Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Tu jest Polska

Marek Kozubal 25-06-2017, ostatnia aktualizacja 25-06-2017 08:31

Politycy i publicyści przybywają na teren ekshumacji, by oddać hołd bohaterom. Osoby niechętne PiS oburzają się, że „dobra zmiana" zawłaszcza miejsce, które powinno łączyć Polaków.

Rtm. Witold Pilecki – odnalezienie jego szczątków byłoby wielkim wydarzeniem. I pewnie przyćmiłoby dzisiejsze spory wokół Łączki (na zdjęciu miejsce ekshumacji na powązkowskiej kwaterze Ł).
autor: Jerzy Dudek
źródło: Rzeczpospolita
Rtm. Witold Pilecki – odnalezienie jego szczątków byłoby wielkim wydarzeniem. I pewnie przyćmiłoby dzisiejsze spory wokół Łączki (na zdjęciu miejsce ekshumacji na powązkowskiej kwaterze Ł).
autor: Jerzy Dudek
źródło: Rzeczpospolita

Tej wiosny Łączka stała się ważnym miejscem w stolicy. Wprawdzie już kilka lat temu ekshumacje pochowanych tu potajemnie ofiar komunistycznego terroru przyciągały uwagę mediów, internautów i mieszkańców stolicy, ale ówczesne zainteresowanie pracami prowadzonymi przez Instytut Pamięci Narodowej trudno nawet porównać z tym, co dzieje się obecnie.

Przysłużył się zaś temu... skandal. A przynajmniej coś, co było nim w oczach niektórych. 29 maja wśród wolontariuszy, którzy pomagają ekipie poszukiwawczej z IPN w poszukiwaniu ludzkich szczątków, pojawiła się Magdalena Ogórek, dwa lata temu kandydatka SLD na prezydenta, dziś publicystka jednoznacznie kojarzona z „dobrą zmianą". Jej zdjęcie wykonane przez pracowników Instytutu, wstawione na Twittera z podpisem „wśród żywych duchów. To zaszczyt dla mnie i ogromne przeżycie", wywołało falę internetowego hejtu. Do ataków na Ogórek dołączyły dziennikarki Dominika Wielowieyska i Hanna Lis. Ta pierwsza pouczała: „Fotografuje się Pani ze szczątkami poległych żołnierzy, to uwłacza ich czci. Proszę więcej tego nie robić". Lis też nie kryła złośliwości: „Pomylić Kaczyńskiego z Millerem, miejsce pochówku ofiar komunizmu ze »ścianką«: bezcenne. Pardon: bezdenne". Pomiędzy paniami doszło do żenującej utarczki słownej.

Emocje, jakie to wywołało, mogły tylko upewnić polityków, że na Łączce trzeba się pojawić. 2 czerwca przy sicie służącym do przesiewania ziemi z dołów śmierci stanął jako wolontariusz minister z Kancelarii Prezydenta Wojciech Kolarski. Potem posłowie PiS skierowali do polityków apel o poświęcenie chwili wolnego czasu na pracę dla bohaterów. Czy kieruje nimi chęć zdobycia punktów u wyborców, dla których ważna jest kwestia odnalezienia i upamiętnienia ofiar komunistów?

Prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN i spiritus movens wielkiego przedsięwzięcia, jakim są poszukiwania pomordowanych w czasach stalinizmu, widzi w tym inną motywację. – Wielu chce mieć możliwość pracy w tym miejscu, traktując to jako osobisty honor, mając świadomość, że na tych sitach, na tej ziemi dotykają szczątków naszych bohaterów – mówi „Plusowi Minusowi".

Za rządów PiS prace na Łączce na pewno stały się ważnym elementem polityki historycznej państwa. – To służba dla Rzeczypospolitej – mówił o nich prezydent Andrzej Duda, który przyjechał na Powązki 12 maja. Deklarował, że przybył, aby „pokłonić się szczątkom żołnierzy niezłomnych". Chwalił też wolontariuszy za to, że w ten sposób służą krajowi. W jego przekonaniu wykonują zadanie związane z „budowaniem godności naszego państwa".

