Ukarać studenta
70 tysięcy złotych zażądała od swojego byłego studenta Szkoła Wyższa Warszawska. Uczelnia dowodzi, że chłopak naruszył jej dobre imię.
Wczoraj odbyło się ostatnie posiedzenie sądu. Sprawa zaczęła się w 2003 r. Wtedy Filip Gieleciński został studentem pierwszego roku politologii w SWW na Bemowie (dzisiaj Collegium Varsoviense). Za rok nauki zapłacił ponad 3 tys. zł czesnego. Po kilku tygodniach minister edukacji, po otrzymaniu negatywnej opinii z Państwowej Komisji Akredytacyjnej, cofnął szkole uprawnienia do kształcenia politologów. 400 studentów straciło wtedy możliwość uczenia się. Część z nich przeniosła się na inne uczelnie. Jako pierwsza o zamieszaniu na tej uczelni napisała „Rzeczpospolita”.
Filip Gieleciński w wypowiedziach medialnych nie ukrywał, że został oszukany przez uczelnię. – Zatajała przed studentami informację, że otrzymała negatywną opinię z ministerstwa – mówił.
Uczelnia oddała studentowi część czesnego, nie chciała jednak zwrócić 970 zł wpisowego. Dlatego jako pierwszy w Polsce student pozwał ją do sądu. W 2005 r. przegrał proces. Sąd uznał, że uczelnia zapewniła studentom możliwość kontynuowania nauki w innej szkole, której przekazała część pieniędzy. Gieleciński odwołał się w tej sprawie do trybunału w Stasburgu.
W tym samym czasie uczelnia skierowała prywatne akty oskarżenia wobec Gielecińskiego i kilku dziennikarzy, którzy relacjonowali spór. Żądała pociągnięcia ich do odpowiedzialności karnej (za zniesławienie grozi do dwóch lat więzienia), przeprosin w mediach oraz 70 tys. zł odszkodowania.
Sądy rejonowe umorzyły już sprawy wobec dziennikarzy. Uznały, że nie zniesławiali uczelni, ale informowali o sytuacji szkół wyższych. Sąd uznał, że ich relacje były rzetelne.
W przyszły piątek zapadnie wyrok w sprawie studenta. – Nigdy nie szkalowałem uczelni – tłumaczył wczoraj Gieleciński. – Twierdziłem tylko, że czuję się przez nią oszukany, że popełniła błąd. Swoimi wypowiedziami chciałem uczulić innych, aby przed wyborem szkoły dokładnie ją sprawdzili.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON