Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Szykujemy więcej inwestycji

Adam Roguski 21-07-2017, ostatnia aktualizacja 21-07-2017 08:00

- Przyglądamy się jednemu obiektowi handlowemu, mniejszemu niż Blue City - mówi "Rzeczpospolitej" Amnon Shiboleth, prezes Centrum Handlowego Blue City w Warszawie

autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa

Rzeczpospolita: Żyjemy w czasach internetu, który dla jednych biznesów stwarza okazje, a dla innych oznacza kłopoty. Jaka jest przyszłość centrów handlowych w czasach dynamicznego rozwoju e-commerce?

Amnon Shiboleth, prezes CH Blue City: Rynek się zmienia, ale do dramatu jeszcze daleko. W gazetach wciąż będą się pojawiać przesadzone nagłówki o śmierci tradycyjnych centrów handlowych z powodu rozwoju handlu internetowego – ale taka jest natura mediów.

W Stanach Zjednoczonych rzeczywiście regionalne centra handlowe odczuwają różnicę. Nie widzę jednak, by duże centra handlowe traciły rynek czy przyciągały mniej klientów. Ludzie wciąż chcą mieć możliwość dotknięcia przedmiotów przed zakupem. Oczywiście, rzeczy kupione przez internet można odesłać i wymienić, ale to w stacjonarnym sklepie można przymierzyć 20 par butów i wybrać właściwe.

W Polsce wygląda to jeszcze lepiej i nie sądzę, by sytuacja choćby zbliżyła się do tego, co mówiłem o regionalnych centrach w USA. Nie widzę, by sklepy obecne w Blue City miały problem. Nie widzę, by ludzie kupowali ubrania przez internet w ogromnych ilościach, które miałyby negatywny wpływ na sprzedaż w dobrych galeriach handlowych. Zjawisko jest najbardziej widoczne w segmencie elektroniki, ale nie dostrzegam, by Saturn – który ma zresztą główną siedzibę w części biurowej Blue City – zmniejszał z tego powodu powierzchnię sklepu stacjonarnego.

Liczba odwiedzających nasze centrum rośnie, w I półroczu o 4 proc. Wolałbym, żeby to było 5–6 proc., ale to bardzo dobry wynik na tle rynku, który w tym okresie zanotował kilkuprocentowy spadek.

Jak widzi pan przyszłość Blue City?

Jesteśmy teraz graczem nr 4 w Warszawie. Arkadia i Złote Tarasy są poza zasięgiem, mają dwa razy więcej odwiedzających, co zawdzięczają m.in. bliskości tramwajów i metra. Swoją drogą miasto obiecało nam, że w 2017 r. będzie tu tramwaj. Galeria Mokotów ma 11 mln odwiedzających rocznie. To tylko 2 mln więcej niż my. W tym roku liczba odwiedzających Blue City zapewne przekroczy 9 mln, w przyszłym powalczymy o 10 mln.

Jak wyglądają plany rozbudowy Blue City?

Na szczycie wielopoziomowego parkingu naziemnego powstanie kino sieci Helios, której jeszcze nie ma w Warszawie. Mamy zapewnione finansowanie bankowe, czekamy na pozwolenie na budowę, procedury trwają niestety znacznie dłużej niż powinny.

Poza budową kina rozważamy stworzenie 14–15 tys. mkw. dodatkowej powierzchni. Myśleliśmy o oceanarium, ale konstrukcja parkingu by tego nie udźwignęła. Być może stworzymy tam kilkaset lokali na wynajem dla studentów – ale nie jest to jeszcze przesądzone.

Macie też działkę za Blue City, na której rozważaliście budowę biur.

Na Ochocie biura źle sobie radzą. Staramy się za to o pozwolenie na budowę mieszkań.

Ilu?

To zależy od tego, jak wysokie budynki będziemy mogli postawić oraz od powierzchni lokali. To jeden z wielu polskich fenomenów. Ludzie wolą kupić lokal o powierzchni 60 mkw. i nazywać to dwu-, trzypokojowym mieszkaniem – byle w centrum miasta. A mogliby kupić znacznie większe lokum dalej od centrum – jak to się dzieje w innych krajach.

Jakie inne inwestycje prowadzi reprezentowana przez pana grupa w Polsce?

W połowie 2016 r. rozpoczęliśmy budowę biurowca Villa Metro na Mokotowie. Inwestycja idzie zgodnie z planem, w czerwcu zawiesiliśmy wiechę. To będzie ośmiopiętrowy budynek z 11 tys. mkw. powierzchni, z czego 7 tys. przypadnie na biura. Budynek będzie zaledwie 5 metrów od stacji metra Wilanowska.

Myślimy o innych inwestycjach, oglądamy różne projekty. Nie chcę ujawniać zbyt wielu szczegółów, ale przyglądamy się też jednemu obiektowi handlowemu, mniejszemu niż Blue City. Być może go kupimy.

Pojawił się pan w Polsce w ciekawych okolicznościach – jako przedstawiciel Michaela Jacksona pod koniec lat 90...

Michael chciał zbudować park rozrywki w stylu Disneylandu pod Paryżem, on był w tej kwestii geniuszem. Projekt zyskał przychylność władz, ale pojawiły się problemy. Przede wszystkim potrzebna była naprawdę duża działka – co być może jeszcze dałoby się rozwiązać, było kilka propozycji, m.in. na Bemowie. Ale drugi problem to pogoda. Polska jest niestety zimnym krajem, park musiałby być zadaszony, co – jak na tamte czasy – dramatycznie wywindowałoby koszt całej inwestycji. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – dzięki temu poznałem Warszawę i z partnerami zdecydowaliśmy się robić tu interesy.

CV

Amnon Shiboleth, założyciel i wspólnik w kancelarii prawnej Shibolet & Co., zarządza biurem w Nowym Jorku. Nie tylko doradza przy inwestycjach, ale sam jest przedsiębiorcą. Jest prezesem CH Blue City w Warszawie. Ukończył uniwersytet w Jerozolimie.

"Rzeczpospolita"