Na Łączce byli też prezes PiS Jarosław Kaczyński oraz wicemarszałek Sejmu Stanisław Terlecki. A szef MON Antoni Macierewicz zapowiadał w tym miejscu: – Na prawdzie o sile bohaterów będziemy budowali silną Polskę.

Zdaniem prezesa IPN, Jarosława Szarka, te wizyty to nie tylko hołd złożony ofiarom komunistycznego terroru, ale też kolejny dowód na to, że „państwo polskie traktuje te sprawy bardzo poważnie i mówi o nich jednym głosem".

Nie sposób się jednak oprzeć wrażeniu, że jest w tym też ukłon w stronę potrzeb propagandowych. Politycy, jak w czasie gospodarskich wizyt, pytają o szczegóły prowadzonych badań i deklarują wsparcie, również finansowe. Dr Konrad Maj, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS w Warszawie, jest krytyczny wobec wizyt polityków PiS na miejscu ekshumacji. Uważa, że „miejscu temu zostało narzucone logo partyjne". – Można odnieść wrażenie, że na Łączce warto się pokazać, żeby zaznaczyć, że jest to „nasze miejsce". Zapomniano, że wielu ludzi, niekoniecznie z tej opcji politycznej, też ma piękną historię – zauważa. Obawia się, że wskutek działań partii rządzącej miejsce to nie będzie już łączyło Polaków.

Czy zatem PiS zawłaszczył Łączkę? Odkrywanie miejsc tajnych pochówków jest ważne dla wielu środowisk, związanych nie tylko z partią rządzącą, lecz także np. z ruchem Kukiz'15.

Zważywszy na to, jak prace ekshumacyjne poprawiają wizerunek IPN, trudno z kolei się dziwić nieobecności w tym miejscu polityków SLD czy Platformy Obywatelskiej, skoro ugrupowania te są opowiadają się za likwidacją Instytutu. W nieoficjalnych rozmowach z „Plusem Minusem" działacze związani z poprzednim rządem przyznają, że fala zainteresowania Łączką daje rządzącym paliwo do obrony idei istnienia IPN.

Ciała nigdy nie wydali rodzinie

Myliłby się jednak ten, kto w tym miejscu oczekiwałby wyłącznie polityków lub publicystów sympatyzujących z obecną władzą. W namiocie przy metalowym sicie spotykamy Piotra Czyżewskiego z Irlandii, który na kilka dni przyjechał do bliskich. Spod żółtej kamizelki wystaje czarna koszulka z wielką kotwicą Polski Walczącej i napisem „1944".

Piotr jest na Łączce już po raz drugi. Do pomocy zabrał ojca. – To pewnego rodzaju forma spłacenia długu, chociaż dzisiaj już nie da się tego w pełni zrobić. Po prostu chcę pomóc – mówi „Plusowi Minusowi".

Piotr wyjechał do Irlandii w 2006 r., mieszka wraz z rodziną w miasteczku Maynooth na zachód od Dublina. Prowadzi tam Klub Historyczny im. Hrabiny Markiewiczowej, organizuje w nim spotkania z naukowcami z Polski. Jak pewnie w przypadku niektórych wolontariuszy pracujących na Łączce, i w jego rodzinie żywa jest historia sowieckich zbrodni.

Jego stryj, Mieczysław Czyżewski, przed wojną prowadził sklep na Szmulkach w Warszawie, serwował piwo, kawę, herbatę, zakąski, kwas. – Sklep był na rogu Ząbkowskiej i Korsaka, przy kapliczce Matki Boskiej – opisuje. – Podczas okupacji do wyszynku przyszło kilku nygusów napić się wódki, a po libacji za nic nie chcieli opuścić lokalu, dlatego stryj wezwał policję. "Granatowi" zawinęli kwiat miejscowego rycerstwa – opowiada.

