r e k l a m a

Kurski: Świadek uciekł sprzed komisji śledczej

ar 03-07-2008, ostatnia aktualizacja 03-07-2008 12:40

Przewodniczący sejmowej komisji śledczej ds. nacisków Andrzej Czuma (PO) zakończył przesłuchanie wiceprokuratora generalnego Andrzeja Pogorzelskiego, choć posłowie PiS zgłaszali chęć zadawania dalszych pytań.

Komisja śledcza ds. nacisków
autor zdjęcia: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
Komisja śledcza ds. nacisków

- Dopuścił pan do ucieczki świadka z posiedzenia komisji, pomimo tego że posłowie opozycji mieli jeszcze pytania, co jest pierwszym takim niechlubnym przypadkiem w historii komisji śledczych - powiedział do Czumy oburzony poseł PiS Jacek Kurski. Arkadiusz Mularczyk dodał, że będzie wnosić o kolejne wezwanie Pogorzelskiego.

- Oszukaliście mnie trzykrotnie, zapowiadając zadanie pytania, a następnie wygłaszaliście przemówienia polityczne, dlatego zgodnie z regulaminem odebrałem wam głos - odparł Czuma.

Swoją decyzję uzasadnił podczas konferencji prasowej mówiąc, że kilkakrotnie zwracał uwagę posłom PiS, aby zadawali świadkowi pytania związane ze sprawą. Ponieważ posłowie zadawali pytania sugerujące zeznającemu odpowiedź, odbierał im głos i w efekcie zakończył przesłuchanie.

Pogorzelski: nie wiążę odwołania Rafałko ze sprawą Janickiej

Wiceprokurator generalny Andrzej Pogorzelski zeznał podczas przesłuchania, że nie wiąże odwołania prok. Anety Rafałko z funkcji rzecznika dyscyplinarnego z tym, że nie chciała wszcząć postępowania dyscyplinarnego wobec byłej szefowej warszawskiej prokuratury okręgowej Elżbiety Janickiej -

W środę przed komisją prok. Rafałko ujawniła, że minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski odwołał ją w styczniu 2008 r. - tego samego dnia, gdy zaproponowała niewszczynanie postępowania dyscyplinarnego wobec Janickiej. Do 30 lipca przedłużono postępowanie wobec Janickiej - zeznał zaś w środę następca Rafałko Mieczysław Tabor. Zaprzeczył, by bezprawnie naciskano na niego, aby to postępowanie przedłużał (co się stało już trzy razy), bo - jak podkreślał - decyzje podejmuje przełożony.

Poseł PiS Arkadiusz Mularczyk pytał Pogorzelskiego, czy oceniał propozycje Rafałko. Wtedy Pogorzelski zasłonił się tajemnicą służbową (będzie o tym zeznawał na posiedzeniu zamkniętym). Przyznał zaś, że przedłużał postępowanie wobec Janickiej. Oświadczył, że nie sądzi, by było ono "sztucznie przedłużane", bo "długość jego trwania nie jest nadzwyczajna". Uchylił się od odpowiedzi co było powodem przedłużenia i ile razy to się stało. Ujawnił, że w postępowaniu tym będą jeszcze zeznawać świadkowie.

Pogorzelski podkreślił, że zgodnie z prawem rzecznik dyscyplinarny przedstawia projekt końcowej decyzji w czyjejś sprawie dyscyplinarnej zastępcy prokuratora generalnego w celu zatwierdzenia.

Na środowym posiedzeniu komisji poseł PiS Jacek Kurski ocenił, że prok. Mieczysław Tabor, rzecznik dyscyplinarny prokuratury, był "naciskany" przez Pogorzelskiego i "zmuszany do kontynuowania" postępowania wyjaśniającego w sprawie b. szefowej warszawskiej prokuratury okręgowej Elżbiety Janickiej.

Drugim świadkiem komisji będzie prok. Andrzej Szeliga, który - w czasie kiedy było prowadzone śledztwo w sprawie Centralnego Ośrodka Sportu - był zastępcą prokuratora apelacyjnego w Warszawie. Prokuratorem apelacyjnym była wówczas Marzena Kowalska, która sprawowała nadzór nad prokuraturą okręgową.

Komisja wyjaśnia doniesienia o "buncie prokuratorów" tej prokuratury w październiku ub. r. Prokuratorzy opisali wtedy w notatce, jak Janicka miała hamować działania zmierzające do zatrzymania b. ministra sportu Tomasza Lipca z PiS - by nie stało się to przed wyborami. Według ich notatki, Janicka miała im powiedzieć: "Jeśli dojdzie do zatrzymania Lipca, to was puknę". Janicka - która zaprzecza takiemu kontekstowi swej wypowiedzi - ma m.in. za to sprawę dyscyplinarną.

rp.pl