Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Kawalerka w centrum albo trzy pokoje za miastem

Aneta Gawrońska 14-05-2018, ostatnia aktualizacja 14-05-2018 10:02

Maksymalna cena metra lokalu na przedmieściach to minimalna cena mkw. w centrum miasta.

85-metrowe mieszkanie w Komorowicach pod Wrocławiem.
źródło: Emmerson Realty
85-metrowe mieszkanie w Komorowicach pod Wrocławiem.

Jednym z najgorętszych rynków mieszkaniowych jest Trójmiasto. Lokale idą tu jak woda. Dużym zainteresowaniem, jak mówi Łukasz Browarczyk, pośrednik z agencji BIG Nieruchomości, cieszą się też obrzeża. – Klienci decydują się na nie głównie ze względu na niższe ceny, dzięki czemu mogą kupić większe lokale – wyjaśnia. – Takie nieruchomości wybierają głównie młode rodziny z dziećmi. Deweloperzy kuszą większymi balkonami, tarasami, przydomowymi ogródkami. Nie ma też problemów z parkowaniem.

Znikają dziury w ziemi

Pod Gdańskiem, jak mówi Łukasz Browarczyk, najpopularniejsze są Banino, Pępowo, Kowale, Pruszcz Gdański i Borkowo. – W sąsiedztwie Gdyni największe zainteresowanie budzą Pogórze i Suchy Dwór w gminie Kosakowo, gdzie powstają setki mieszkań – opowiada. – Można założyć, że maksymalna cena 1 mkw. lokalu na przedmieściach to minimalna cena 1 mkw. w centrum.

Dla przykładu – ceny mkw. mieszkań w Baninie wahają się od 3 do 5 tys. zł, podczas gdy na gdańskim Przymorzu zaczynają się od 8, a kończą na kilkunastu tys. zł. – W cenie kawalerki na Przymorzu można więc kupić nowe trzypokojowe mieszkanie w Baninie – podkreśla Łukasz Browarczyk. Zastrzega jednak, że deweloperzy nadal chętniej budują w centrach miast. – Lokale sprzedają się tam w ekspresowym tempie już na etapie dziury w ziemi – podkreśla. – Mieszkania w centrach są też masowo kupowane przez inwestorów, co się nie zdarza na przedmieściach.

Inaczej jest w Poznaniu i na jego przedmieściach. Jak zauważa Wiesław Mowlik, dyrektor poznańskiego oddziału agencji Północ Nieruchomości, o ile jeszcze do niedawna takie lokalizacje jak np. Zalasewo koło Swarzędza kusiły cenami gównie klientów szukających pierwszego mieszkania dla siebie, o tyle dziś lokale coraz częściej kupują tam inwestorzy. – Jeden z deweloperów za 29-metrowe mieszkanie w Zalasewie chce 147 tys. zł, czyli ok. 5 tys. zł za mkw., a za podobny lokal w Poznaniu żąda już 220 tys. zł, czyli 7,5 tys. zł za mkw. – podaje dyrektor. – Przychód z tych lokali może się różnić o ok. 15 proc. Inwestycja w Poznaniu niekoniecznie jest więc bardziej rentowna.

Dużą popularnością cieszą się też przedmieścia Wrocławia. Jak mówi Agnieszka Renner, dyrektor wrocławskiego oddziału agencji Północ Nieruchomości, na obrzeżach powstało dużo nowych osiedli. – Gotowe, wyposażone mieszkanie można kupić dużo taniej niż w mieście – podkreśla. – Wrocławian za miasto ciągną też cisza i czyste powietrze. Znacznie poprawił się też dojazd dzięki budowie wielu obwodnic.

Popularne są nie tylko sąsiadujące z Wrocławiem Radwanice, Święta Katarzyna, Siechnice, ale też, jak mówi dyrektor, Oleśnica, Kiełczów, Mirków, Trzebnica, Oława, Miękinia, Wilkszyn, Solec, Brzezina, Kąty Wrocławskie. – Ceny nowych mieszkań pod miastem wahają się od 3,2 do 4,8 tys. zł za mkw., a używanych – od 3 do 5,7 tys. zł za mkw. Lokale we Wrocławiu są droższe o 15–30 proc.

– Deweloperzy bardzo często kupują ziemię na obrzeżach i budują bloki oraz szeregówki, które cieszą się dużym zainteresowaniem, zwłaszcza wśród młodych ludzi – mówi Agnieszka Renner. – W ostatnim czasie wysyp takich inwestycji widać w całej południowej część Wrocławia. Deweloperzy szukają dobrze skomunikowanych działek z planem zagospodarowania.

Cenami kuszą też przedmieścia Warszawy. – Tak jest z Jabłonną, Ząbkami, Piasecznem, Pruszkowem – mówi Marcin Jańczuk, dyrektor w agencji Metrohouse. – Choć wybór najczęściej jest podyktowany względami ekonomicznymi, to wiele osób myśli praktycznie. Zamiast mniejszego mieszkania w stolicy kupują jeden pokój więcej na obrzeżach albo decydują się na segment. Na taki standard i metraż nie mogliby sobie pozwolić w większym mieście – podkreśla.

Nowe rynki

W okolicy Warszawy zainteresowaniem cieszą się Jabłonna, Legionowo, Marki, Ząbki, Piastów, Pruszków, Łomianki, Piaseczno, Brwinów, Józefosław. – Osiedla powstają także w mniejszych miejscowościach. To deweloperzy wyznaczają kolejne rynki – mówi Marcin Jańczuk. – Ich popularność zależy w dużym stopniu od stopnia skomunikowania z centrum Warszawy. Idealnie, jeśli jest SKM.

Pytany o ceny pod Warszawą Marcin Jańczuk podaje przykład dwupokojowego mieszkania. – Taki lokal w Legionowie można kupić już za 170 tys. zł, w pobliskiej Jabłonnie ceny są minimalnie wyższe z uwagi na nowsze budownictwo, ale ok. 200- tys. budżet daje już duży wybór – mówi. – W Piasecznie ceny zaczynają się od 220 tys. zł, w Pruszkowie dwa pokoje w bloku z płyty można mieć za mniej niż 200 tys. zł. W Ząbkach – już za 180 tys. zł. W każdym z tych miast jest taniej niż w Warszawie, no, może nie licząc Bródna czy Tarchomina.

Jańczuk ocenia, że deweloperzy będą nadal szukać terenów za miastem. Powodem jest kurcząca się oferta gruntów w Warszawie. Parcele w stolicy są też coraz droższe. – W połączeniu z drożejącymi materiałami i rosnącymi kosztami robocizny może to oznaczać ceny mieszkań, które przestaną być akceptowane przez rynek – mówi dyrektor z Metrohouse.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: a.gawronska@rp.pl

"Rzeczpospolita"