Kiedy we wrześniu 1944 r. na Pradze pojawili się Sowieci, ktoś „życzliwy" poinformował ich, że właściciel lokalu wydał Niemcom jakichś ludzi. – Sklepikarz, burżuj w krawacie, wiadomo: polski faszysta! Zabrali go i ślad po nim zaginął. Pewnie zastrzelili go jak psa i wrzucili do zbiorowego dołu razem z chłopakami z NSZ i niemieckimi zbrodniarzami albo wysłali na Kołymę. Tak czy siak, nikt go już potem nigdy nie widział – kończy Piotr Czyżewski.

Piotr pokazuje mi na ekranie telefonu komórkowego kilka odbitek pożółkłych przedwojennych zdjęć. Są na nich uśmiechnięci młodzi ludzie na praskiej ulicy i przy swoim sklepie. – Na spacerze, eleganccy, uśmiechnięci, szczęśliwi. Nie domyślają się, co ich czeka – dodaje.

Na odnalezienie ojca, być może właśnie na Łączce, albo w innym "dole śmierci" w stolicy nadzieję ma też Tadeusz Stankiewicz, Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Gdy wybuchła wojna, miał dziewięć lat. Wraz z rodzicami mieszkał w leśniczówce w okolicach Opola Lubelskiego. Jego ojciec, Stanisław, był leśniczym i żołnierzem AK. Zdecydował, że będą pomagali Żydom, którzy uciekali z pobliskiego getta oraz transportów jadących do Majdanka. Uciekinierzy budowali w lasach bunkry, szałasy, pomieszkiwali w pustych stodołach, gołębnikach. – Przynosiliśmy im jedzenie, ostrzegaliśmy przed zagrożeniem. Pomagałem budować kryjówki – opisuje pan Tadeusz.

W pewnym momencie w okolicach leśniczówki Stankiewiczów ukrywało się nawet ok. 200 Żydów. Część z nich nie przeżyła wojny, bo zostali zadenuncjowani. Na pewno przeżyło sześć osób, w tym Szlomo Szmulewicz.

W 1947 r. ojciec Tadeusza, żołnierz AK, został aresztowany przez UB i przewieziony do Warszawy. Ubecy zabili go w śledztwie. – W raporcie napisali, że zginął w czasie ucieczki. Ciała nigdy nie wydali rodzinie. Podejrzewamy, że leży na Powązkach, na Łączce – mówi pan Tadeusz.

Stanisław Stankiewicz oraz jego żona Barbara pośmiertnie zostali uhonorowani medalami Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata w 1986 r., ich dzieci – w 2006 r.

Wśród wolontariuszy są członkowie organizacji nawiązujących do tradycji ruchów niepodległościowych, przedstawiciele grup paramilitarnych, np. związków strzeleckich. Łatwo ich rozpoznać, bo mają na sobie tzw. patriotyczne koszulki z wizerunkiem rotmistrza Witolda Pileckiego czy ze znakiem Polski Walczącej lub krzyżem Narodowych Sił Zbrojnych. Każdy byłby pewnie w stanie podać inny powód pobytu w tym miejscu. Niektórzy uważają, że po prostu tak trzeba, bo miejsce to jest „uświęcone krwią naszych bohaterów". – Praca tutaj to przykład konkretnego, nie deklaratywnego patriotyzmu. Jestem dumny, że tu jestem, że mogę to robić, że jestem Polakiem – tłumaczy mi jeden z wolontariuszy.

Tłumnie przychodzą na Łączkę zwykli Warszawiacy. Bliscy zmarłych, zamordowanych lub zaginionych w latach 40. i 50. przynoszą zdjęcia. Z historykami IPN dzielą się wspomnieniami. W specjalnym namiocie Instytutu mogą oddać do badań DNA materiał genetyczny. Wystarczy wymaz z ust zdjęty za pomocą medycznej szpatułki. Porównanie danych pobranych ze szczątków i tych od potomków pomordowanych umożliwia zidentyfikowanie ofiar.

Łączka staje się również obowiązkowym punktem wycieczek po stolicy. Przychodzą tu szkolne grupy, które odwiedzają też nieodległy pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej. Niektórzy uczniowie robią sobie selfie telefonami komórkowymi.

