Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Car kina obraził się na rząd

Piotr Skwieciński 23-05-2011, ostatnia aktualizacja 23-05-2011 22:37

Światowej sławy reżyser Nikita Michałkow już nie doradza resortowi obrony, bo odebrano mu „koguta”.


W sparaliżowanej korkami Moskwie kogut zwany tu migałką to przedmiot pożądania, a zarazem drażniący zwykłych Rosjan symbol nierówności. Autami z migałkami mkną głównie nie politycy czy oficerowie służb, ale armia urzędników, bogaczy i wszystkich, którzy w jakiś sposób załatwili sobie prawo do specsygnału.

Działacze zwalczającego ten system ruchu „niebieskich wiaderek” (nazwa od dziecięcych kubełków w tym kolorze, które przyklejają na dachy swych samochodów, parodiując prawdziwe koguty) wyśledzili, że migałkę ma i chętnie jej używa Nikita Michałkow, światowej sławy rosyjski reżyser i aktor, szef Związku Filmowców Rosji. Piewca patriotyzmu, caratu i dawnej Rusi, zwolennik Władimira Putina, który ostatnio zasłynął m.in. stwierdzeniem, że trzęsienie ziemi w Japonii to boża kara dla ludzkości.

Media zaczęły apelować do reżysera, żeby migałkę oddał. No bo jakże – symbolem kasty oligarchów i czynowników posługuje się Michałkow – sumienie Rosji?

Ale Nikita Siergiejewicz powiedział krytykom: „ch… z wami”.
– Pokażę wam pozwolenie na migałkę, a wy napiszecie, że podrobione! Nie, k…a, na ch…! – wykrzyczał w marcu reżyser dziennikarzom. I dodał, co muszą zrobić, jeśli chcą zobaczyć jego pozwolenie: „Przeistoczcie się w drogówkę, zatrzymajcie mnie, wtedy mój szofer wam pokaże, i będziecie musieli mnie zostawić, i tylko będziecie tęsknie odprowadzać mnie, k…a, wzrokiem!”.
Szybko się dowiedziano, że Michałkow dysponuje specsygnałem jako przewodniczący społecznej rady przy ministerstwie obrony.

Aż tu nagle w poniedziałek okazało się, że Michałkow nie ma już migałki. Resortowi ścięto limit specsygnałów i jedną z ofiar stał się reżyser. Okazało się też, że Michałkow nie jest już przewodniczącym rady. Ustąpił. Sam mówi, że jego odejście nie ma nic wspólnego z zabraniem migałki. Ministerstwo obrony twierdzi z kolei, że reżyser, powiadomiony o tej decyzji, próbował szantażować resort groźbą rezygnacji.

W liście do ministra obrony car rosyjskiej kinematografii uzasadnia rezygnację protestem przeciw organizacji defilady w Dniu Zwycięstwa. Tegorocznej i zeszłorocznej. Tegorocznej ma za złe zbyt małą liczbę śmigłowców. Zarzuty większego kalibru formułuje wobec zeszłorocznej, w której uczestniczyły pododdziały państw dawnej koalicji alianckiej.

W tym należących obecnie do NATO (także Polski), co było według reżysera demonstracją słabości rosyjskiej armii.

Michałkow z góry uprzedza ewentualną krytykę takiego uzasadniania: „Nie wolno uważać tego wszystkiego za głupstwa – na ogólny obraz składają się szczegóły”.

Życie Warszawy

Najczęściej czytane