Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Nadmiar reklam nie łatwo ujarzmić

Renata Krupa Dąbrowska 01-04-2018, ostatnia aktualizacja 01-04-2018 00:00

Wszystkie duże miasta w Polsce chcą się uporać z dziką reklamą.

Łódź to pierwsze polskie miasto, w którym weszła w życie uchwała krajobrazowa ograniczająca reklamowy chaos.
źródło: Shutterstock
Łódź to pierwsze polskie miasto, w którym weszła w życie uchwała krajobrazowa ograniczająca reklamowy chaos.

Wśród nich są Warszawa, Kraków, Poznań, Gdańsk, Szczecin, Katowice. Każde pracuje nad uchwałą krajobrazową. Niektóre zakończyły już prace, a w takich miastach jak Łódź czy Opole przepisy weszły w życie. Problem w tym, że wojewódzkie sądy administracyjne kwestionują ich ważność.

To, co dla miast jest zmartwieniem, cieszy właścicieli nieruchomości oraz prowadzących działalność handlową. Zdecydowanie łatwiej jest zawiesić reklamy tam, gdzie uchwał nie ma.

Rygory ostre i łagodne

Możliwość podjęcia uchwał krajobrazowych wprowadziła ustawa krajobrazowa obowiązująca od 11 września 2015 r. Daje ona radom gmin (miast) prawo m.in. do określania w uchwale, gdzie i jakie reklamy można umieszczać, jakie mają mieć gabaryty, a także z jakich materiałów budowlanych mogą być wykonywane. Ustawa wprowadza również grzywny za umieszczanie reklam niezgodnych z uchwałą rady gminy. Samorządy mogą też określić w odrębnej uchwale wysokość opłaty za wiszące reklamy. Stawki nie mogą przekroczyć maksymalnych z ustawy, czyli 40-krotności opłaty reklamowej.

Pierwszym dużym miastem, w którym uchwała krajobrazowa weszła w życie, była Łódź. Obowiązuje ona od 1 stycznia 2017 r. Miasto podzielono na trzy obszary: zero (ul. Piotrkowska, która była już objęta ochroną jako park kulturowy), pierwszy (większa część historycznego centrum) i drugi (pozostała część miasta). Przyjęto zasadę, że im dalej od centrum, tym rygory lokalizowania reklam są łagodniejsze W strefie zero np. właściciele nieruchomości nie mogą w ogóle wieszać dużych reklam, w pierwszej – dopuszczalne są nieduże podświetlane tablice typu citylight. Wielkoformatowe są natomiast legalne w strefie drugiej, ale z ograniczeniami. Uchwała przewiduje też różne okresy dostosowawcze. W strefie pierwszej trzeba się do niej dostosować np. w ciągu roku.

– Uchwałę krajobrazową zakwestionował Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi. Odwołaliśmy się od jego wyroku i czekamy na orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego – mówi Bartosz Poniatowski z Biura Architekta Miasta Łodzi. – Do tego czasu uchwała krajobrazowa będzie obowiązywać. Na wszelki jednak wypadek radni podjęli już decyzję, że rozpoczną pracę nad nową uchwałą.

Władze stolicy planują wprowadzić uchwałę krajobrazową od przyszłego roku. Warszawa, tak jak Łódź i inne miasta, zostanie podzielona na strefy.

Z pierwszej strefy obejmującej Starówkę i centrum mają zniknąć reklamy wielkoformatowe. Nadal będzie można je umieszczać na słupach reklamowych. Dozwolone będą nośniki reklamowe nieprzekraczające 3 mkw. oraz ażurowe reklamy na dachach i na rusztowaniach budynków w remoncie. Te ostatnie będą mogły wisieć tylko przez określony czas. Chodzi o to, by w ten sposób nie omijać rygorów ustawy.

– Jednocześnie uczymy się na błędach popełnionych przez inne miasta. Nie chcemy podzielić losów Opola czy Łodzi, gdzie sądy administracyjne zakwestionowały ważność uchwał krajobrazowych – mówi Wojciech Wagner z warszawskiego ratusza.

Winne przepisy

Eksperci nie mają wątpliwości. Problemy z uchwałami krajobrazowymi biorą się stąd, że ustawa krajobrazowa jest nieprecyzyjna. – Brakuje dobrych przepisów przejściowych. Okres dostosowawczy do postanowień uchwały krajobrazowej wynosi tylko rok. To za mało – twierdzi Lech Kaczoń, prezes Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej.

To nie koniec zarzutów. – Ustawa krajobrazowa nieprecyzyjnie definiuje, co należy rozumieć pod pojęciem tablic i urządzeń reklamowych. W efekcie gminy wymyślają własne definicje, a tak być nie powinno – twierdzi prezes Kaczoń. – Poza tym w ustawie brakuje mechanizmu dialogu społecznego. Uchwały budzą ogromne emocje, godzą przecież często w interesy właścicieli nieruchomości, firm reklamowych czy reklamodawców. Projekty uchwał są wprawdzie wykładane do publicznego wglądu, ale to zdecydowanie za mało.

Jak jest u innych

Powinnyśmy bardziej wzorować się na innych państwach europejskich – mówi Lech Kaczoń. – W żadnym państwie europejskim nie ma odpowiednika polskiej ustawy krajobrazowej. Restrykcyjne rozwiązania obowiązują jedynie w wypadku zabytków – tłumaczy.

I dodaje, że powszechną praktyką jest korzystanie z reklam z umiarem. – Wychodzi się bowiem z założenia, że jedna dobra reklama może zdziałać więcej aniżeli pięć stojących obok siebie billboardów. W Polsce na razie jest dokładnie na odwrót – podkreśla. ©℗

"Rzeczpospolita"