Medalik, grzebień, guziki

Miejsce potocznie nazywane Łączką to kwatera Ł, po południowej stronie Cmentarza Wojskowego na Powązkach. Teren pomiędzy asfaltową alejką a Panteonem Narodowym przypomina dziś plac budowy. Obok leżą fragmenty cegieł, betonowe fundamenty nagrobków, rozerwane korzenie drzew. Z lewej strony, przy murze, prowadzone są wykopy. – Mają głębokość nawet do 3 metrów – mówi „Plusowi Minusowi" prokurator IPN, który nadzoruje prowadzone prace.

Gdy odwiedzamy Łączkę, po drugiej stronie ścieżki warczy koparka. Delikatnie zdejmuje górną warstwę ziemi z miejsca, które jeszcze nie zostało zbadane. Wielka łyżka maszyny przesuwa gruz. Cały teren jest ogrodzony cienką siatką, którą otacza biało-czerwona wstążka. Przy wejściu na teren prac archeologicznych i ekshumacyjnych powiewa polska flaga. Obok prowizorycznego płotu stoją wbite w ziemie na drewnianych tyczkach przedwojenne zdjęcia osób w mundurach z podpisem „Jeszcze nie zostałem odnaleziony". W oddalonym nieco od miejsca prac kontenerze złożone są foliowe worki z dziesiątkami fragmentów ludzkich szczątków. Miejsce prac dyskretnie obserwują policjanci w zaparkowanym radiowozie.

Największy ruch jest w dwóch namiotach, gdzie przy długich stołach wolontariusze przesypują na sitach ziemię wydobytą z dołów śmierci. Teraz pracuje tam kilkanaście osób, młodzi, starsi, wszyscy w jednakowych żółtych kamizelkach. Prof. Szwagrzyk ubrany jest w czarnyroboczy kombinezon. Gdy przyjeżdża na cmentarz, wita się ze wszystkimi bez wyjątku. Przegląda znalezione szczątki i rzeczy osobiste zamordowanych. Jest wśród nich medalik z wizerunkiem św. Dominika, grzebień, guziki, okulary, ale też fragmenty ubrań, butów, gazet.

Zdaniem naukowców IPN w latach 1948–1956 w kwaterze Ł dokonywano skrytych pochówków żołnierzy podziemia niepodległościowego. Grzebano w nieoznaczonych dołach zamordowanych w czasie śledztw lub straconych na podstawie wyroków wydanych przez komunistyczne sądy w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

Komuniści podjęli wiele działań maskujących, które miały sprawić, że pamięć o tych ludziach zaginie. Gdy przywożono szczątki z Rakowieckiej, nie wpisywano ich do dokumentacji cmentarnej. W połowie lat 50. Łączka została przysypana dwumetrową warstwą ziemi, urządzono tam kompostownię i śmietnik. Po wprowadzeniu stanu wojennego w kwaterze Ł rozpoczęły się ponowne pochówki. – Wjechały koparki, spowodowały ogromne zniszczenia – mówi prof. Szwagrzyk. Podczas ekshumacji odnajduje się czaszki wciśnięte między groby, a niektóre kości zatopione są w betonie.

Potem zbudowano drogę asfaltową. W latach 1982–1984 pochowano tam ok. 200 osób zasłużonych dla komunistycznego państwa. Byli to m.in. oficerowie Ludowego Wojska Polskiego, sędziowie okresu stalinowskiego, oficerowie bezpieki i Informacji Wojskowej.

W latach 2012–2013 zespół naukowców IPN, którym od początku kierował prof. Szwagrzyk, prowadził w kwaterze Ł prace archeologiczno-ekshumacyjne, w wyniku których odnaleziono szczątki 200 osób. Część z nich została zidentyfikowana na podstawie badań DNA. Tożsamość odzyskali m.in. mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka", Hieronim Dekutowski „Zapora", Bolesław Kontrym „Żmudzin". Ciągle poszukiwane są jednak szczątki takich bohaterów, jak rotmistrz Witold Pilecki, generał August Fieldorf „Nil", ppłk Łukasz Ciepliński „Pług".

