Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Szkolny plecak tylko dla atlety

Grazyna Zawadka 03-03-2017, ostatnia aktualizacja 03-03-2017 08:50

Zaledwie w jednej szkole uczniowie nosili tornistry o zalecanej wadze. W innych – stanowczo za ciężkie.

W skrajnych przypadkach plecak waży tyle co połowa ucznia.
źródło: AFP
W skrajnych przypadkach plecak waży tyle co połowa ucznia.

Na zlecenie NIK sanepid zważył tornistry i plecaki 19 tys. uczniów w 60 szkołach z różnych rejonów kraju, zarówno podstawówkach, jak i gimnazjach. Okazało się, że niemal połowa tornistrów przekraczała zalecany ciężar, czyli 10 proc. masy ciała ucznia – wynika z raportu NIK o warunkach i higienie w szkołach publicznych, który poznała „Rzeczpospolita".

Działania na rzecz lekkich tornistrów, zapowiadane przez kolejnych ministrów edukacji skończyły się fiaskiem. Co więcej, w skrajnym przypadku waga plecaka przekraczała połowę masy ciała ucznia!

To oznacza, że w podobnych warunkach teczka do pracy dorosłego mężczyzny ważyłaby ok. 35 kg – obrazowo policzyli kontrolerzy.

„Najwięcej uczniów nosi za ciężkie plecaki w Kujawsko-Pomorskiem" – wskazuje NIK.

Choć tornistry są ciężkie, to ponad połowa szkół nie zapewniła uczniom możliwości pozostawienia w nich niepotrzebnych w domu podręczników i przyborów. Wprowadzano także rozwiązania, które nie działają. Np. w trzech szkołach, w których można było zostawić książki w szafkach, stosowano opłaty (od 10 do 40 zł za rok szkolny) za korzystanie z nich. W jednej ze szkół 200 metalowych szafek przez osiem miesięcy leżało w podziemiach szkoły, zanim je udostępniono uczniom.

– Program jest dziś tak przeładowany, że uczniowie muszą dźwigać podręczniki do domu, by się douczyć. Odchudzenie programu, jakie wprowadza obecna reforma, to zmieni – uważa Sławomir Kłosowski, były wiceminister edukacji (w poprzednim rządzie PiS).

– Kontrole służb sanitarnych wykazały, że przeciążenie tornistra często powoduje wkładanie do niego rzeczy, które nie są konieczne do nauki na zajęciach szkolnych. Uczniowie zabierają gry, zabawki, albumy z naklejkami. Dlatego ważne jest wzmocnienie nadzoru pedagogicznego nad szkołami – mówi Anna Ostrowska, rzeczniczka MEN.

Tylko w jednym ze zbadanych gimnazjów, nr 1 w Miechowie, wszyscy uczniowie nosili plecaki o zalecanej wadze.

Inny problem to źle ułożony plan zajęć szkolnych. Tak było np. w gimnazjum w Oleśnie, gdzie jedna z klas w jednym dniu miała tylko naukę języków, przedmioty artystyczne i religię. W pozostałe dni skumulowano lekcje wymagające dużej koncentracji, takie jak chemia, matematyka i fizyka. – Plan lekcji nie powinien odpowiadać tylko nauczycielom, on ma służyć głównie uczniom. O tym dyrektorzy często zapominają – zwraca uwagę Kłosowski.

MEN deklaruje jednak, że to też wkrótce się zmieni. – Wprowadziliśmy przepisy zobowiązujące dyrektora szkoły do uwzględnienia zasad ochrony zdrowia i higieny pracy przy ustalaniu tygodniowego rozkładu zajęć – mówi Anna Ostrowska. – Z kolei w rozporządzeniu określającym ogólne przepisy bezpieczeństwa i higieny w szkołach i placówkach wskazane zostaną najważniejsze wymagania, dotyczące m.in. potrzeby różnicowania zajęć w każdym dniu czy też zakazu planowania zajęć edukacyjnych wymagających zwiększonej koncentracji na ostatnich lekcjach – dodaje.

Tylko w co trzeciej szkole uczniom zapewniono co najmniej dziesięciominutowe przerwy zalecane przez inspekcję sanitarną. Aż w dwóch trzecich trwały one zaledwie pięć minut. W ok. 60 proc. szkół tak krótkie przerwy następowały po lekcjach WF.

Uczniowie nie zawsze też mieli dość czasu, by spokojnie zjeść obiad. W podstawówce w Białymstoku podczas dziesięciominutowej przerwy w stołówce na 90 miejsc wydawano obiady dla nawet 101 uczniów – podaje raport.

Zastrzeżenia NIK dotyczyły także stanu technicznego szkół i ich terenu – w 70 proc. przypadków był taki, że nie zapewniał w pełni bezpiecznego pobytu. W pięciu szkołach istniało wręcz zagrożenie dla zdrowia uczniów. Już w trakcie kontroli dyrektorów skłoniono do poprawy stanu technicznego. Tak było np. w szkole podstawowej w Czarnej Białostockiej, gdzie schody były śliskie, a z podłogi przed salą gimnastyczną wystawały metalowe pręty. To zagrażało bezpieczeństwu dzieci.

– Wiele mankamentów wynika nie z braku środków, ale ze złej organizacji pracy – mówi Dominika Tarczyńska, rzeczniczka NIK. – Wiele zależy od zdrowego rozsądku, organizacji i zarządzania szkołami – podkreśla Sławomir Kłosowski.

"Rzeczpospolita"