Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Morderstwo nad kanałem

15-05-2003, ostatnia aktualizacja 15-05-2003 22:47

Śmiercią młodego mężczyzny zakończyła się bijatyka pracowników żerańskiej elektrociepłowni z wędkarzami znad kanału. Ciała topielca do tej pory nie znaleziono.

To było morderstwo! Inaczej tego nazwać nie można - mówi pan Fredek, wędkarz od lat łowiący w Kanałku Żerańskim. Do tragedii doszło w nocy w pobliżu Elektrociepłowni Żerań. Pod barkami cumującymi przy brzegu utonął młody mężczyzna. Dwaj mężczyźni 33-letni Dariusz L. i 20-letni Zbigniew S. często wybierali się wspólnie na ryby. Byli dobrze znani innym wędkarzom łowiącym nad kanałkiem. Feralnej nocy byli jednak sami. Pili alkohol. Do tego momentu relacje świadków się zgadzają. Finałem późniejszych wydarzeń jest śmierć Zbigniewa S. Jak twierdzi jego starszy kolega, na sąsiednim brzegu zauważyli mężczyznę. Był ubrany w uniform, jaki noszą pracownicy elektrociepłowni. - Ten z zakładu też łowił, ale nieprzepisowo - relacjonuje pan Fredek. - Wędkę zarzucał z barki, a tego robić nie wolno. Młodzi, podpici wędkarze chcieli sprawdzić, czy mężczyzna na barce ma kartę wędkarską. Postanowili go wylegitymować. Pracownik elektrociepłowni zareagował agresywnie. Wywiązała się szarpanina. Mężczyzna z barki pchnął Zbigniewa S. do wody. Młody mężczyzna nie miał szans. Nie bez znaczenia był fakt, że przed chwilą pił alkohol. Kolega nie mógł mu pomóc. - Opowiadał mi, że widział tylko jego rękę. Potem ciało zniknęło pod wodą. Tam jest bardzo głęboko i jest silny wir - mówi pan Fredek. Na tym jednak się nie skończyło. Mężczyzna z barki uciekł, ale po chwili wrócił w towarzystwie dwóch kolegów, również w ubraniach elektrociepłowni. Pobili stojącego nad brzegiem Dariusza L. i uciekli w stronę zakładu. Całe zdarzenie miało miejsce w nocy z poniedziałku na wtorek. Jak się dowiedzieliśmy, dyrektor elektrociepłowni od wtorku przebywa w Jachrance, gdzie jest ośrodek szkoleniowy zakładu. Pracownicy nie chcą lub nie są w stanie skontaktować się z przełożonym. Strażnik, pilnujący bramy zakładu, nie chce nic powiedzieć na temat tragicznych wydarzeń: - Wiem tyle, że wędkarze przychodzili łowić ryby na teren elektrociepłowni. Teraz jest całkowity zakaz wstępu. Strażnik nie chce jednak ujawnić dlaczego. Twierdzi, że żaden pracownik zakładu nie był zamieszany w utonięcie wędkarza. - To nie była moja zmiana, ale zmiennik by mi powiedział. Po prostu jakiś wędkarz utonął - ucina. Jednak trzech pracowników elektrociepłowni zostało zatrzymanych. Kolega topielca wskazał ich policji. To oni feralnej nocy mieli go pobić. Wcześniej jeden z nich - jak twierdzi Dariusz L. - wepchnął wędkarza do kanału. Ciała Zbigniewa S. do tej pory nie wyłowiono. - Nurkowie przeszukali dno zaraz po zdarzeniu - mówi podinsp. Zbigniew Falana, szef komisariatu rzecznego. - Ale widoczność w kanałku jest bardzo słaba, ok. 1 m. Mimo to będziemy kontynuować poszukiwania - zapewnia.
__Archiwum__