W tej chwili wielu ludzi uwierzyło, że państwo polskie nie w sposób deklaratywny, ale rzeczywisty upomniało się o bohaterów, o ofiary nie tylko komunizmu, ale także, w innych miejscach, zbrodni niemieckich oraz popełnionych przez UPA - mówi prof. Szwagrzyk

Bo czyż nie jest to wstyd dla kolejnych rządów po 1989 r., że ponad ćwierć wieku od odzyskania wolności odnaleziono w różnych miejscach kraju szczątki łącznie niewielu ponad 700 ludzi i zidentyfikowano zaledwie 60 zamordowanych? Jak szacują historycy, z ok. 180–200 tys. żołnierzy walczących po wojnie o wolną Polskę na ok. 4,5 tys. wykonano wyroki śmierci. Większość chowano potajemnie, w bezimiennych grobach.

Gdyby nie upór osób prowadzących prace na Łączce, być może dzisiaj mało kto byłby zainteresowany poszukiwaniem miejsc tajnych pochówków w innych regionach kraju, jak choćby na Podlasiu (Białystok, okolice Gib i Augustowa), w Rzeszowie (zamek), Lublinie (cmentarz przy Unickiej), Łodzi (poligon Brus) czy na Opolszczyźnie (Barut, Stary Grodków). Niewielu poznałoby historie żołnierzy, którzy po zakończeniu działań wojennych nie złożyli broni i mieli odwagę podjąć walkę z drugim okupantem.

Na samych Powązkach komunistyczne służby chowały swe ofiary nie tylko w kwaterze Ł. Z dokumentów IPN, do których dotarł „Plus Minus", wynika, że od kwietnia 1948 do połowy 1956 r. zmarłych i zamordowanych w więzieniach warszawskich lub w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego i Urzędzie Bezpieczeństwa grzebano także w kwaterach C, B, BII, AII, F, FII, D, G i FIII, odnotowując jednak ich dane osobowe w księdze cmentarnej, wraz z podaniem numeru pola, rzędu i grobu. – Wszystkie kwatery, które pan mijał po prawej stronie, kryją w sobie szczątki ofiar komunizmu – pokazuje prof. Szwagrzyk. – Mamy tam co najmniej 150 więźniów, którzy albo zmarli, albo zostali zakatowani w więzieniach i aresztach na terenie Warszawy – dodaje (warto wspomnieć, że w kwaterze B pierwotnie został pochowany Jan Rodowicz „Anoda", z kolei generał Aleksander Krzyżanowski „Wilk", komendant Okręgu Wileńskiego AK, leżał w kwaterze F; po pewnym czasie rodziny odnalazły miejsca ich pochówków i ekshumowały ciała).

– Jest tam ogromna liczba współczesnych nagrobków. To smutne, że chowano tu ludzi, którzy tworzyli system komunistyczny, pracowników Informacji Wojskowej, twórców stanu wojennego. A my wiemy, że gdzieś tam pod nimi leżą szczątki ofiar komunizmu – dodaje wiceprezes IPN.

Czy Instytut podejmie poszukiwania w tych miejscach? – Punktowe z całą pewnością. Ale w takim zakresie jak na Łączce jest to niemożliwe – uprzedza prof. Szwagrzyk.

Wojna na identyfikacje

Wróćmy jednak do kwatery Ł. Najnowsza faza prac zaczęła się tu w kwietniu i ma potrwać do końca tego miesiąca. To ostatni etap prowadzonych tu poszukiwań szczątków ofiar zbrodni komunistycznych. Naukowcy i wolontariusze przeszukują ziemię w miejscu, w którym prawdopodobnie grzebani byli ludzie w latach 1948–1949. Ten fragment kwatery jest wskazywany jako potencjalne miejsce ukrycia szczątków rotmistrza Witolda Pileckiego. Żołnierza, który dobrowolnie dał się aresztować, aby ustalić, co dzieje się w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Po wojnie kontynuował działalność niepodległościową, został aresztowany przez UB i skazany na śmierć.

– Dopiero po skończeniu naszych działań będziemy mogli określić, do ilu osób możne przyporządkować odnalezione szczątki, zrobi to antropolog. Wszystkie odnalezione fragmenty szkieletów będą poddane badaniom DNA, by na tej podstawie ustalić tożsamość zamordowanych – zapewnia prof. Szwagrzyk.

Wokół badań DNA toczy się tymczasem ostry spór Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów w Szczecinie (PBGOT) z kierownictwem IPN, o którym głośno jest w środowisku naukowym. PBGOT działa od 2012 r. na podstawie porozumienia między IPN i Pomorskim Uniwersytetem Medycznym. Właścicielem banku genetycznego jest uniwersytet. A to nie podoba się części naukowców z innych ośrodków, które prowadzą badania DNA. Ich zdaniem IPN do niedawna był w pełni uzależniony od szczecińskiej uczelni, która stała się niejako monopolistą w dziedzinie specjalistycznych badań genetycznych. Prof. Szwagrzyk wielokrotnie zwracał uwagę na fakt, że identyfikacje ciągną się miesiącami.

Dr Andrzej Ossowski, szef szczecińskiego zespołu genetyków, odpowiadał, że takie badania, aby były przeprowadzone rzetelnie, muszą być czasochłonne. Przypomina, że to jego ośrodek jest najskuteczniejszy w przeprowadzaniu identyfikacji.

– W czerwcu tworzymy konsorcjum uczelni medycznych, które będą na nasze zlecenie w kilku miastach na terenie kraju realizowały zlecone badania genetyczne. Chodzi o to, aby czas potrzebny na identyfikację był maksymalnie krótki – zapowiada Szwagrzyk.

Kilka tygodni temu sytuację zaogniła wiadomość podana przez genetyków ze Szczecina, którzy poinformowali o identyfikacji kolejnych 14 ofiar zbrodni komunistycznych i niemieckich. Ale szefostwo IPN w trakcie konferencji zorganizowanej w Pałacu Prezydenckim na wiosnę ujawniło personalia tylko 12 osób. Nie zdecydowało się na ogłoszenie nazwisk kilku osób zamordowanych przez Niemców, których szczątki zostały znalezione na terenie aresztu śledczego w Białymstoku.

– Stała się rzecz niezrozumiała, postanowiono podzielić ofiary na lepsze, czyli ofiary zbrodni komunistycznych, i gorsze, czyli ofiary Niemców – mówi historyk związany z zespołem poszukującym ofiar.

Kierownictwo IPN w oświadczeniu podało, że jest jedyną instytucją przekazującą informacje o identyfikacji do wiadomości opinii publicznej. „Odbywa się to wyłącznie w trakcie specjalnej uroczystości z udziałem najwyższych władz państwowych. Informacje podawane przez Polską Bazę Genetyczną Ofiar Totalitaryzmów (...), dotyczące zidentyfikowanych ofiar, mogą wprowadzać w błąd opinię publiczną". Sam prof. Szwagrzyk tłumaczy „Plusowi Minusowi", że ogłoszenie nazwisk może nastąpić po zakończeniu nie tylko badań medycznych, ale także kwerendy w archiwach i po poznaniu biografii ofiar.

– Może nie każdy zasługuje na upamiętnienie podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim – stwierdził profesor i zapewnił, że kolejne nazwiska ofiar zostaną podane jeszcze w tym roku. Jeśli tak się stanie, o Łączce prawdopodobnie znów więc będzie tak głośno jak dziś. Ale tym razem już nie za sprawą wizyt publicystów i polityków na Powązkach.   —Marek Kozubal

Zidentyfikowani do tej pory na Łączce

Stanisław Abramowski ps. Bury, AK, Zrzeszenie WiN

Por. Władysław Borowiec ps. Żbik, AK

Por. Henryk Borowski ps. Trzmiel, Komenda Okręgu Wileńskiego AK

Bolesław Budelewski ps. Pług, AK, Narodowe Zjednoczenie Wojskowe

Por. Edmund Bukowski, AK

Płk Bronisław Chajęcki ps. Boryna, AK, komendant Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa w Warszawie

Mjr Jan Czeredys, WP

Ppor. Julian Czerwiakowski ps. Jerzy Tarnowski, NSZ

Bolesław Częścik ps. Orlik, NSZ, NZW

Mjr Hieronim Dekutowski ps. Zapora, cichociemny, AK, Zrzeszenie WiN

Adam Gajdek ps. Agata, Antek, Olek, ZWZ, AK, Zrzeszenie WiN

Por. Stefan Głowacki ps. Smuga, Okręg Wileński AK

Por. Roman Groński ps. Żbik, WP, AK, Zrzeszenie WiN

Por. Zygmunt Jezierski ps. Jastrząb, Orzeł, dowódca oddziału NSZ w Mrozach

Marian Kaczmarek ps. Paweł, maszynista kolejowy, kurier ośrodka wywiadowczego w Barkhausen

Ppor. Jan Kaim ps. Filip, Wiktor, organizator siatki konspiracyjnej Stronnictwa Narodowego

Ppor. Czesław Kania ps. Nałęcz, Witold, Wyrwa, członek Komendy XVI Warszawskiego Okręgu NZW

Ppłk Stanisław Kasznica ps. Maszkowski, komendant główny NSZ

Płk Aleksander Kita, WP

Mjr Bolesław Kontrym ps. Żmudzin, Biały, Bielski, oficer Policji Państwowej, major WP, cichociemny, AK

Stanisław Konczyński ps. Kunda, Stary, NZW

Por. Józef Kozłowski ps. Las, Vis, komendant Okręgu XVI NZW

Zygmunt Kuliński ps. Albin, Ruch Oporu Armii Krajowej, NZW

Stanisław Kutryb ps. Ryś, Rekin, NZW

Kpt. Stanisław Łukasik ps. Ryś, AK, Zrzeszenie WiN

Józef Łukaszewicz ps. Waldek, Kruk, NSZ

Jerzy Miatkowski ps. Zawada, WP, AK, Zrzeszenie WiN

Kmdr Stanisław Mieszkowski, Marynarka Wojenna, dowódca Floty

Ppłk Antoni Olechnowicz ps. Meteor, Kurkowski, Pohorecki, WP

Płk Marian Orlik, WP

Roman H. Pawłowski ps. Henryk Orłowski, Długi, AK, kurier rządu RP na uchodźstwie

Por. Tadeusz Pelak ps. Junak, AK, Zrzeszenie WiN

Kmdr por. Zbigniew Przybyszewski, Marynarka Wojenna

Ppor. Edward Pytko, pilot, instruktor w szkole lotniczej w Radomiu

Karol Rakoczy ps. Bystry, NSZ

Stefan Skrzyszowski ps. Bolek, Zrzeszenie WiN

Eugeniusz Smoliński ps. Kazimierz Staniszewski, AK

Kpr. pchor. Dionizy Sosnowski ps. Józef, Zrzeszenie WiN

Kmdr Jerzy Staniewicz, Marynarka Wojenna

Mjr Zygmunt Szendzielarz ps. Łupaszka, WP, dowódca V Wileńskiej Brygady AK

Por. Zygmunt Szymanowski ps. Jezierza, Lis, Bez, Cis, Okręg Wileński AK

Mjr Ludwik J. Świder ps. Johann Puk, WP

Por. Aleksander Tomaszewski ps. Al, Bończa, Okręg Wileński AK

Por. Edmund Tudruj ps. Mundek, WP, AK, Zrzeszenie WiN

Por. Wacław Walicki ps. 111, Druh Michał, Pan Michał, Tesarro, Okręg Wileński AK

Por. Arkadiusz Wasilewski ps. Biały, WP, ZWZ-AK, Zrzeszenie WiN

Por. Ryszard Widelski ps. Irydion, Wiara, Wiesia, Władysław, AK, Zrzeszenie WiN

Plus Minus