Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Moja jest część placu Piłsudskiego

15-10-2004, ostatnia aktualizacja 15-10-2004 21:48

Odbudowa pałaców Saskiego i Br hla zagrożona. Spadkobiercy nieruchomości przy ul. Królewskiej grożą wstrzymaniem inwestycji. Urząd miasta gra na zwłokę.

Przed wojną kamienica na rogu ul. Królewskiej i placu Piłsudskiego należała do Julii Rozensztok-Rostockiej. Dziś o zwrot nieruchomości - działki o powierzchni prawie 1,3 tys. mkw. starają się jej potomkinie. To newralgiczne miejsce. Bez tej działki na której ma stanąć budynek komercyjny, inwestorom nie będzie się opłacać budowa pałaców Saskiego i Br hla. - Ciocia wspominała, że przed wojną była to piękna, secesyjna kamienica. Dziś nie ma po niej śladu - żałuje pani Janina, która wraz z siostrami stara się o odzyskanie gruntu przy najbardziej prestiżowym placu w Warszawie. Ciotka nie dożyła Ciotka Julia Rozensztok-Rostocka zwróciła się w 1949 roku do władz PRL o rekompensatę, ale jej wniosek nie został rozpatrzony. Zmarła w 1953 roku. Sprawa działki przy ul. Królewskiej 5 wróciła w latach 90. Władze miasta wiedząc, że w tym miejscu przygotowywana jest inwestycja, chciały rozwiązać ten problem. W księdze wieczystej widniał bowiem zapis, że właścicielem gruntu jest osoba prywatna. W 2000 roku sąd ustanowił więc kuratora dla nieznanej z miejsca pobytu Julii Rozensztok-Rostockiej. Kurator miał reprezentować w postępowaniu administracyjnym interesy przedwojennego właściciela w walce z miastem o zwrot działki. - To przecież absurd. Pani Rostocka już dawno nie żyła. Musiałaby żyć grubo ponad 130 lat. Nie pofatygowano się nawet, aby odnaleźć jej spadkobierców - twierdzi radca prawny Zygmunt Barański, pełnomocnik rodziny. Jednak w lipcu 2001 roku ówczesny prezydent Warszawy Paweł Piskorski odmówił zwrotu działki, uzasadniając, że przy pl. Piłsudskiego jest Ogród Saski i nie będzie można w tym miejscu nic pobudować. Kaczyński jak Piskorski Zygmunta Barańskiego jeszcze bardziej zdziwiła decyzja obecnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który w lipcu 2003 roku odpowiedział podobnie jak jego poprzednik. - To kpina, skoro już wtedy na tej działce planowano inwestycje i istniała już koncepcja zabudowy - mówi radca prawny Barański. Formalnie przetarg na zabudowę placu Piłsudskiego został ogłoszony przez samorząd Warszawy na początku tego roku. Urząd miasta zaproponował jednoczesną odbudowę pałacu Saskiego, Br hla oraz kamienicy na rogu placu i ul. Królewskiej. Jak uzasadniano tylko w takim przypadku inwestorom może opłacać się odbudowa placu Piłsudskiego. - To ważna działka dla całego przetargu. Jednak ze strony miasta nie ma żadnej woli działania - podkreśla Barański. Na dowód bezczynności Ratusza pokazuje pismo skierowane do prezydenta Kaczyńskiego. W imieniu spadkobierców radca wnosi o natychmiastowe wstrzymanie przetargu. Chce spotkać się w tej sprawie, ale na pismo nie otrzymuje odpowiedzi. Sprawa ciągnie się do dzisiaj w Samorządowym Kolegium Odwoławczym. Co na to prezydent Lech Kaczyński? - Te roszczenia są nam znane i nie przeszkodzą w przetargu - mówi. Komuś bardzo zależy, aby ten przetarg nie doszedł do skutku - ucina rozmowę prezydent, zapytany przez Życie Warszawy. Bardziej dyplomatycznie wypowiada się Mirosław Kochalski, dyrektor miejskiego biura zamówień publicznych. - Prowadzone są stosowne analizy prawne w tej sprawie. Brane są pod uwagę wszystkie możliwości rozwiązania tej sytuacji. Nic więcej nie mogę powiedzieć - mówi dyrektor Kochalski. Wybiorą inwestora Czasu jest coraz mniej, gdyż już na przełomie roku ma zostać wyłoniony inwestor, który zabuduje zachodnią pierzeję pl. Piłsudskiego. Adwokat Barański liczy na ugodę. Jako przykład podaje wypłatę rekompensat przez byłą gminę Centrum spadkobiercom działek pod dzisiejszym biurowcem Metropolitan na pl. Piłsudskiego. Wśród kilku osób, które otrzymały wówczas odszkodowania, jest również ta sama rodzina. Wypłacono odszkodowania za utracony grunt, bo Warszawie groził międzynarodowy skandal (inwestorem budynku Metropolitan była słynna amerykańska firma Hines). Czy teraz stanie się podobnie? Zamieszanie wokół prawa własności do działki przy ul. Królewskiej 6 może zniechęcić inwestorów. Do przetargu wystartowały bowiem trzy międzynarodowe koncerny. Jak wspomina Mieczysław Godzisz z firmy Hines Polska, która budowała biurowiec Metropolitan, amerykański inwestor nie potrafił zrozumieć, dlaczego nagle w trakcie realizacji inwestycji pojawiły się roszczenia do miejskich gruntów. - Amerykanom nie mieściło się w głowie, że działki należą do miasta, a jednocześnie ktoś żąda ich zwrotu - wspomina Godzisz. Sąd mógł wstrzymać pozwolenie na budowę. Dlatego też ówczesna gmina Centrum zdecydowała się spłacić spadkobierców. Data: 16.10.2004
__Archiwum__