzędnicy już od 1,5 roku próbują sprawę rozwiązać. Bezskutecznie. Dodatkowe kłody rzuca marszałek.
Mieli pod dom plac, został im się ino las – pisaliśmy półtora roku temu. Wtedy wiceprezydent Jacek Wojciechowicz zapowiedział szybkie utworzenie mapy, na której skonfrontowane będą przedwojenne parcele budowlane z dzisiejszymi lasami. A prezydent miasta powołała specjalny zespół, który miał rozstrzygnąć, w jaki sposób zadośćuczynić osobom, które w wyniku zalesień straciły możliwość wybudowania domu na własnej działce.
Ziemia albo pieniądze?
– Na początku poinformowano nas, że będą brane pod uwagę trzy warianty – przypomina Barbara Kwiecień, która ma dwie działki w Aninie. – Albo w przygotowywanych planach zagospodarowania będzie zapis umożliwiający budowę domów, albo miasto zaproponuje nam działki zamienne. Nie wykluczano też możliwości wykupienia od nas ziemi. Minęło półtora roku i sprawa nie posunęła się ani o krok.
Pani Barbara ma wyjątkowego pecha. Po prawej stronie drogi w Aninie są jednorodzinne d0my. Po lewej, gdzie ma dwie działki o łącznej powierzchni 5,5 tys. mkw., rośnie las. – A w przedwojennych planach była tam willowa dzielnica – wspomina pani Barbara.
Nie ma szczęścia także Witold Korzeniowski. – Przed wojną rodzina miała parcelę budowlaną. Po wojnie posadzili nam las. Już trzecie pokolenie walczy, żeby na własnym gruncie chociaż dom wybudować - mówi Korzeniowski. Takich właścicieli lasów jest w Wawrze, Wesołej, Rembertowie, na Białołęce, a nawet na Bielanach kilkuset. Ze wstępnych szacunków wynika, że w okresie powojennym przymusowo zalesiono ok. 3,5 tys. ha gruntów, w latach 20. i 30. ubiegłego wieku przeznaczonych pod zabudowę. Właściciele tych terenów twierdzą, że na razie żadnych efektów powołanego przez prezydent zespołu, nie widać.
– K0misja pracuje – mówi zniecierpliwiony dyrektor Biura Architektury i Planowania Przestrzennego Marek Mikos. - Przecież takich spraw nie załatwimy w ciągu roku. One są jeszcze bardziej skomplikowane niż sprawy dekretu Bieruta. A on ciągnie się za warszawiakami już 60 lat i nadal niewiele gruntów jest zwróconych.
Prac zespołu broni też jego szefowa, Jolanta Baczewska.
– Musimy znaleźć plany przedwojenne każdej nieruchomości, ustalić właścicieli – wylicza Baczewska. I dodaje, że część transakcji została dokonana już po zalesieniu, więc obecny właściciel wiedział, jaką działkę kupują. – Więc o co ma pretensje? – pyta naczelnik. Uspokaja, że na początku przyszłego roku komisja będzie miała potrzebne opracowania. – Ale jeśli będą odszkodowania, to miasto poniesie duże koszty – mówi Baczewska. – A czas na koszty nie jest dobry – wtóruje dyr. Mikos. I dodaje, że decyzje będą podjęte po zakończeniu rozpatrywania pierwszej partii wniosków. Zespół będzie pracował dalej.
Marszałek nie „odlesia"
– Jakby mało było kłopotów z miastem, teraz dodatkowo marszałek rzuca nam kłody pod nogi – żali się Korzeniowski. I opowiada, że nawet w sytuacji, gdy dana działka w planistycznym studium miasta jest przeznaczona pod zabudowę, to już w miejscowym planie takiego zapisu zrobić nie można.
– Potrzebna jest zgoda Urzędu Marszałkowskiego na zmianę przeznaczenia, czyli odlesienie gruntu. A wszystkie takie wnioski urzędnicy marszałka odrzucają.
Urzędnicy bronią się, powołując na ustawy. Przypominają, że działki, o których mowa w Wawrze i Wesołej, mają status Lasów Ochronnych dla m.st. Warszawy. – A na takich gruntach można wznosić jedynie budynki służące np. gospodarce leśnej, obronności, ochronie zdrowia – czytamy w wyjaśnieniu marszałkowskich urzędników. Z tego zapisu chytrze chce skorzystać Lubomir Jastrzębski, który ma ośmiohektarową działkę na Białołęce. Obiecywano mi nawet wykup działki. Ale na tym się skończyło – mówi Jastrzębski. – Zdobyłem więc opinię z Ministerstwa Ochrony Środowiska, która mówi, że na takiej leśnej działce jest możliwość zabudowy zagrodowej, czyli także domu. Wystąpię lada dzień o warunki zabudowy.
Ale urzędnicy marszałka widzą kolejne problemy. Wskazują, że z opisu lasu na feralnych działkach wynika, ze przeważają tam 50 – 60-letnie sosny. – Wiek drzewostanu znacznie odbiega od kwalifikującego się do wycięcia i jest w pełni potrzebny do produkcji leśnej. – Będziemy walczyć dalej – deklarują „zalesieni" właściciele.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook