Na swoich stronach spółka Gremi Business Communication Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

r e k l a m a

Uratowała życie Janowi Pawłowi II

07-04-2005, ostatnia aktualizacja 07-04-2005 00:30

Mówią, że uratowałam życie papieżowi. Lada dzień urodzę dziecko, które jemu zawierzę – mówi ŻW Sara Bartoli. W 1981 roku papież trzymał ją w dłoniach na chwilę przed zamachem.

13 maja 1981 roku. Godz. 17.19. Samochód Ojca Świętego, przemierzający plac św. Piotra zatrzymuje się nagle przed Lucianą Funari, która unosi w górę swoją półtoraroczną córeczkę Sarę. Jan Paweł II bierze dziewczynkę na ręce. Całuje blondyneczkę, gładzi jej loki i oddaje matce. W tym momencie padają strzały. Ali Agca trafia papieża. Jak potem ustalili śledczy, w czasie gdy Jan Paweł II brał na ręce dziewczynkę, zamachowiec mierzył w jego głowę. Nie chciał jednak trafić dziecka i przeładował broń. Potem nie miał już czasu na dokładne wycelowanie. Wielkanocna iluminacja24 lata lata później Sara Barteli, mówi, że nie pamięta tej chwili. – Byłam za mała. Jeszcze do Wielkanocy nie docierało do mnie to, co się wtedy wydarzyło na pl. św. Piotra – opowiada nam w rozmowie telefonicznej Sara. – Dopiero gdy w wielkanocną niedzielę papież nie poprowadził mszy i w telewizji pokazywano migawki z zamachu, zobaczyłam jak bierze mnie na ręce, doznałam olśnienia – dodaje. Sara mieszka dziś w Lariano. Ze łzami w oczach mówi, że nie mogła pojechać do Watykanu, by ostatni raz spojrzeć na kochanego Ojca Świętego. Nie będzie też mogła być w piątek na pogrzebie Jana Pawła II. Nie wykluczone, że już w czwartek lub w piątek, będzie rodzić. – To dziecko, które przyjdzie na świat będzie jemu zawierzone – zapewnia nas Sara, dodając, że przez tamto wydarzenie sprzed prawie ćwierć wieku bardzo się zżyła z Ojcem Świętym. – Dopiero po latach zrozumiałam, dlaczego ludzie tak mi się przyglądają i mówią o zamachu. Ja też będę mówiła o tym mojej córeczce Mikaeli, która wkrótce przyjdzie na świat. Opowiem jej, jak uratowałam życie papieżowi, a on moje. Bo przecież gdyby Agca strzelał wtedy, gdy trzymał mnie papież, byłoby po nas. Dziadek papieżSara wspomina, że bardzo często odwiedzała Ojca Świętego w Watykanie. – Zawsze przyjmował, mnie bardzo ciepło. Pytał, jak mi idzie w szkole, jak się czuję, czy się modlę. Zupełnie jak kochany dziadek. Czuję, że coś nas połączyło wtedy na pl. św. Piotra – dodaje Sara. Życie za życieDziewczyna uważa, że narodziny jej córki, tuż przed pogrzebem Ojca Świętego mają znaczenie symboliczne. – On poszedł do raju, a ja dam nowe życie. To coś pięknego i pozwala mi łatwiej przejść przez te trudne chwile po śmierci papieża – podkreśla. Od wielu dni dziewczynę oblegają fotoreporterzy. Ale ona nie potrzebuje już nowych zdjęć. Honorowe miejsce zajmuje to z 1981 r., na którym uśmiechnięty papież bierze ją na ręce. Data: 2005-04-07
__Archiwum__